Wielkanoc jest najstarszym świętem chrześcijańskim

Zmartwychwstanie Chrystusa Dirk Bouts (około 1420-1475) fot Wikipedia

Świętowanie Wielkanocy pojawiło się bardzo wcześnie. Mamy do czynienia z najstarszym świętem chrześcijańskim. Inaczej niż w wypadku Bożego Narodzenia, które pojawiło się w IV wieku, mamy dowody na świętowanie Wielkiejnocy już w II w. – mówi dr hab. Robert Wiśniewski z Instytutu Historycznego UW.

Co historycy wiedzą nt. Poncjusza Piłata, który wg Ewangelii zatwierdził wyrok wydany na Jezusa przez Sanhedryn?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Nasza wiedza na jego temat jest stosunkowo ograniczona. Historycy są o tyle w szczęśliwej sytuacji, że wiedzę na jego temat czerpią również ze źródeł innych niż Nowy Testament. O Piłacie wspominają Tacyt i Józef Flawiusz. Wiemy więc, że Poncjusz Piłat, który nosił tytuł prefekta, a nie prokuratora, jak jest nazywany w Ewangeliach, urząd namiestnika w Judei sprawował w latach 20. i 30. I wieku. Jego tytuł urzędniczy znamy z zachowanej inskrypcji w Cezarei Nadmorskiej. Piłat był postacią niepopularną. Został odwołany ze stanowiska namiestnika z powodu masakry Samarytan, którzy wywołali zamieszki.

Dlaczego Piłat skazał na śmierć człowieka, o którym wiedział, że jest niewinny?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Należy postawić pytanie, czy rzeczywiście uznawał Chrystusa za niewinnego. Pamiętajmy, że mamy jednostronną relację na temat tego procesu. Z chrześcijańskiego punktu widzenia rzeczą kluczową było przedstawienie niewinności Jezusa. Jak mógł postrzegać go Piłat? Nie mamy żadnych autentycznych źródeł obrazujących jego sposób myślenia. Tak zwane „Akta Piłata” z IV w. bez wątpienie są dokumentem apokryficznym. Poncjusz Piłat był namiestnikiem bardzo niespokojnej prowincji, w której ciągle dochodziło do buntów. Jego podstawowym celem było więc zachowanie spokoju w podległej mu prowincji.

Kluczowe było dla niego usunięcie każdego, kto może wywołać zamieszki lub powstanie. Kwestia winy Chrystusa była dla niego drugorzędna. Obowiązkiem namiestnika było zapewnienie pokoju. W tym celu dysponował środkami przymusu, również siłami wojskowymi. Fakt, że Jezus z Nazaretu sam nie namawiał do łamania prawa ma mniejsze znaczenie, niż to że jest on zagrożeniem dla stabilności prowincji imperium, która była pod władzą prefekta.

Czy kara ukrzyżowania, na którą Jezusa skazał Piłat była w tamtych czasach wyjątkowa?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Nie była to kara niezwykła. Spotykała buntowników i zbrodniarzy. Na krzyżu umierali również niewolnicy buntujący się przeciwko swoim panom. Rzymianie w wielu miejscach swojego imperium stosowali tę karę. Krzyż nie musiał jednak wyglądać zawsze tak, jak go sobie wyobrażamy. Terminologia rzymska nie odróżnia krzyża z dużą belką poprzeczną od pala.

W Ewangelii św. Jana czytamy słowa żydowskich arcykapłanów skierowane do Piłata: „Poza Cezarem nie mamy króla”. Jaki był stosunek żydowskich elit do Imperium Rzymskiego i do Jezusa?

Dr hab. Robert Wiśniewski: W tym fragmencie arcykapłani naciskają na Piłata, aby skazał Chrystusa na śmierć. Nie wydaje się to niemożliwe. W latach 70. XX wieku historyk Geza Vermes stawiał tezę, wedle której Chrystus został skazany na śmierć ponieważ był skonfliktowany z establishmentem. Miał być prorokiem niesłychanie popularnym wśród niższych warstw społeczeństwa żydowskiego, ale właśnie dlatego był traktowany przez kapłanów jako zagrożenie. Proszę pamiętać, że społeczeństwo żydowskie było w tym okresie bardzo podzielone teologicznie.

