74 lata temu Niemcy dokonali krwawej pacyfikacji świętokrzyskiej wsi Michniów. Zobacz jak Niemcy sadystycznie mordowali Polaków

Niemieccy policjanci sfotografowani przed akcją w Michniowie (12 lipca 1943) fot Wikipedia za Józef Fajkowski: Wieś w ogniu Eksterminacja wsi polskiej w okresie okupacji hitlerowskiej. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1972

74 lata temu, 12-13 lipca 1943 roku, Niemcy dokonali krwawej pacyfikacji świętokrzyskiej wsi Michniów, której mieszkańcy pomagali partyzantom Jana Piwnika „Ponurego”. Zagłada Michniowa miała stanowić przerażający przykład dla wszystkich miejscowości, które wspierały polski ruch niepodległościowy.

Od czerwca 1943 roku Piwnik, jako szef Kedywu Okręgu Radomsko-Kieleckiego Armii Krajowej, dowodził Zgrupowaniami Partyzanckimi w Górach Świętokrzyskich. Walczył na Wykusie – legendarnym, znanym jeszcze z powstania styczniowego uroczysku w lasach siekierzyńskich (wykorzystywanym jako baza partyzancka); wielokrotnie dawał się we znaki Niemcom. Ci, aby go schwytać, znacznie rozbudowali siatkę kolaborantów.

Trop prowadził do Michniowa – małej miejscowości, związanej z działającymi w okolicy grupami partyzanckimi. „Wieś Michniów była siedzibą sztabu partyzanckiego zgrupowań „Ponurego” do czasu przeniesienia się na Wykus. Wprawdzie pierwsze oddziały leśne kwaterowały na Kamieniu Michniowskim – odległość około pół godziny drogi – jednak w większości wypadków wszystkie sprawy związane z dowodzeniem decydowano we wsi” – tłumaczył po wojnie partyzant „Ponurego” Bogdan Ostachowski „Puer”.

Wieczorem 11 lipca, w niedzielę – gdy mieszkańcy albo spali, albo szykowali się do snu – wieś została szczelnie otoczona przez funkcjonariuszy niemieckiej policji i żandarmerii. Okupanci utworzyli dwa pierścienie okrążenia, od strony lasu i pobliskiego wzgórza.

Według jednego z raportów szefa kieleckiego Gestapo Karla Essiga (sporządzonego 13 lipca), decyzja o przeprowadzeniu akcji przeciwko „sztabowi bandytów w lesie koło Michniowa” zapadła już 8 lipca w Radomiu, a miejsce pacyfikacji odnaleziono przy pomocy jednego z konfidentów. Niemcy spodziewali się znaleźć w Michniowie i okolicach polskich partyzantów. Dysponowali też listami cywilów, podejrzanych o współpracę z podziemiem.

12 lipca o poranku rozpoczął się dramat mieszkańców wsi. „Wielu michniowian już przed godziną szóstą wyszło ze swoich domów i kierowało się do pracy w lesie bądź do przystanku kolejowego w Berezowie, by stamtąd udać się pociągiem do suchedniowskich i skarżyskich fabryk, gdzie byli zatrudnieni. Prawie nikt z nich nie przekroczył jednak wewnętrznej linii posterunków” – pisze Longin Kaczanowski, autor książki „Zagłada Michniowa”.

Los cywilów był przesądzony – po rewizji stłoczono ich w pobliskim lesie, nieopodal szosy. Wśród zatrzymanych były też kobiety. Podobny los spotkał tych, którzy pozostali w swych gospodarstwach. Niemcy chodzili od domu do domu i siłą wyciągali mieszkańców. Pierwszymi ofiarami śmiertelnymi byli bracia Antoni i Jan Gołębiowscy. Krótko potem okupanci zabili kilkunastu mężczyzn na terenie przylegającym do pobliskiej szkoły.

Następnym krokiem były „przesłuchania” aresztowanych. Po sprawdzeniu czy dana osoba figuruje na sporządzonej wcześniej liście, „podejrzanych” wywożono wojskowymi ciężarówkami na miejsce egzekucji, zlokalizowane przy jednej z wiejskich dróg.

