Gmach Ministerstwa Sprawa Zagranicznych. Foto: MSZ

Polityka zagraniczna PiS z jednej strony jest niewątpliwie dobrą zmianą, a z drugiej rządząca formacja poniosła niepowodzenia, a nawet spektakularne klęski.

PiS przede wszystkim zerwał z uniżoną polityką w stosunku do Niemiec. Polityka poprzedniego rządu stawiała Polskę w roli państwa wasalnego. Rząd PO-PSL właściwie realizował wytyczne Berlina i dbał o interesy Polski tylko wtedy kiedy nie były one sprzeczne z interesami Niemiec.

Przykładem jest wyprowadzenie z Polski ca. 7 mld euro na pomoc dla Grecji, mimo, że Polska nie należy do strefy tej waluty. Takiej pomocy np. nie udzieliła Słowacja mimo że ten kraj należy do tej strefy. Nie trzeba chyba dodawać, że zwrotu tej pożyczki nigdy nie zobaczymy.

Sukcesem rządu jest oparcie się presji Niemiec i Unii Europejskiej w sprawie przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki Północnej. Imigrantów, a nie uchodźców, ponieważ zdecydowana większość tych ludzi to imigranci zarobkowi.
Również z innymi dużymi europejskimi krajami pogorszyły się relacje, choć nie zawsze z winy naszego rządu.

Pierwszym krajem, o którym się mało pisze, są Włochy. Premier Mateo Renzi wielokrotnie oskarżał kraje naszego regionu o bezduszność i egoizm w sprawie muzułmańskich imigrantów. Zarzucał nam, że pozostawiliśmy Włochy samym sobie. Co prawda krytyka włoskiego premiera dotyczyła głównie Węgier, które odgrodziły się od południa drutem kolczastym (dosłownie), ale Renzi uważa, że cały nasz region chce się odgrodzić budując nowy mur. Zdesperowany Renzi, któremu ostro odpowiada premier Węgier Orban, wręcz zagroził wetem w sprawie budżetu Unii.

Drugim krajem jest Francja. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza nasze relacje z Paryżem nigdy nie były za specjalnie dobre, ale ostatecznie popsuły się w tym roku. Francuzi czują się oszukani. Uważa się, że w zamian za zgodę na wybór Tuska na szefa Rady Europy, Polska miała kupić po zawyżonych cenach francuskie helikoptery. Niezależnie od tego czy ta wersja jest prawdziwa, decyzja rządu o odstąpieniu od zakupu tych helikopterów po zawyżonej cenie spowodowała, że obecne relacje Warszawy z Paryżem stały się lodowate. Problem jest jednak szerszy. We Francji i nie tylko tam uważa się, że Polska jako kraj Unii powinna wybierać unijny sprzęt wojskowy. W Paryżu czy w Berlinie uważa się, że Warszawa nadmiernie preferuje zakupy uzbrojenia made in America lub w firmach należących amerykańskiego biznesu.
Największą porażkę rząd zanotował w relacjach z Wlk. Brytanią, która uważano za naszego najlepszego sojusznika w Unii i na którego stawiano. To dziwne, ale nie wyciągnięto żadnych wniosków z faktu, że brytyjscy sojusznicy pozostawili nas samych we wrześniu 1939 r., opuścili nas i przehandlowali w Teheranie oraz w Jałcie. Podobnie nie wyciągnięto też wniosku z faktu, że Londyn był jednym z sygnatariuszy podpisanego w 1994 r. memorandum budapesztańskiego, w którym Wlk. Brytania, USA i Rosja zobowiązały się do respektowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy w zamian za rozbrojenie nuklearne tego kraju. Brexit nie tylko pozostawił nasz rząd na lodzie, ale też pogorszyła się sytuacja Polaków na Wyspach.
Rząd utrzymuje nadal dobre stosunki z USA, państwa będącego ciągle naszym najważniejszym sojusznikiem w ramach NATO i de facto naszym protektorem. Deklaracja premier złożona pod adresem prezydenta-elekta Trumpa jest dowodem, że te relacje nadal będą dobre, przynajmniej z naszej strony.
Do sukcesów należy tez zaliczyć postępującą integrację z krajami międzymorza, szczególnie z krajami układu wyszehradzkiego.
Pozytywna zmiana zaszła w stosunku do dwóch państw: Chin i Białorusi.
W przeszłości polityczne środowisko PiS było oporne w stosunku do Kraju Smoka. Podkreślano naruszanie praw człowieka w tym kraju, co było pretekstem do nierozwijania relacji z Pekinem. Po dojściu do władzy w sytuacji wielkich planów inwestycyjnych znanych jako budowa Jedwabnego Szlaku 2.0 i masowego przyłączania się europejskich krajów do tego projektu nowy rząd zmienił nastawienie swojego politycznego środowiska i zdecydował się na rozwój współpracy z Krajem Środka. Dowodem tego są wizyty prezydenta Dudy w Chinach, prezydenta Xi Jinpinga w Polsce i ostatnia wizyta wicepremiera Gowina w Pekinie i w Chengdu.
Po latach zastoju i bezsensownego bojkotowania Białorusi rząd zrobił krok w kierunku poprawy relacji z tym naturalnym sojusznikiem Polski. Do Mińska z wizytami w odstępie kilku miesięcy tygodni udali się: min. spraw zagranicznych Waszczykowski i wicepremier Morawiecki.
Natomiast negatywnie należy ocenić politykę wobec Ukrainy. Doceniając fakt, że to może być nasz najważniejszy sojusznik regionalny, należy uznać, że nasze ustępstwa wobec tego kraju stawiają nas bardziej w pozycji proszącego niż dającego, a to przecież Ukrainie z jej bardzo trudną sytuacją powinno bardziej zależeć na Polsce, niż odwrotnie. Przez wiele lat kolejne rządy, w tym także rząd PiSu z lat 2005-2007 udawały, że w relacjach polsko-ukraińskich nie ma żadnego problemu. Szczególnie zamiatano pod dywan wojenną tragedię Polaków na Wołyniu, przez cały ten czas bojąc się nazwać ją po imieniu, ludobójstwem. Starano ignorować obecną rzeczywistość w postaci budowania pomników ukraińskich ludobójców oraz rehabilitacji ludobójczych organizacji OUN-UPA. Tegoroczna decyzja sejmu nazwania wołyńskiej tragedii, ludobójstwem to krok w dobrym kierunku, ale spóźniony i krok zbyt mały. Polska dyplomacja nie zdobyła się jak na razie do jasnego przedstawienia ukraińskiej stronie naszego stanowiska co do rehabilitacji zbrodniczych organizacji OUN-UPA.

