Socjalizm według Unii. Polska nie powinna się skupiać na dotacjach

PAP/Stanisław Rozpędzik

– Samo członkostwo w UE, jeśli nie ma możliwości jej opuszczenia, czemuś powinno służyć i do czegoś powinno być wykorzystywane. W przeciwnym razie nie ma sensu – mówi w rozmowie z Janem Bodakowskim Tomasz Cukiernik, którego nowa książka pt. „Socjalizm według Unii” właśnie ukazała się w serii „Biblioteka Wolności” (sklep-niezalezna.pl).

Po reelekcji Tuska podnoszą się głosy, że może być to początek wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Czy taka perspektywa byłaby korzystna dla Polski, czy może byłaby to tragedia?

– Zanim zadamy sobie pytanie o skutki ewentualnego wyjścia Polski z UE, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że nie ma w naszym kraju poważnej siły politycznej, która by się opowiadała za takim krokiem. Prezes Jarosław Kaczyński opowiada się nawet za uczynieniem z Unii supermocarstwa, w ramach którego jednak – nie wiadomo w jaki sposób – rola państw narodowych zostałaby wzmocniona. Co więcej, z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez IBRIS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że ewentualny „Polexit” poparłoby zaledwie 12 proc. ankietowanych, a przeciwnego zdania jest aż 78 proc. pytanych Polaków.

Tak więc na chwilę obecną wyjście Polski z UE jest nierealną abstrakcją – już bardziej prawdopodobny wydaje się upadek tego tworu politycznego. Ale nawet gdyby do tego doszło, to nie byłaby to jakaś tragedia, jak wieszczą euroentuzjaści, ani też bardzo korzystna sytuacja, jak twierdzą eurosceptycy. Dużo by zależało od tego, jak zostałyby uregulowane wzajemne stosunki z Brukselą po „Polexicie”, czyli to, co teraz zaczyna robić Wielka Brytania, negocjując warunki „Brexitu”. Generalnie wyjście z UE miałoby swoje plusy i minusy, tak samo jak członkostwo ma plusy i minusy.

Jaki jest bilans polskiej obecności w UE? Czy gospodarczo Polska zyskała na integracji z UE, czy straciła?

Z uwagi na złożoność stosunków gospodarczych nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Pomijając nawet sprawę rosnącej z roku na rok składki, pewne jest, że polskie społeczeństwo zmarnowało i nadal marnuje wiele ze swojego potencjału z powodu członkostwa. Przecież te 200 tysięcy ludzi, którzy utrzymują się z obrabiania unijnych dotacji, czyli są na karku podatnika, mogłoby budować dobrobyt w realnej gospodarce.

Także dotacje unijne kosztują nas więcej, niż są warte. Ale z drugiej strony dzięki członkostwu w Unii wiele polskich firm się rozwinęło na europejskich rynkach, znacznie wzrósł handel zagraniczny – i import, i eksport – oraz inwestycje zagraniczne – i te w Polsce, i polskich firm za granicą. To wszystko są jak najbardziej pozytywne skutki bycia elementem wspólnego rynku. Chociaż przy okazji jednak trzeba zwrócić uwagę, że ok. 60 proc. polskiego eksportu realizowane jest przez zagranicznych inwestorów, co oznacza, że to do nich, a nie do polskich kieszeni idzie większość zysków z eksportu. Członkostwo daje pewne możliwości, których nie ma kraj spoza wspólnego rynku, ale wprowadza też wiele ograniczeń w efekcie odgradzania się od rynków krajów trzecich i konieczności wdrażania regulacji. Tu powraca wieczne pytanie o alternatywę.

Właśnie – jaka jest realna pozytywna alternatywa, która byłaby dla Polski lepsza niż obecność naszego kraju w UE?

Kwestię tę poruszam w mojej książce. Otóż geopolityczne położenie i odległość nie mają znaczenia w sytuacji, kiedy dysponujemy nowoczesnymi i stosunkowo tanimi środkami komunikacji i transportu. Polskie spółki rejestruje się już nie tylko na Słowacji czy w Wielkiej Brytanii, ale nawet w krajach arabskich czy na Karaibach. Można szukać bliższej współpracy z USA, Rosją, Indiami, Chinami czy Japonią.

CZYTAJ DALEJ

2 KOMENTARZE

  1. […] „Nowoczesna Czeladź”. W środku znajduje się m.in. fragment wywiadu ze mną na temat UE: Polska nie powinna skupiać się na dotacjach oraz reklama mojej najnowszej książki „Socjalizm według Unii”. Cała gazeta do […]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here