Organizacje wolnościowe. Edukacja ekonomiczna, czyli dobre wzorce

Jan Michał Małek (fundator PAFERE) oraz Jan Wojciech Kubań (prezes PAFERE, z prawej)

Z Janem Wojciechem Kubaniem, prezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE), rozmawia Wojciech Tomaszewski.

Czym jest PAFERE?

To fundacja założona przez Jana Michała Małka, który z komunistycznej Polski emigrował początkowo do Francji, a później do Stanów Zjednoczonych. Za oceanem uświadomił sobie, jak wielka jest różnica w bogactwie, w będącej jego podstawą mentalności ludzi. Od 10 lat w Polsce, a znacznie dłużej w USA, próbuje, m.in. za pomocą PAFERE, szerzyć wiedzę ekonomiczną w duchu wolnorynkowym. PAFERE stara się pokazywać, jak organizować państwo, aby mogło ono gospodarczo rosnąć w siłę. Chcemy uświadamiać ludziom, jak wiele zależy od wolności ekonomicznej, poszanowania własności.

Jakie są praktyczne kierunki waszego działania?

Prowadzimy stronę internetową (pafere.org), na której pojawiają się artykuły o myśli wolnorynkowej. Na stronie piszą głównie Polacy, a także i Amerykanie, których artykuły tłumaczymy na język polski. Wydajemy autorskie książki w serii Biblioteka Rządzących i Rządzonych (książki.pafere.org). Staramy się za ich pomocą przemycać praktyczną wiedzę zarówno dla rządzących, jak i dla zwykłych ludzi. Wyjaśniamy kluczowe mechanizmy związane z rządzeniem państwem i rozprawiamy się z mitami dotyczącymi gospodarki i polityki. Ostatnio wydana praca ma ciekawy tytuł: „Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii”. Pokazujemy w niej kraj, o którym mało się wie, o którym nie słychać, żeby były tam jakieś afery polityczne. Mało kto zna nazwisko jego prezydenta. Generalnie mało kto rozumie, na czym polega fenomen tego kraju. A jest on jednym z najbogatszych na świecie, chociaż nie posiada własnych surowców naturalnych. Drugą ciekawą książką jest „Zapadnia. Człowiek i socjalizm”. Została napisana przez inżyniera A. Fiedosiejewa. Ja lubię, jak piszą inżynierowie. Bo oni piszą konkretnie. U nich wszystko jest logicznie wytłumaczone. Autor spędził w ZSRS większość swojego życia. Jako doświadczony praktyk w bardzo prosty, systemowy sposób ukazał mechanizmy systemu ekonomicznego, z którym stykał się na co dzień. Przygotowaliśmy także szereg autorskich tłumaczeń dzieł Misesa (m.in. „Mentalność antykapitalistyczna”). Wydaliśmy podręcznik do nauki WOS i podstaw przedsiębiorczości w liceach. Oczywiście został napisany w duchu wolnorynkowym. Nasze publikacje udostępniamy za darmo w wersjach cyfrowych. Pobierając książkę, można przekazać dotację, sponsorując tym samym kolejne wydania.

Przygotowujemy także filmy. Niektórym patronujemy. Za pomocą serii materiałów „Świat oczami przedsiębiorcy” staramy się odmitologizować ludzi, którzy stoją w pierwszym szeregu na froncie walki o klientów. Ich słowami przedstawiamy historię powstania i rozwoju kierowanych przez nich przedsiębiorstw, pułapek i problemów, z którymi musieli się mierzyć. Okazuje się, że historie bardzo różnych przedsiębiorców mają ze sobą wiele wspólnego (youtube.com/user/pafereorg). Organizujemy spotkania i konferencje z liderami ruchów wolnościowych i zaprzyjaźnionych think-tanków, głównie z USA. Organizujemy konkursy, np. na najlepszą pracę magisterską z ekonomii napisaną w duchu wolnorynkowym.

Mimo wysiłków Panów oraz środowisk wolnościowych nie widać, żeby w Polsce było więcej wolności gospodarczej. Mam wrażenie, że jest jej coraz mniej. To jest o tyle paradoksalne, że przez osiem lat rządziła partia uważająca się za liberalną.

