Rząd wyciąga ręce po pieniądze studentów. „Mogą stracić niemal połowę zarobków”. Żałosna próba ratowania ZUS-u

Zdjęcie ilustracyjne.

W wywiadzie dla Dziennika Gazeta Prawna minister Henryk Kowalczyk przyznał, że rząd ma plany oskładkowania umów o dzieło. Wcześniej pojawiły się informacje, że Prawo i Sprawiedliwość chce łatać dziurę w ZUS-ie przez zmiany w kwestii zatrudniania studentów. Kowalczyk opowiedział się za równym traktowaniem wszystkich typów umów.

Wcześniej za takim rozwiązaniem optowała minister Rafalska: Minister Rafalska grozi oskładkowaniem umów o dzieło. „Nie cofniemy się przed radykalnymi rozwiązaniami”. Morawiecki ma konkurentkę

Obecnie studenci w aż ponad 80 procent przypadków pracują na umowie zlecenie, jeżeli dodamy do tego umowy o dzieło, będzie to obejmowało aż ok. 90 procent pracujących studentów. Obecnie od osób do 26. roku życia posiadających status studenta nie trzeba odprowadzać składek ubezpieczeniowych, co jest pewnym ukłonem w stronę młodych ludzi w gąszczu prawa nieprzyjaznego pracowitym i uczciwym ludziom.

Wybór takiej umowy sprawia, że studenci mogą zarobić więcej „na rękę”, a pracodawca ponosi mniejszy koszt. Gdyby nie to, wiele z pracujących i jednocześnie uczących się osób nie znalazłoby zatrudnienia. Rządowi wyraźnie to jednak nie na rękę i Gabinet Beaty Szydło w nowym stanowisku w sprawie przeglądu emerytalnego „rozważenie celowości dalszego utrzymywania wyłączenia z obowiązku ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zleceniobiorców, którzy są uczniami gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych, szkół ponadpodstawowych i studentów do ukończenia 26 lat”.

Cel takiego zabiegu byłby prosty – szminkowanie trupa, czyli łatanie dziury w ZUS, która według szacunków w najbliższych sześciu latach może wynieść aż 300 miliardów złotych. Zdaniem rządu poprzez brak oskładkowania studenci są traktowani jako pracownicy drugiej kategorii.

Zobacz także: Szykuje się kolejny skok na pieniądze obywateli. Wiceprezes ZUS: Składka emerytalna powinna wzrosnąć co najmniej o 50 złotych

Oskładkowanie umów o dzieło to jednak nie problem jedynie dla studentów. Zdaniem ministra Kowalczyka to poważna „wyrwa w systemie składek”, z której korzystają (o zgrozo!) pracodawcy. Główny ekonomista ZUS podaje przykład, przy dochodach 2000 złotych miesięcznie efektywne obciążenie podatkami i składkami w relacji do całkowitych kosztów pracy w przypadku umów o pracę wynosi około 40 procent, ale już przy umowie o dzieło 7 procent. Tak oczywiście dłużej być nie może.

Wbrew zapowiedziom ministra Morawieckiego, który dumnie prezentował slajdy i połączoną z nimi Konstytucję dla Biznesu, rząd planuje równie złodziejskie potraktowanie wszystkich umów, a zapowiadanych ułatwień dla przedsiębiorców próżno szukać. Nie ma wątpliwości, że nowe przepisy sprawią, że młodym ludziom jeszcze ciężej będzie wejść na rynek pracy i więcej z nich wyjedzie za granicę.

Natomiast nasz ulubiony wicepremier i nadminister wykazał się ostatnio dość dużym poczuciem humoru w kontekście zapowiadanych zmian. Pan Mateusz Morawiecki podczas spotkania ze studentami z Polski w Londynie zachęcał ich do powrotu do kraju, jak mówił trzeba mieć optymistyczne założenia, żeby rzeczywistość zaczęła się zmieniać. Mamy dziwne przeczucia, że to nie wystarczy…

Czytaj więcej: Morawiecki opowiedział Polakom w Londynie kilka bajek i starych dowcipów

Nowa propozycja rządu, jeżeli wejdzie w życie, z całą pewnością sprawi, że tabuny polskich studentów rzucą się do powrotu do kraju, kto w końcu nie chciałby pracować dla dobrobytu p. Morawieckiego i wspólnie dążyć ku realizacji jego wielkich planów z prezentacji w Power Poincie.

Jaki będzie efekt wprowadzenia nowych przepisów? Ucierpią na nim studenci, którzy dorabiają studiując w dużym mieście, żeby mieć pieniądze na opłacenie mieszkania, wyjście ze znajomymi na piwo, czy na książki. Oskładkowanie umów zlecenie i o dzieło sprawi, że ich sytuacja diametralnie się pogorszy, a ich zarobki spadną o kilkadziesiąt procent (według wyliczeń wynagrodzenia netto mogą się zmniejszyć nawet o 35-40 procent), a dla części zabraknie miejsc pracy, bo wzrosną koszty pracodawców. Jednocześnie eksperci wyliczają, że pełne oskładkowanie tych umów mogłoby przynieść około 0,5 miliarda złotych wpływów więcej do budżetu.

Źródło: forsal.pl/wolnosc24.pl

3 KOMENTARZE

  1. Z jednej strony w znacznej ilości przypadków istnieje zwykłe naciąganie przepisów bo co sądzić o ogłoszeniach „Poszukujemy do pracy uczniów i studentów dyspozycyjnych od poniedziałku do piątku”. A z drugiej strony to problem zatrudnienia niekwalifikowanych i niedoświadczonych pracowników to w krajach cywilizowanych rozwiązuje się za pomocą progresji podatkowej. Przykład skandynawski: stawka pracownika przyuczającego się do zawodu to 90 koron a podatek 0%, pracownik doświadczony 190 koron podatek 36% (podatek jednolity). Ale zamiast po prostu skopiować sprawdzone od dziesięcioleci systemy to w Polsce zawsze trzeba wymyślić debilizmy po swojemu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here