Byli w nim tacy, którzy wierzyli w objawienia anielskie i tacy, którzy je odrzucali, część wierzyła w zmartwychwstanie, inni zaś nie dawali mu wiary. Wreszcie, część pragnęła współpracować z Rzymianami, inni zaś chcieli ich mordować. Kapłani byli tą grupą społeczną, która była przeciwna wszelkiemu nauczaniu charyzmatycznemu i uważała, że największym zagrożeniem dla narodu żydowskiego jest powstanie, które zakończy się rzezią. Można powiedzieć, że czas przyznał im rację, ponieważ powstanie z lat 60. zakończyło się masakrą.

Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy Ewangelie, które mówią o tłumach podążających za Chrystusem są w pełni obiektywne. Nie wiemy czy towarzyszyło mu pięćset czy pięć tysięcy osób. Absurdem byłoby jednak założenie, że jego otoczenie stanowili wyłącznie uczniowie. Gdyby tak było, to nie mielibyśmy wspólnoty, która utrzymała się po jego śmierci i wierzyła w zmartwychwstanie.

Czy można więc powiedzieć, że elity były zhellenizowane i oderwane od społeczeństwa?

Dr hab. Robert Wiśniewski: To bardzo interesujące pytanie. Wiemy, że napięcie pomiędzy zhellenizowaną elitą a resztą społeczeństwa było widoczne już w II wieku przed Chrystusem. Doprowadziło do powstania machabejskiego, które wygnało Greków i ich popleczników z Jerozolimy, a tym samym doprowadziło do powstania nowej, machabejskiej elity kapłańskiej i dynastii hasmonejskiej. W czasach Chrystusa pamięć o powstaniu machabejskim była wciąż na tyle żywa, że całkowite zhellenizowanie elity nie było wówczas możliwe. Greka była jednak w tym społeczeństwie obecna i zarówno elity, jak i niziny społeczne były w jakimś stopniu dwujęzyczne. Podział nie był więc tak ostry.

Najmroczniejszą postacią Nowego Testamentu jest Judasz. Jak jego postać była postrzegana przez starożytnych chrześcijan? Zdrajca czy raczej wykonawca boskiego planu?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Judasz jest postacią tragiczną, ale rozważania na temat tego, co działo się w jego duszy pojawiły się nieco później. W starożytności Judasz był jednoznacznie postrzegany jako zdrajca, który za swój czyn poniósł karę. Interesujące, że posiadamy dwie wersje jego końca – samobójstwo przez powieszenie oraz, według Piotra Apostoła, jakiś inny rodzaj śmierci: „spadłszy głową na dół, pękł”.

Jednakże z drugiej strony istniało silne przekonanie, że to co się wydarzyło musiało się wydarzyć. Judasz miał być narzędziem, dzięki któremu dokonało się dzieło zbawienia. Nikt jednak nie próbował zwalniać Judasza od odpowiedzialności za zdradę. Przedstawienie go jako postaci tragicznej, która próbowała zmusić Jezusa do objawienia się jako przywódca religijny lub Bóg są ideami późniejszymi niż starożytność.

Jak Grecy i Rzymianie odnosili się do zjawiska tak niezwykłego wówczas jak monoteizm?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Monoteizm był dla Rzymian zjawiskiem bardzo dziwnym. Ich stosunek do niego jest jednak dwojaki. Z jednej strony monoteizm dla Greków i Rzymian jest imponujący. Jako idea jest on widoczny w filozofii greckiej od czasów Platona lub nawet wcześniej. Przekonanie, że tak naprawdę jest jeden Bóg i że fakt ten wynika z samej istoty bóstwa jest na gruncie intelektualnym bardzo mocne, ale nie przekłada się na kult. Grecy stykając się z Żydami po raz pierwszy na szerszą skalę w czasach Aleksandra Wielkiego, postrzegali ich jako naród filozofów, który do swojej praktyki kultowej wprowadził poglądy od dawna głoszone przez uczonych. Rzymianie przejawiali więc szacunek do religii żydowskiej. Wiemy, że dla wielu przedstawicieli rzymskiej elity judaizm był pociągający.