Drużyna piłkarska jest silna nie dlatego, że ma jednego silnego zawodnika. Jest mocna tym, że wszyscy reprezentują wysoki poziom i wszyscy ze sobą współpracują. Jeżeli mamy różnego rodzaju stowarzyszenia, to kształtują się w nich liderzy, którzy mogą podejmować lokalne działania. Są mądrzy. Wiedzą, na czym to wszystko polega. W momencie gdy mamy centralne sterowanie, ludzie po prostu głupieją. Na niczym im nie zależy, nie potrafią pracować. Rosjanin, autor wspomnianej książeczki „Zapadnia. Człowiek i socjalizm”, opisał ten mechanizm w 1972 roku.

Jeśli chcemy mieć silne państwo, to musimy mieć silnych obywateli. I tyle. Np. w modelu szwajcarskim, gdzie władza jest maksymalnie przekazana do dołu, problemem gminnej drogi zajmuje się gmina, a nie burmistrz sąsiedniego miasta. Obywatele, którzy mieszkają przy tej samej ulicy, mogą np. powiedzieć „zrzucamy się i remontujemy tę ulicę”, a nie czekamy, czy ktoś nam na to pozwoli. Oczywiście remontują według obowiązujących przepisów, według pewnych standardów. Nie robią kocich łbów, tylko pytają się ośrodka, który wydaje pozwolenia, i mogą ten remont zrobić. Ja uważam, że trzeba walczyć o to, żeby Polacy byli coraz bardziej aktywni, żeby rozumieli, że od nich, przynajmniej na szczeblu lokalnym, też dużo zależy. Wtedy będziemy mieli ludzi, którzy będą rozumieli zagadnienia rządzenia. W tej chwili większość społeczeństwa czeka, żeby przyszedł dobry batiuszka, dobry car i on wtedy wszystko zrobi. Historia uczy, że takich dobrych carów w zasadzie nie ma, nigdy nie było.

Dmowski pisał w „Myślach nowoczesnego Polaka”: „Gdy jest posada ze stałą pensją i szablonowymi obowiązkami, zgłaszają się na nią setki kandydatów, ale gdy trzeba samodzielnego kierownika przedsięwzięcia, nawet bez fachowej wiedzy, można całą Polskę przejechać i odpowiedniego człowieka nie znaleźć”. Czy jesteśmy rzeczywiście mało kreatywni? Bo skoro pisał już o tym Dmowski, to trudno wszystko zwalić na socjalizm…

Ja jestem zwolennikiem myślenia systemowego. Wytłumaczę, na czym to polega. Kiedyś było tak, że w listopadzie trzeba było zapłacić podwójny podatek listopadowy. To mnożyło się razy dwa i to była zaliczka jakby na podatek grudniowy. Wszyscy przedsiębiorcy robili tak, żeby w listopadzie w ogóle nie zapłacić podatku, ponieważ dzięki temu podatek płacili po czterech miesiącach, w kwietniu. Wszystkie firmy stawały na głowie, żeby nie było dochodu w listopadzie, żeby wszystkie dochody przepchnąć na grudzień. To samo dotyczy kreatywności.

Jeżeli mamy większość stanowisk etatowych, gdzie pracownik ma się dobrze, dostaje określony zestaw obowiązków, nie musi być kreatywny i od niego nie wymaga się kreatywności, tylko wypełniania zakresu obowiązków zgodnie z regulaminem pracy, to dużo ludzi to lubi. Nie lubi natomiast czegoś nowego, wymyślania, ryzykowania – i tego brakuje mi w polskiej szkole. Polska szkoła nie uczy ryzykowania. Podobno Rothschildowie uczą swoje dzieci w sposób następujący: dają kieszonkowe i dziecko musi od małego 10% tego kieszonkowego przeznaczyć na cel społeczny. Ten model mi się podoba. Drugie 10% musi zainwestować, musi spróbować, żeby te pieniądze zarobiły.

Oczywiście wiadomo, że to dziecko w wieku 10 lat parę razy poniesie porażkę, ale to też jest głęboka nauka. Żeby zwyciężać, parę razy trzeba przegrać i wyciągnąć lekcję tych porażek, czego nie uczy polska szkoła. Znowu jeśli porównamy się ze Szwajcarią czy innych zachodnimi krajami, tam, gdzie jest więcej małej przedsiębiorczości prywatnej – tam się więcej myśli na tematy innowacyjne, tam się więcej wymyśla nowych rzeczy. Kto musi myśleć innowacyjne? Przedsiębiorca. On musi coś sprzedać. On myśli, co zrobić lepiej, żeby się lepiej sprzedawało. On jest w przymusie myślenia. U nas nie ma tego przymusu. U nas wszyscy wolą pójść na etat, na stanowisko, ponieważ czują się tam bezpiecznie. A jak ktoś jest bezpieczny, to nie jest kreatywny.

