Unijne dotacje mogą spowalniać rozwój! Wywiad z prezydentem Gliwic

PAP/Andrzej Grygiel

Zdaniem Zygmunta Frankiewicza, prezydenta Gliwic, prezesa Związku Miast Polskich, powstające przy współfinansowaniu z unijnych dotacji inwestycje samorządowe, mające charakter konsumpcyjny, nie tylko nie przyspieszą rozwoju, ale wręcz go opóźnią. Zwiększają one koszty utrzymania bieżącego. O wadach unijnych dotacji rozmawia Tomasz Cukiernik.

Czy dotacje unijne są tak korzystne i opłacalne, jak to się powszechnie sądzi i przedstawia w mediach?

Nie. Jest to zdecydowanie przewartościowane. Nie ma żadnych wątpliwości! Dotacje unijne przyznawane są według uznanych priorytetów, celów, przyjętych i zatwierdzonych na różnych szczeblach strategii. I bardzo często zdarza się tak, że te cele nie są tymi, które byśmy samodzielnie wybierali. W efekcie dopasowujemy swoje przedsięwzięcia do celów, które w jakiejś części są narzucone. I ministerstwo, i Komisja Europejska są podatne – w pewnym stopniu – na argumenty i perswazje, ale często nie robimy w ramach samorządu tego, co najważniejsze, na czym nam najbardziej zależy. Jestem nawet skłonny dostosować plany inwestycyjne do możliwości ich dofinansowania, ale dostosować, a nie budować pod pieniądze unijne. Pieniądze unijne są potwornie drogie. Do obsługi tego przedsięwzięcia biurokratycznego zatrudnia się dziesiątki tysięcy ludzi, i to po dwóch stronach – zarówno po stronie tych, którzy dają, weryfikują, rozliczają, jak i tych, którzy przygotowują aplikacje, wnioski i realizują projekty. Wiele instytucji zleca przecież przygotowanie wniosków. To jest żywa, konkretna gotówka.

Czy Unia Europejska narzuca przy braniu dotacji jakieś wymagania, które podrażają koszty?

Te wymagania są bardzo wyśrubowane, często niecałkiem racjonalne. Ale trzeba dodać, że nasze polskie życzenia często są nadmiarowe, sami sobie zakładamy kajdanki i utrudniamy racjonalne wydawanie tych pieniędzy. Często jest tak, że rozwój jest uzależniany od pieniędzy unijnych, czyli jak się skończą, to będzie gwałtowny spadek tempa rozwoju. Co więcej, powstające inwestycje, które nie mają charakteru rozwojowego, tylko bardziej konsumpcyjny, nie tylko nie przyspieszą rozwoju, ale wręcz go opóźnią, dlatego że zwiększają koszty utrzymania bieżącego. Mniej pieniędzy pozostaje na rozwój. To było często sprowadzane do hasła „akwaparki”. To jest inwestycja, która zwiększa komfort, ale nie zwiększa dochodów. Prawie żaden akwapark nie jest samowystarczalny finansowo. My to nazywamy skarbonkami, tzn. takimi inwestycjami, które po wsze czasy będą obciążeniem dla budżetu.

Rolą samorządu, jak i państwa w całości jest nie tylko zwiększanie dochodów, ale zapewnienie jakości życia. Trzeba to wyważyć – robić rozumnie i pamiętać o tym, że udział tych środków europejskich w inwestycjach jest niewielki. Rzadko kto zdaje sobie z tego sprawę, że my na inwestycje wydajemy głównie swoje pieniądze, a pieniądze z Unii są rzędu kilku procent. W Gliwicach na niektóre rzeczy woleliśmy nie dostać pieniędzy i tych rzeczy nie robić niż wpędzać się w kłopoty, żeby tylko brylować w rankingach wykorzystania funduszy unijnych. Wydatki muszą się bowiem zgadzać z naszymi priorytetami i celami. Jeżeli jest po drodze – to bardzo chętnie sięgamy po pieniądze unijne. Nieraz wstrzymujemy wykonanie różnych inwestycji, starając się uzyskać zewnętrzne pieniądze, ale nie jest tak, że robimy coś, bo jest okazja na pieniądze. To jest niebezpieczne. Kluczem bezpieczeństwa ekonomicznego rozwoju jest własna baza, w przypadku miasta – baza podatkowa. Jeżeli się nastawimy na dopływ dotacji, to jest tylko kwestią czasu, kiedy oparty na nich rozwój się załamie.

Czytaj dalej (kliknij)

3 KOMENTARZE

  1. Inwestycje pańswtowe wypierają inwestycje prywatne . Tego uczą , przynajmniej uczyli , na pierwszym roku ekonomii . Jesli te państwowe inwestycje póżniej generują tylko koszty , to hamują rozwój . Za tzw pieniądze unijne w większości zbudowano muzea ziemniaka i starej beczki , ewentualnie wodne zjeżdżalnie . Do tych inwestycji gminy muszą dopłacać . Część pieniędzy przeznaczonych np na drogi jest wydawana na muzeum starej beczki i ziemniaka itd , więc stan infrastruktury ulega pogorszeniu. To są inwestycje , o których z góry wiadomo ,że są wyrzucaniem pieniędzy w błoto i tylko będą generować dalsze koszty , ale są również inwestycje , które mogłyby sie bronić , np budowa dróg . Niestety są one tak przeprowadzone , że w dużym stopniu tylko obciążają gospodarkę . W Gdańsku Platforma Obywatelska wybudowała tunel pod Martwą Wisła . Oficjalny koszt miliard złotych . Budowa ukończona z kilkuletnim opóżnieniem . W tym miejscu wystarczający byłby zwykły most , może wyższy , kilka razy tańszy . Tunel wymaga nieustannych napraw, ponieważ wszechobecna korupcja powoduje marną jakość wykonania . Oficjalnie obsługa tunelu kosztuje miasto 30 milionów rocznie . Przy tunelu wybudowano specjalny budynek dla jego obsługi , w którym pracuje kilkadziesiąt osób obsługujących .
    Teraz rzecz najważniejsza . Tunel został wybudowany w interesie dewelperów . Kilka , może kilkadziesiąt osób nieżle zyskało , ale reszta firm działających na rynku bez wspomagania przez władzę publicznej przymusowo finansuje działalność deweloperską .
    Jakby się nie zastanawiać , mieszkania nie tworzą gałęzi gopodarki , na której może oprzeć się byt państwa . Hiszpania ,mająca o wiele lepsze warunki klimatyczne i miliony pustych mieszkań ,jest bankrutem.
    Na koniec przypomniałem sobie o jeszcze jednej rzeczy. Ten tunel jest dopiero do zapłacenia . Władze Gdańska zaciągnęły kredyt , który trzeba będzie spłacić . Tzw pieniądze unijne tylko w części pokrywają koszty inwestycji

    • Zgadzam się ze wszystkim poza ostatnim zdaniem. Tamta droga stworzyła jakąkolwiek alternatywę dla przejazdu obwodnicą lub przez śródmieście. Ilość jadących tamtą drogą doskonale pokazuje, że było warto dla jadących do Sopotu, Oliwy, Przymorza, Żabianki itd.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