Z drugiej strony mamy jednak ekskluzywizm religii żydowskiej, przejawiający się odrzuceniem wszelkich innych bogów przez niewielki naród, który od wieków przegrywał wszelkie starcia ze swoimi sąsiadami, zamieszkiwał mały kraj na końcu świata, a jednocześnie deklarował, że to jego Bóg jest jedynym, a jego wyznawcy są narodem wybranym. Takie przekonanie wydaje się Rzymianom aroganckim absurdem. Z tego wynika, przynajmniej u części z nich, pogarda dla religii żydowskiej. Wielu podziwia więc tę religię, ale inni uważają ją za niebezpieczne dziwactwo, które wielokrotnie doprowadziło do buntów i powstań w tym małym kraiku na krańcach świata.

Jak Rzymianie postrzegali pierwszych chrześcijan? Kiedy dostrzegli ich odrębność od judaizmu?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Zauważyli ją zaskakująco wcześnie. Rozejście się dróg judaizmu i chrześcijaństwa nie było jednorazowym wydarzeniem. Proces ten rozpoczął się dopiero w latach 70. I wieku, gdy po upadku powstania z mozaiki różnych prądów intelektualnych świata żydowskiego pozostali tylko faryzeusze, którzy dali początek judaizmowi rabinicznemu oraz chrześcijanie. W latach 70. ich drogi rozeszły się, ale ten proces trwał jeszcze dość długo.

Zaskakujące jest, że Rzymianie zdali sobie sprawę, że chrześcijanie są odrębną grupą już w latach 60. po pożarze miasta, za co oskarżano Nerona, który obarczał nim chrześcijan, a nie w ogóle Żydów. W tym czasie Rzymianie mogli uważać ich za grupę należącą do religii żydowskiej, ale wyróżniali ją jako odrębną.

W IV wieku matka cesarza Konstantyna święta Helena podróżowała do Ziemi Świętej, aby odnaleźć najświętsze relikwie chrześcijaństwa, związane ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Kiedy wyznawcy zaczęli się troszczyć o pamiątki związane z Chrystusem?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Helena prawdopodobnie nie przywiozła z Ziemi Świętej żadnych pamiątek. Jest dość pewne, że nie odnalazła krzyża. Jej wyprawa miała miejsce w 327 r. Z 333 r. pochodzi relacja pielgrzyma, który podróżując po Ziemi Świętej oglądał rozmaite miejsca i pamiątki związane z chrześcijaństwem, takie jak sykomora, na którą wspiął się Zacheusz, dom Kajfasza i wiele innych, które nam wydają się zupełnie marginalne.

Jednak w Jerozolimie nie oglądała krzyża, którego fragment, według historyków z V wieku, Helena miała pozostawić w Jerozolimie, a pozostałą część zabrać do Konstantynopola. Pierwsze świadectwo odnalezienia krzyża pochodzi dopiero z połowy IV wieku. Historia o odnalezieniu krzyża przez Helenę pojawiła się dopiero pod koniec tego stulecia. Prawdopodobnie pojawienie się jego relikwii związane było z działalnością biskupa Jerozolimy Cyryla. Z czasem jego działania zostały przypisane Helenie, która rzeczywiście była w Palestynie i wydawało się logiczne, że to ona odnalazła krzyż.

Poszukiwanie pamiątek męki Jezusa rozpoczęło się około połowy IV wieku. Krzyż był pierwszą z relikwii związanych z Chrystusem. Wkrótce później relikwiami stały się gwoździe z krzyża i fragmenty szat Chrystusa. Wydaje się, że niewielkie są szanse, aby wśród chrześcijan przechowała się pamięć o autentycznym miejscu złożenia ciała Chrystusa. Dopiero w IV wieku rozpoczęły się poszukiwania tego miejsca – wcześniej zjawisko pielgrzymek było zupełnie nieznane.