Francuski pisarz rosyjskiego pochodzenia, Władimir Wołkow, w swojej wybitnej powieści „Montaż” napisał: „Żyjemy w społeczeństwie, w którym role są rozdzielone raz na zawsze. Należy przyjąć swoją rolę albo być niczym. To właśnie ludzie Zachodu nazywają wolnością”

Nie powiedziałbym tak. Większość z nas jak się urodzi, marzy o „stoliczku nakryj się”, żeby miał taką moc, że sprawi i już ma, pomyśli i będzie miał coś albo zostanie prezydentem. W domyśle, że będę jeździł po całym świecie, wszyscy się będą do mnie uśmiechali, będą mi się kłaniali i obdarzali szacunkiem. Ja pracując na Zachodzie, pracując we Francji, zbierając na wsi winogrona czy jabłka, nauczyłem się, że z pracy można być zadowolonym, pracując ze znajomymi, z którymi się trzyma w jakiejś tam paczce. Można być wolnym. Z własnej historii mogę powiedzieć, że żyjąc w zniewolonym kraju, uciekłem do alpinizmu. Alpinizm był wolny. To było środowisko ludzi wolnych, ponieważ – jak zauważyli moi koledzy wspinacze – ubeków nie było powyżej 2 tys. metrów w Tatrach, bo oni się po prostu bali. W związku z tym byliśmy wolnymi ludźmi. Rozmawialiśmy na bardzo różne tematy ekonomiczne i polityczne. Myślę, że każdy w życiu może sobie znaleźć swoją rolę, tylko musi chcieć. Bo ludziom się nie chce. Ludzie wolą zaakceptować to, co mają, i przepłynąć z nurtem. Ja uważam, że jest szansa, żeby być nurtem, żeby zmieniać wokoło naszą rzeczywistość.

Wołkow chciał też powiedzieć, że ludzie na Zachodzie porzucili swoją wolność na rzecz stania się homo oeconomicus. On dochodzi do wniosku, że to jest druga strona tego samego medalu. Po drugiej stronie jest homo sovieticus. Tam i tu jest niewola. Jedna z własnego wyboru, druga z przymusu.

W nauce jest znany eksperyment Johna Calhouna, który stworzył utopijne warunki dla myszy. Żyły one w domu o powierzchni 300 m2. Nie miały w tym sztucznym środowisku żadnych drapieżników; dysponowały materiałem i terenem do gniazdowania, miały do woli jedzenia i picia. Wszystkie choroby, jakie miały, były redukowanie przez personel, który prowadził to doświadczenie. Wpuszczono cztery samiczki i cztery samce. Nastąpiła burzliwa miłość pomiędzy tymi osobnikami, które zaczęły się rozmnażać. Przyrost był lawinowy.

Co 55 dni podwajała się populacja. Ta populacja rosła i można było się spodziewać, że zaraz wybuchnie konflikt, że nie będą się mieściły, ale zaczęło się zmieniać zachowanie myszy. Ponieważ wszystkiego było w bród, na nic nie trzeba było polować, przed niczym nie trzeba było uciekać, wychowanie rodzica nie było potrzebne. On tylko pokazywał: podchodzisz tu, naciskasz łapką i masz wodę; podchodzisz tu, naciskasz łapką i masz jedzenie. Potem okazało się, że populacja podwaja się po 135 dniach. W pewnym momencie zaczęła wymierać aż do kompletnego zaniku. Dlaczego? Bo myszy przestały nawet chcieć się kochać. To wynikało z bardzo wielu opisanych przez Calhouna etapów. Tam było m.in. coś takiego, że ojcowie w ogóle nie mieli ochoty wychowywać swoich dzieci. Samice przejęły role samcze. To jest jeden z najważniejszych eksperymentów, który obrazuje, że dobrobyt może spowodować, iż sami wpadniemy we własne sidła. Ja bym ten eksperyment powiązał z myślą Wołkowa.