„Gdy dowieziono ich wszystkich, żandarmi rzucali się na poszczególnych mężczyzn, łapiąc ich za włosy, kopiąc i ciągnąc siłą do pobliskiej stodoły Wątrobińskiego. Tam kazali wpędzonej grupie mężczyzn położyć się na klepisku i po ostrzelaniu ich z pistoletów zawarli wrota stodoły. Po chwili podpalona stodoła zamieniła się w gigantyczną żagiew” – opisuje mord na polskich cywilach Kaczanowski.

Jak dodaje, oprawcy zaadaptowali do swych potrzeb także inne pomieszczenia gospodarcze. Ci, którzy nie zginęli od uderzeń kolbą lub bagnetem, nie zostali zastrzeleni z serii karabinowej, ginęli żywcem w płomieniach. Jeszcze inni byli mordowani w swych zagrodach.

Julian Materek, który obserwował niemieckie mordy ze strychu w gmachu szkoły, zapamiętał: „Słyszałem strzały, zwłaszcza od strony północnej, odgłosy silników samochodowych i widziałem przez szpary w deskach przejeżdżające przez wieś samochody ciężarowe wyładowane ludźmi. Widziałem również łunę pożaru w północnej części wsi” – wspominał świadek zbrodni.

W czasie akcji Niemcy rabowali dobytek, palili drewniane domy. Nielicznych miejscowym, których ocalili, wykorzystali do porządkowania miejsca zbrodni i noszenia ciał pomordowanych. Niektórych wywieziono do kieleckiego więzienia; część wysłano później do obozów koncentracyjnych. Kilkanaście kobiet miało niebawem trafić na roboty przymusowe do Rzeszy.

Adolf Morawski na rozkaz Niemców rozwoził wozem po wsi broń i ekwipunek wojskowy. „Rozwożąc karabiny maszynowe, widziałem bardzo wielu hitlerowców, większość z nich ubrana była w mundury żandarmerii, ale widziałem także mundury SS z trupimi główkami na czapkach i mundury wojska” – wspominał Morawski, któremu udało się ujść z życiem. Po wojnie został sołtysem Michniowa.

Bilans zbrodni z 12 lipca był tragiczny – w kilka godzin Niemcy zabili 103 osoby, w tym 96 mężczyzn, dwie kobiety i pięcioro dzieci. Najmłodsze miało 5 lat.

Pamiętna niedziela nie była końcem horroru mieszkańców Michniowa. Niedługo po odejściu Niemców, do wsi wkroczyli partyzanci „Ponurego”. Wielu z nich pochodziło ze spacyfikowanej miejscowości lub okolic. Zapadła decyzja podjęcia działań odwetowych – celem był pociąg pośpieszny, jadący z Warszawy do Krakowa.

„Ponury zarządził mobilizację zgrupowania i forsowny marsz w kierunku Michniowa. Partyzanci we wsi nie zastali już Niemców, zobaczyli natomiast pomordowane w okrutny sposób dzieci, spalonych żywcem ludzi. Żołnierze domagali się odwetu. Przecież wielu takich chociażby jak kwatermistrz zgrupowania Julian Materek czy inni znaleźli we wsi pomordowanych w okrutny sposób ojców i matki” – relacjonował „Puer”.

Różne są szacunki ofiar – Niemcy przyznali się w komunikacie do straty 5 osób, w tym trzech żołnierzy Wehrmachtu; polskie relacje mówią o co najmniej kilkudziesięciu zabitych. W oddziale mjr. Piwnika nie odnotowano ofiar śmiertelnych.

„W ramach akcji odwetowej za bestialstwa niemieckie w rej. Skarżyska i Suchedniowa nasze oddziały partyzanckie dokonały w lipcu pod st. kol. Łączna drugiego napadu na pociąg pośpieszny. W akcji zabito i raniono ok. 180 Niemców” – napisano w „Biuletynie Informacyjnym” z 26 sierpnia 1943 roku.

13 lipca Michniów został ponownie ostrzelany przez Niemców. Funkcjonariusze policji okrążyli miejscowość ze wszystkich stron, choć ta – po niedzielnej zbrodni – była już częściowo wyludniona. Większość mężczyzn już nie żyła, ciała w wielu przypadkach ciągle zalegały niepogrzebane na podwórzach gospodarstw. Tym, którzy przeżyli, a nie uciekli (do pobliskich miejscowości: Suchedniowa, Ostojowa, Błota czy Krzyżki), Niemcy zgotowali piekło. Cała wieś płonęła, ze zgliszcz wydobyto jedynie majątek ruchomy oraz żywy inwentarz.

