Czy Święta Wielkanocne uczą nas czegoś o wolnej ekonomii?

Czy błądzimy, wybierając państwo opiekuńcze?

Ronald Reagan mówił, że państwo jest problemem i absurdalną rzeczą jest rozwiązanie tego problemu przy użyciu problemu, czyli państwa. Im mniej państwa, tym lepiej. Może lepiej byłoby, gdyby powstało więcej małych państw? Państwo nie staje się wtedy potężnym agresorem, monopolistą przemocy, którą ma wpisaną w swoje prawa.

Wymagałoby to od nas nawrócenia, aby wybrać model wolnościowy zamiast państwa opiekuńczego?

Wybór państwa opiekuńczego jest słabością. Boimy się wolności, nie potrafimy jej zagospodarować. Żeby wolny rynek mógł zadziałać, wymaga też pewnej otoczki kulturowej. Nie można mówić o wolnym rynku bez świata wartości i etyki. Wolny rynek nie istnieje w wolnej przestrzeni. W niej są ludzie. Muszą być osadzeni w pewnym kontekście kulturowym. Muszą dostrzegać, że wolność sama w sobie ma potencjał, sprawia, że ludzie stają się przedsiębiorczy, kreatywni. Należy połączyć te dwie rzeczy ze sobą, a wydaje się, że Kościół w tej chwili popełnia pewien błąd, gdy mówi o wolności zbyt negatywnie. Mówi więcej o zagrożeniach, które niesie wolność, niż o potencjale, który jest zawarty w wolności. Gdy studiowałem na UKSW, na seminariach doktoranckich ciągle była mowa o wolności jako zagrożeniu. Zadawałem sobie pytanie, kiedy pojawi się temat wolności jako daru i jako szansy.

Czy obecnie nasze, polskie państwo opiekuńcze występuje przeciw dziesiątemu przykazaniu?

Oczywiście, że tak. Dziesiąte przykazanie mówi o pożądaniu cudzej rzeczy. Takim przykładem jest podatek dochodowy. Wynika przecież z pożądania cudzej własności. Sprawiedliwy podatek zbiera się na jakiś określony, wspólny cel. Natomiast zbierając podatek dochodowy, nie wiemy, ile zbierzemy, i nie wiemy, ile wydamy. To wynika z przekonania, że trzeba wziąć od tego, kto ma więcej. Używa się wielkich słów o sprawiedliwości społecznej. Kto więcej zarabia, ma więcej włożyć do wspólnej kasy.

Czy Kościół powinien o takich sprawach mówić? Mam wrażenie, że ludzie nie bardzo zdają sobie sprawę, że podatek może być wystąpieniem przeciw dziesiątemu przykazaniu.

Powinno się o tym mówić. Państwo powinno zbierać podatki, ale trzeba mówić o granicy. Brakuje dyskusji na temat określenia, ile ma być państwa w państwie. O tym powinniśmy rozmawiać, a w Kościele do takiej rozmowy nie jesteśmy przyzwyczajeni. Cokolwiek państwo zrobi, zyskuje akceptację. Patrzy się, który polityk chodzi do kościoła, a który nie. Ale kiedy polityk podnosi podatki, nikt nie protestuje. Ciągle mówimy o dobru wspólnym. Nie wiem, dlaczego dobrem wspólnym stają się szkoły i szpitale. A przecież dobrem wspólnym jest wolny człowiek.

Czy program „500 plus” jest dobry?

Dziwię się, że w prasie katolickiej nie pojawiają się krytyczne analizy tego programu. Mówią, że program jest po to, żeby rozwiązać kryzys demograficzny. Ale w jaki sposób traktuje się tu drugiego człowieka?

Odmieniamy świętego Jana Pawła II przez wszystkie przypadki. Nie mówi się jednak, że papież sformułował pewną normę. Zgodnie z nią, człowiek jest osobą i ma jakiś cel. Nie może być traktowany jako środek do celu w rękach innych.

A tu rodziny stają się zakładnikami projektu pewnej partii. Teraz to już nie jednej, bo inne popierają „500 plus”, widząc w tym polityczny kapitał. Wchodzimy w cudze życie, w małżeństwo, programujemy, podpuszczamy ludzi. Słyszymy zachęty, żeby mieli więcej dzieci. Nie rozwiążemy w ten sposób kryzysu demograficznego, bo to jest sprawa wolności. Problem demograficzny to skutek państwa opiekuńczego. Państwo odbiera pieniądze, a ludzie mówią, że nie stać ich na dzieci. W związku z tym państwo zabiera kolejne pieniądze, żeby rozwiązać problem, który wcześniej stworzyło. Gdyby państwo obniżyło podatki, ludzie zaczęliby mieć dzieci.

Mówi się, że „500 plus” wyciągnęło z biedy szereg osób, ale nie mówi się, kto wcześniej w biedę tych ludzi wepchnął.