Wolnościowcy uważają, że system proponowany przez nich jest najlepszym systemem gospodarczym dla społeczeństwa. Natomiast są systemy, które można nawet nazwać systemami socjalistycznymi, które osiągnęły niebywały sukces. Podstawą sukcesu w Korei Południowej był socjalizm, który można nazwać socjalizmem z nieludzką twarzą. On został wprowadzony przez gen. Parka, który przez 20 lat budował podstawy prosperity w Korei. Ten system był systemem absolutnego bata. Firmy musiały produkować dokładnie to, co rząd zarządził. W Japonii panujący system gospodarczy jest daleki od wolnościowego, można go nazwać konwojowym, w którym wielkie firmy „holują” mniejsze, żeby te drugie się nie wywróciły. To nie ma nic wspólnego z gospodarczą wolnością. W dodatku Japonia jest krajem dość zamkniętym, jeśli chodzi o zagraniczne inwestycje i przepływ siły roboczej. Z kolei Singapur budował swoją potęgę nie na podstawie wolnościowego systemu, tylko na zasadzie centralnego planowania. Dopiero potem stał się jednym z najbardziej wolnościowych krajów, który szeroko otworzył się na zagraniczne inwestycje. Czy nie należy uznać, że oprócz naszego wolnościowego programu są inne programy gospodarcze, oparte nie na wolności, ale na hierarchii, które również odnoszą sukcesy?

Biczem, zamordyzmem można oczywiście „dogonić świat”, jeżeli ma się społeczeństwo głodne sukcesu i da mu się pewne ramy wolności, a nie tylko postawi nad nim kogoś z biczem. Można dogonić świat, bo można kopiować wzorce. Jeżeli chce się jednak być kreatywnym, chce się wymyślać nowe rzeczy, to takie motywowanie zamordyzmem jest do niczego. Ludzie muszą być wolni i muszą być jakby w „przymusie tworzenia”. Jeżeli się spojrzy na rozwój różnego rodzaju wynalazków, to zazwyczaj ich autorami są osoby, które „wyszły z garażu”. Lubię podawać przykład braci Wright i niejakiego Pierrepointa, który dostał kolosalne pieniądze od rządu amerykańskiego, żeby opracować samolot. Pracował nad tym i pracował, a w tym czasie dwóch ludzi, którzy reperowali rowery, nagle wzbiło się w powietrze i są znani jako pionierzy lotnictwa, którzy jako pierwsi zbudowali samolot. To jest właśnie ten model. Weźmy firmę Apple. Założył ją człowiek, który brał narkotyki, który był oszołomem na pewnym etapie swojego życia, a potem nagle ta amerykańska wolność pozwoliła mu zrobić ten duży krok. On stworzył coś, co w tej chwili wszyscy kopiują. To on był innowatorem. Kraj, który jest w czołówce, wymyśla coś nowego. Tam powstają nowe rzeczy. To jest tygiel nowości. Tygiel nowych pomysłów, które może ktoś kupić.

Zważywszy na Pana zagraniczne doświadczenia zawodowe, co jeszcze zauważył Pan na Zachodzie, czego trochę brakuje w Polsce?

Pamiętam, jak mój szef w Szwajcarii, który pracował w branży mechaniki precyzyjnej i produkował bardzo różne, skomplikowane otwory w metalu z dokładnością nawet do 0,002 mm, jeździł i pokazywał mi okolicę. Mówił mi: „tu jest mój klient, zrobiłem dla niego takie a takie rozwiązanie. A ten klient to wymyślił taką maszynę, że ona piwo puszkuje, nie wiem, tysiąc razy szybciej niż do tej pory – i on te maszyny sprzedaje na cały świat”. Oni byli tacy pełni pasji, że coś nowego ktoś wymyślił, że mają kumpla, który wniósł coś nowego, który znalazł nowe rozwiązanie, który coś zaprojektował. Do naszej małej firmy przychodzili inżynierowie z lokalnej szkoły technicznej, bo budowali samochód solarny, który się ścigał z mazdą i z samochodem NASA. Te w zasadzie dzieciaki przychodziły do nas i mówiły: „potrzebujemy takich superlekkich części, czy możecie nam je zrobić?”.

Dawali nam jakieś rysunki i mój szef mówił „OK, tę część zrobimy za darmo, dołożymy się do waszego projektu”. Oni jakby żyli tą twórczością. To nie było takie byle robienie, to była twórczość. Tego trochę mi brakuje. Ja to przywiozłem, jak wróciłem do Polski – i wtedy też byłem taki twórczy. W tej chwili mam swoje lata i twórczy jestem na innych kierunkach, ale doceniam i podziwiam pasję do tworzenia czegoś nowego. Puste pomysły to ma każdy, ale zróbmy coś, żeby się nam udało, żeby rzeczywiście coś fajnego powstało…

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here