Także i tym razem mordowano bez względu na wszystko. Najmłodszą ofiarą było dziewięciodniowe niemowlę. Według szacunków przedstawionych w publikacji „Zagłada Michniowa”, drugiego dnia pacyfikacji zginęło 100 osób – 50 kobiet, 42 dzieci i 8 mężczyzn.

Ogółem, w dniach 12-13 lipca Niemcy zamordowali w świętokrzyskiej wsi 203 osoby, nierzadko całe wielopokoleniowe rodziny. „Tragedia michniowska pozostawiła piętno na psychice żołnierzy +Ponurego+. Częściowy odwet w pociągu nie wyzwolił ich z tego; ciągle wracali wspomnieniami do potwornego mordu w zaprzyjaźnionej wsi. To pierwsze – w tej skali – zetknięcie leśnego żołnierza z niemieckim bestialstwem +Ponury+ postanowił wykorzystać jako element psychologiczny w celu dania okazji swoim żołnierzom do ewentualnego wycofania się z szeregów” – pisze Cezary Chlebowski, autor reportażu historycznego „Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie”.

W wyniku niemieckich ekspedycji karnych, przeprowadzonych 12-13 lipca 1943 roku, Michniów praktycznie przestał istnieć. Powracający mieszkańcy zorganizowali kilka dni później pochówek pomordowanych w masowej mogile. Niemcy zezwolili na pogrzeb, ale zakazali jakiegokolwiek upamiętnienia ofiar. Dziś honoruje je funkcjonujące na miejscu zbrodni Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich – Oddział Muzeum Wsi Kieleckiej.

(PAP)

O zbrodniach Niemców pisaliśmy w
Leszek Żebrowski potępia Pawła Kukiza stwierdzenie, że „Rękami Polaków Niemcy zrealizowali część swojego planu eksterminacji Narodu Żydowskiego”

4 KOMENTARZE

  1. Nie jestem zwolennikiem przetłumaczenia tego tekstu na język niemiecki, umieszczenia go na jeżdżącej przyczepie reklamowej, takiej z jaką pojechali młodzi Polacy do Niemiec, z napisem mówiącym o tym, że niemieckie obozy koncentracyjne z czasów II-ej W. Św. były niemieckie.
    Natomiast uczenie historii, takiej jaką ona była naprawdę, po niemiecku, angielsku rosyjsku, ukraińsku, hiszpańsku i innych językach za pośrednictwem sieci elektronicznej, to jest wielkie wyzwanie dla Polaków.
    Na razie w You Tube widzę jakieś filmiki zaspokajające próżność ich autorów.
    Chodzi o nawiązanie dyskusji z ludźmi mającymi poważny stosunek do życia, nie lubiących reklam działających na odruchy bezwarunkowe układu nerwowego, mających krytyczny stosunek do otaczającej rzeczywistości, składającej się z gigantycznej kampanii oszustw.

    • Niemieckie barwy:
      – czarna – kolor ich serc
      – czerwona – kolor krwi pomordowanych milionów w IIWŚ
      – złota – kolor złota zajebanego całej Europie w IIWŚ

  2. Wystarczy poczytać kroniki Landaua żeby się przekonać że wśród większości wojska niemieckiego zdawano sobie sprawę że takie działania doprowadzą do tego że ludność w Polsce zacznie strzelać za każdego węgła (do czego zresztą w Wa-wie doszło). Zasadniczo akcjami pacyfikacyjnymi zajmowały się grupy specjalne. Natomiast była cała masa przypadków że ludzie z Niemiec nie chcieli iść na wojnę (jeszcze przed inwazją na Polskę siły specjalne miały ogrom roboty z rozstrzeliwaniem z paragrafu dezerter , kiedy wielu poborowych odmówiło stawienia się do armii. W czasie wojny wielu oficerów niemieckich pisało raporty do wyższego dowództwa na temat bestialstw grup specjalnych. Odpowiadano im żeby nie zawracali głowy takimi raportami. Nie przemawiało także do wyobrażni kiedy tacy oficerowie mówili że potem nie będzie gadania że to robiło SS. Tylko te osoby które tu wtedy przechodzą ulicą będą na setki lat obarczane winą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here