Dokładnie. Zostali tam wepchnięci przez państwo opiekuńcze, które zabiera połowę pieniędzy ludziom, którzy później mówią, że nie mają z czego utrzymać dzieci. Naturalny proces został zachwiany przez państwo, a teraz przy pomocy państwa chce się to naprawić. Cel nie uświęca środków. Nie mogę zabrać czegoś komuś i dać, chcąc osiągnąć jakiś pozytywny skutek. Św. Jan Złotousty mówił, że nie mogę komuś zabrać płaszcza, innemu dać i udawać, że to dobroczynność. Kapitał wytworzony przez ludzi przedsiębiorczych, który mógłby być zainwestowany, pomnożony, zostaje przesunięty na konsumpcję.

Konsumujemy, zamiast oszczędzać. W „Gościu Niedzielnym” czytałem wywiad z panią minister rodziny. Nie ma tam żadnego krytycznego pytania, że program może mieć jakieś wady. Cokolwiek państwo by zrobiło, jest świetne.

5 KOMENTARZE

  1. Zniesienie socjalu i brak panstwowej emerytury wymusi aotomatycznie wielodzietnosc!!!
    Sierot tez nie bedzie !!! Bo ludzie bezdzietni tez istnieja!! Egipt, Bangladesz i inne
    😉

  2. Masz wielką rację ehm — drugiego tak dobrze zorientowanego o tym, czym jest socjalizm, czym kapitalizm, a czym — nie są, drugiego takiego ze świecą szukać! Powyżej wskazał on wiele aspektów niesłychanie istotnych, i przejrzyście je naświetlił. Oby kiedyś został naszym prymasem!

    Chętnie bym przeczytał jakąś jego większą publikację: mam nadzieję, że może jakąś książkę? I oby obszerne z niej wyimki znalazły się w necie, aby można się na nie powoływać w jakiejś dyskusji.

    Do tego co mówił chciałbym dodać pewne zagadnienie teologiczne, związane z państwową dobroczynnością. Która, jak chyba nie trzeba ko-liberalnym, tutejszym uczestnikom przypominać — polega na tym, że Państwo sypnie jakąś-tam jałmużnę tym, których uzna za potrzebujących. A skąd ono weźmie na to środki? Ko-liberałowie wiedzą: z podatkowej grabieży! Zostawmy ją na razie na boku, i przypomnijmy, że jałmużna należy do szerokiego spektrum dobrych uczynków, którymi możemy zmazać grzechy, i dzięki tymże uczynkom — możemy zapewnić sobie miejsce w niebiesiech. Ale (ja się pytam) kto ma jakąś-tam zasługę (w niebiesiech) za to, że te zrabowane pieniądze trafiają do owych (arbitralnie, i, oczywiście: zgodnie z odpowiednimi przepisami) wyznaczonych potrzebujących? Czy zasługę mają urzędnicy, którzy tym zawiadują? Wolne żarty, oni mają taką pracę, i otrzymują za nią wynagrodzenie w pełni doczesne, więc nic im w niebiesiech poczytane jako zasługa być nie może. No to pewnie ci, którzy te środki wypracowali? Ależ przecież zostały im one zabrane siłą, czyli można rzec, że wbrew ich woli. Czy więc zasługę mają posłowie, którzy takie prawo (a raczej: lewo!) uchwalili? Niby za co?? Oni to robią z wyrachowania, licząc na rosnące słupki notowań, czyli działają z podszeptu szatana !

    ergo: dobroczynność państwowa odbiera ludziom zacnym możliwość uzyskania zasługi duchowej, korumpuje obdarowanych, i polityków, który nią się posługują w swych niecnych celach. A gdy o tych ostatnich mowa, to jest to termin dwuznaczny, do tego drugiego znaczenia bym ich wtrącił 😉

    • Poczytaj Biblię. Zbawienie jest za darmo, wystarczy przyjąć Jezusa. Milion dobrych uczynków nic nie zmieni. Jezus na krzyżu złożył doskonałą ofiarę i składanie ofiary w postaci mszy czy uczynków jest uraganiem i umniejszaniem Jego czynu. Czy nawet najlepsze uczynki mogą zmazać taką bezczelność?

  3. Przywołam jeszcze dwa teksty, na tematy mocno zbliżone:
    http://wolnosc24.pl/2016/12/12/ksiadz-waldemar-chrostowski-europejczycy-przegladaja-na-oczy-nasz-wywiad/#comment-18817
    Oraz: http://wolnosc24.pl/2017/03/02/cejrowski-ostro-o-pis-nie-podoba-mi-sie-bo-to-socjalisci-prowadze-biznesy-na-trzech-kontynentach-i-widze-roznice-to-nie-jest-chrzescijanski-system-video/#comment-19406
    — mam nadzieję, że tych sznureczków nie wytnie redakcyjny „bot” — co czyni permanentnie wtedy, gdy pojawiają się jakiekolwiek odsyłacze. Czyżby jakaś alergia?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here