Rozpoczęła się II tura wyborów we Francji. Zobacz jakie szokujące różnice między realnymi preferencjami Francuzów a wynikami wyborów z JOW i ordynacji większościowej

Francja fot Pixabay

Trwające obecnie wybory we Francji, przeprowadzane według ordynacji większościowej w jednomandatowych okręgach wyborczych, doskonale pokazują jak sprzeczne z demokracją i odmienne od rzeczywistych preferencji wyborców są wyniki z JOW.

W pierwszej turze wyborów frekwencja wyniosła 48,71%. W drugiej będzie jeszcze mniejsza. Do rządzenia wystarczy większość bezwzględna to 289 mandatów. Niska frekwencja pokazuje jak dzięki JOW zmniejsza się aktywność polityczna wyborców nie widzących w parlamencie swoich reprezentantów.

II tura odbędzie się w w 573 jednomandatowych okręgach wyborczych (każdy liczy około 125.000 wyborców). W pierwszej turze udało się wybrać z poparciem powyżej 50% zaledwie 4 na 577 deputowanych Zgromadzenia Narodowego. Wybory potrwają do 20.00. Do drugiej tury przeszło 122 kandydatów Frontu Narodowego.

Dzięki ordynacji większościowej większość miejsc w francuskim parlamencie przejmie lewicowa koalicja dwóch partii – La Republique en Marche (LREM) prezydenta Emmanuela Macrona i Ruchu Demokratycznego (MoDem).

Ordynacja większościowa oparta na jednomandatowych okręgach wyborczych jest sztandarowym hasłem nie partii Kukiz. Zdaniem posłów klubu Kukiz ma ona zapewnić odrodzenie Polski. Jednak przykład niedawnych wyborów większościowych do francuskiego parlamentu wskazują, że jedynym efektem ordynacji większościowej jest niereprezentatywny parlament, zdominowany przez kryptolewicowy establishment.

Gdyby we Francji była ordynacja proporcjonalna (a nie większościowa czyli jednomandatowe okręgi wyborcze) to w wyniku ostatnich wyborów parlamentarnych w 577 osobowym francuskim parlamencie czyli Zgromadzeniu Narodowym partia prezydenta La Republique en Marche (wraz z koalicjantem MoDem) mając 32,32% poparcia miała by proporcjonalnie 185 posłów. W wyniku ordynacji większościowej partia prezydenta zyska prawdopodobnie minimum 440 a maksimum 470 mandatów pochodzących z JOW.

Pseudo-prawicowi Republikanie z poparciem 21,56% gdyby ordynacja była proporcjonalna mogli by mieć proporcjonalnie 124 posłów. Według sondaży Republikanie będą mieli w parlamencie od 60 do 90 posłów z JOW.

Patriotyczny i socjalny Front Narodowy z poparciem 13,20% powinien mieć proporcjonalnie 76 posłów, w wyniku ordynacji większościowej będzie miał 1 (do 6) z JOW.

Skrajna lewica, reprezentowana przez sojusz partii Francja Nieujarzmiona i francuską Partię Komunistyczną, zyskała 13,74% i dzięki ordynacji proporcjonalnej miały by proporcjonalnie 79 posłów, dzięki JOW będzie miała od 10 do 25. Partia Socjalistyczna zdobyła w pierwszej turze 9,51% i w proporcjonalnej ordynacji miała by 55 posłów, dzięki JOW będzie miała od 20 do 35 posłów (czyli więcej od Frontu Narodowego, który ma od socjalistów większe poparcie). Ekolodzy zdobyli 4,30% i powinni mieć proporcjonalnie 29 posłów.

Jan Bodakowski

O wyborach we Francji pisaliśmy w
Zobacz jakie są szkodliwe efekty ordynacji większościowej we Francji

6 KOMENTARZE

    • Nie wiem jak „prawiczki” ale ja jej nie kibicuje. Za to ty powinnas no bo Le Pen obiecuje wyzsze podatki dla „bogatych”, wiekszy socjal i zakaz imigracji (czyli wedlug ciebie wyzsze pensje dla miejscowych). Wiec czemu tego nie czynisz Alu? Le Pen popiera wszystkie durne pomysly prawdziwej Lewicy! Czyli takiej jaka ty reprezentujesz. Co nie?

  1. Jakoś przez lata z tym samym systemem wyborczym frekwencja we francuskich wyborach parlamentarnych była znacznie wyższa, regularnie ponad 60%. Tam główny wpływ na spadek ma to, że od 15 lat odbywają się tuż po wyborach prezydenckich i służą zasadniczo „przyklepaniu” większości dla dopiero co wybranego prezydenta.
    W wyborach prezydenckich regularnie mają przecież do dziś 75–80% głosujących…

  2. Tu jest pytanie o to, jak rozumieć, kto jest reprezentantem wyborców. Dla mnie moim reprezentantem jest każdy poseł czy radny z mojego wielomandatowego okręgu wyborczego – niezależnie od tego, czy na niego głosowałem lub czy poparłem jego komitet. Dla innych ich reprezentantem jest tylko ten, którego sami poparli.
    Nie da się tego pogodzić, to albo tamto. Tak jak prezydent mojego miasta jest dla mnie moim prezydentem (nawet jeśli zagłosowałbym na każdego innego, byle nie na niego), tak samo poseł z okręgu jednomandatowego byłby dla mnie moim reprezentantem, choćby był to komunista, a ja mam się raczej za konserwatystę.
    Jeśli uznać, że parlament ma „odzwierciedlać poglądy obywateli” i „strukturę społeczną elektoratu”, to dlaczego nie ustala się z góry, jak za komuny, że skoro w społeczeństwie jest 5% elektryków, to w parlamencie powinno być 5% elektryków? Bo do tego to prowadzi.
    Podobnie jak te „pseudoparytety”, że ma być tyle a tyle kobiet na listach. Najlepiej stwórzmy kurie wyborcze – kobiety niech sobie wybierają przedstawicielki spośród siebie, a mężczyźni spośród siebie, ustalić odpowiednią proporcję posłanek i posłów. Będzie proporcjonalnie i sprawiedliwie do bólu. Tylko czy nie chodzi o wyłonienie NAJLEPSZYCH, a nie kogokolwiek, byle czerwoni, zieloni czy niebiescy jako margines społeczeństwa koniecznie mieli „swoich” reprezentantów?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here