W cieniu tych wszystkich wydarzeń są jakby stosunki z Rosją. One są wypadkową różnych funkcji. Najważniejszym w nich czynnikiem stała się smoleńska tragedia i przekonanie rządzącej formacji o zamachu dokonanym przez Rosję, choć oczywiście z różnych przyczyn takie oskarżenie nie padło
oficjalnie. Stosunki z Rosją są też funkcją naszych relacji z Ukrainą, a teraz z Białorusią. Tutaj działa prosta zasada. Im lepsze są stosunki Warszawy z Kijowem i z Mińskiem, tym gorsze z Moskwą. Ponadto dla Rosji Polska jest jak to określił jeden z rosyjskich dyplomatów: „osłem trojańskim USA w Europie”. Obecne stosunki polsko-rosyjskie nie różnią się specjalne od tych, które były za rządów późnego Tuska i Ewy Kopacz, a które rosyjski ambasador określił jako najgorsze od 1945 r. Oba kraje mają kolizyjne strategie. Wie o tym Moskwa, wie o tym Warszawa i nie należy sądzić, że PiS cokolwiek zmieni w tej sprawie.

Inną decyzją nie merytoryczną a personalną, która budzi zdziwienie, jest sprawa mianowania amerykańskiego obywatela p. Roberta Greya podsekretarzem stanu (wiceministrem) spraw zagranicznych. Pan Grey ma odpowiadać za politykę ekonomiczną, kierunki amerykański i azjatycki. To oznacza, że obywatel amerykański będzie z ramienia polskiego rządu osobą mający wpływ na negocjacje z Amerykanami w sprawie TTIP (amerykański odpowiednik CETA) !
Pan Grey będzie także osobą mająca wpływ na gospodarcze stosunki Polski z Chinami.
Mianowanie obywatela obcego państwa na wysokie stanowisko w polskiej dyplomacji, to nie tylko ewenement, ale także pokazujący stopień uzależnienia naszej polityki od USA. Jak ono jest głębokie świadczy fakt, że opozycyjne partie, nie przepuszczające nawet najmniejsze okazji żeby skrytykować rząd, w tym wypadku nawet się nie zająknęły.
Warto zauważyć, że decyzja o mianowaniu Greya wzbudziła zdumienie nawet w bardzo prorządowym portalu „W polityce”. Piotr Skwieciński z tego portalu odniósł się niezwykle krytycznie do tej nominacji w artykule pt. „Dziwna nominacja w MSZ, czyli podążamy za przykładem Ukrainy”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here