Wietnam. Chaos i wielkie możliwości

Polub nas na Facebooku

Mój znajomy z Australii pojechał do Wietnamu. To znaczący gracz w przemyśle energetycznym. Właśnie odszedł na emeryturę i ma więcej czasu. Najważniejsze dla naszej opowiastki jest to, że pan X powrócił do kraju swego urodzenia po raz pierwszy od 40 lat. Uciekł wraz z rodziną po 1975 roku. Ostry antykomunista. Teraz wyjechał tam na trzy tygodnie na zaproszenie czerwonego rządu, który zorganizował… zjazd emigrantów.

Przybyło ich do Sajgonu kilkuset. Komuna chciała rzekomo ich przeprosić i zaprosić do pracy patriotycznej na rzecz Wietnamu. Rzekomo pytała ich o rady. A w rzeczywistości zachęcała do przedsięwzięcia inwestycji i propagandy na rzecz rządu w Hanoi. Mój znajomy naiwniakiem nie jest, ale po prostu z poczucia patriotyzmu chciałby dla Wietnamu jak najlepiej. Przy tym wcale się nie krępował przy czerwonych i walił prawdę prosto w oczy na rozmaitych poziomach, w tym geopolitycznym i etycznym. Lekarstwo dla Wietnamu to jest przestać siedzieć okrakiem na beczce między Zachodem a Chinami. Należy przeprowadzić dekomunizację, wprowadzić wolny rynek i postawić na Zachód, w tym szczególnie na USA i Japonię.

A teraz trochę szczegółów na podstawie jego notatek. Konferencja, w której X uczestniczył, miała miejsce w Sajgonie i zajęła tydzień, a potem mój znajomy podróżował i oglądał resztę kraju. Wietnam jawi się jako kraj wielkich możliwości. I chaosu. Na Południu przynajmniej mieszkańcy rozmawiają otwarcie „prawie o wszystkim”. Komuna zajmuje się głównie utrzymaniem władzy, czyli – jak to się mówi – „prawa i porządku”. I lekceważy ludzi. A ludzie zajmują się swoimi sprawami, załatwiają wszystko na prawo i lewo. Zakładają firmy, handlują, świadczą sobie usługi. Dbają o swoje sprawy, bo wiedzą, że na państwo mogą liczyć tylko, jeśli chcą zarobić pałką w łeb. I to doprowadziło do odbudowy ducha przedsiębiorczości, do powstania całego szeregu małych firm i przedsiębiorstw, których istnienie i działalność poprawia warunki życia całej ludności.

Przedsiębiorczość kwitnie

Państwo subsydiuje raczej relatywnie niewiele, na przykład częściowo elektryczność oraz ubezpieczenie dla dzieci do sześciu lat. „Istnieją ograniczone podstawowe usługi publiczne w dziedzinie służby zdrowia, edukacji, transportu, planowania urbanistycznego, ubezpieczenia społecznego, emerytur i rent dla niepełnosprawnych”. Poza tym ludzie muszą polegać na sobie. I ludzie sobie radzą. W tym sensie dla X Wietnam jawi się jako „chyba najbardziej libertariański kraj na Ziemi”. To znaczy potencjał totalitarny jest, bo tamtejsza ubecja czuwa i od czasu do czasu się uaktywnia. Ale ponieważ wygląda na to, że zanikły czy przynajmniej skurczyły się do minimum właściwie wszystkie socjalistyczne ustrojstwa systemowe, kontrolujące życie codzienne, ludzie muszą się sobą zajmować sami, aby przeżyć.

Mają jednak rozmaite problemy z tym, co komuna narzuciła Wietnamowi, i z tym, co tam utrzymuje. Na przykład poważny problem to brak standardów, nawet regulacji przemysłowych. Są po prostu chaotyczne, sprzeczne i niespójne, „a w ten sposób szkodliwe dla dobra publicznego”. W rolnictwie i przetwórstwie żywnościowym nagminnie dochodzi do zatrucia produktów. W związku z tym tubylcy nierzadko boją się jeść miejscowe produkty (zresztą chińskie też). Biedni nie mają wyboru naturalnie.

Kiedyś w Wietnamie istniały plany urbanistyczne. Zarówno Hanoi, jak i Sajgon oraz inne miasta były zaplanowane i rozłożone w sposób logiczny. I obowiązywały pewne reguły w ruchu kołowym. Na przykład chociaż w Sajgonie było mrowie motorów i motorynek oraz rowerów, wszystko to funkcjonowało zgodnie z jakimiś zrozumiałymi regułami. W tej chwili jest zupełna anarchia, sięgająca proporcji hinduskich. Każdy lata w tę i w tamtą stronę, bez żadnego pozornie rozmysłu. Ruch wygląda na spontaniczny kocioł. Bo władze patrzą na to przez palce – za łapówkę.

Kwitnie również korupcja

Co ludziom najbardziej doskwiera? Korupcja. Powszechna, wszędobylska. Endemiczna i patologiczna. I ta korupcja zwalnia ich życie, powoduje, że jest „cięższe niż powinno być”. Korupcja jest w rzeczywistości komunistycznym podatkiem od robienia transakcji między przedsiębiorcami (business transactions). Ale przede wszystkim uderza w biednych, których ściga i gniecie totalitarnymi przykazami, które tylko łapówki i inne „uprzejmości” dla urzędasów mogą rozwiązać albo przynajmniej złagodzić. I to się udaje. Korupcja nadaje socjalizmowi ludzką twarz. W takim sensie rzeczywiście jest „libertariańsko”. Lepsze niż Pol Pot, prawda?

Polub nas na Facebooku. Wesprzyj portal

ZOSTAW ODPOWIEDŹ