Nie możemy wykluczyć, że odnalezione miejsce jest autentycznym grobem Jezusa, ale prawdopodobieństwo tego jest stosunkowo niewielkie. Ciągłość pamięci o tym miejscu raczej nie istniała. Mamy tu prawdopodobnie do czynienia z taką samą sytuacją, jak w wypadku miejsca narodzin Jezusa Chrystusa w Betlejem. Grota jest raczej nieprawdopodobnym miejscem tego wydarzenia. Żaden z opisów ewangelicznych nie opisuje miejsca narodzin Chrystusa jako groty. W IV w. poszukiwano więc miejsc, które mogłyby upamiętniać kluczowe wydarzenia. Podobny proces miał miejsce w przypadku ustalania daty narodzin Jezusa Chrystusa. Była ona potrzebne, aby wspominać to wydarzenie, a kwestią drugorzędną jest to, czy naprawdę miało miejsce właśnie wówczas.

Kiedy pojawił się zwyczaj upamiętniania śmierci i zmartwychwstania Chrystusa?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Świętowanie Wielkanocy pojawiło się bardzo wcześnie. Mamy do czynienia z najstarszym świętem chrześcijańskim. Inaczej niż w wypadku Bożego Narodzenia, które pojawiło się w IV wieku, mamy dowody na świętowanie Wielkiejnocy już w II w. Prawdopodobnie obchodzono ją już w I stuleciu. Chrześcijanie pierwszego pokolenia byli głównie Żydami, którzy świętowali Paschę, przed którą Jezus poniósł śmierć. Z ich punktu widzenia nie zostaje wprowadzone nowe święto, ale raczej zmienia się sposób jego świętowania. W II w., gdy chrześcijanie niekoniecznie są już pochodzenia żydowskiego, pojawiły się dyskusje kiedy należy obchodzić to święto. Zdaniem części wyznawców powinno przypadać zawsze 14 dnia miesiąca nissan, zdaniem innych raczej w niedzielę, czyli tym dniu tygodnia, w którym Chrystus zmartwychwstał.

Dominowała ta druga opcja, ale tak zwani kwartodecymanie wciąż obchodzili Wielkanoc zgodnie z kalendarzem żydowskim. Dopiero sobór w Nicei w 325 r. ostatecznie ustalił reguły obchodzenia Wielkanocy akceptowane dziś przez niemal wszystkich chrześcijan.

Jeszcze wcześniejszą pamiątką zmartwychwstania jest sakrament eucharystii. Jak postrzegali go pierwsi chrześcijanie?

Dr hab. Robert Wiśniewski: W I i II wieku jesteśmy na samym początku kształtowania się refleksji nad eucharystią. Cała teologia sakramentalna, która była przedmiotem wielkich sporów w XVI wieku zaczęła się kształtować dopiero dużo później. Pierwszym autorem piszącym o eucharystii w sposób konsekwentny i zbliżony do nowożytnego był św. Augustyn na przełomie IV i V w. Eucharystia była jednak celebrowana od samego początku chrześcijaństwa. Znamy ją już z listów św. Pawła pisanych w latach 40. i 50. Są to jej najwcześniejsze poświadczenia. Już wówczas był to rytuał mający na celu wspomnienie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Jak Rzymianie spoglądali na ten obrzęd?

Dr hab. Robert Wiśniewski: Wiemy, że chrześcijanie byli oskarżani o kanibalizm. Powstaje pytanie, czy ten pogląd był interpretacją eucharystii czy raczej jest to tradycyjne oskarżenie pojawiające się pod adresem każdej grupy religijnej, postrzeganej jako dziwna. Rzymianie używali tego oskarżenia także wobec uczestników bachanaliów, później chrześcijan, a wreszcie sami chrześcijanie wysuwali je wobec Żydów. Być może oskarżenia o kanibalizm pojawiły się niezależnie od poglądów na eucharystię.

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)

O Wielkanocy pisaliśmy w
Wielkanocna symbolika ma starosłowiańskie korzenie. Co tak naprawdę oznaczają rzeczy, które wkładamy do koszyka?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here