Historyk nie pozostawia żadnych złudzeń. „Ukraińcy nie asymilują się. To młodzi ludzie wychowani na kulcie OUN-UPA”

Ewa Siemaszko / Banderowcy. Źródło: Wikipedia/PAP

W wywiadzie dla naszdziennik.pl, historyk i badacz zbrodni wołyńskiej Ewa Siemaszko powiedziała, że Ukraińcy „nie asymilują się szybko i (…) mocno demonstrują swoją tożsamość”. 

Siemaszko doniosła się do słów wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina, który stwierdził, że powinniśmy do Polski ściągać jak najwięcej Ukraińców. Historyk wskazała, że w tej sytuacji zadaniem polityka powinny być próby ściągnięcia rodaków do kraju.

Polacy, którzy opuścili w ostatnich latach Ojczyznę, to byli ludzie pracowici i operatywni, wyjechali, bo albo nie znajdowali zatrudnienia w Polsce, albo oferowano im warunki płacy niedające godnego życia, nawet poniżające – stwierdziła.

Zobacz: Podejrzana seria. Setki samobójstw wśród ukraińskich żołnierzy

Ukraińcy wbrew temu, co się uważa, mają silną tożsamość narodową, co – uważam – jest godne uznania i szacunku. Wcale nie asymilują się szybko, nie zmieniają w kolejnych pokoleniach tożsamości narodowej na narodowość kraju, w którym się osiedlili – oceniła Siemaszko.

Tak zwani polscy Ukraińcy nie utracili swojej tożsamości, mocno ją demonstrują, do czego mają oczywiście prawo. Liczenie, że wzmocnimy żywioł polski emigrantami ukraińskimi, jest błędne – ostrzegła.

Przyjeżdżają do nas młodzi Ukraińcy, wychowani w kulcie OUN-UPA i na banderowskich mitach. Podczas niedzielnego Marszu Pamięci w Warszawie podszedł Ukrainiec i zorientowawszy się, komu poświęcony jest marsz, nazwał nas „debilami” – mówiła.

Źródło: naszdziennik.pl.

13 KOMENTARZE

  1. Jak się prawiczkom nie podobają Ukraińcy w Polsce to nikt was na siłę nie trzyma jedźcie sobie do Putina tam wasz raj.

  2. Jeśli chodzi o Ukraińców, a nade wszystkim ich napływ do Polski, to niewątpliwie siedzimy na bombie. A jeśli tak, to znajdzie się kilka krajów, które gotowe są podpalić do niej lont. Przede wszystkim Rosja, to chyba jasne. Ale i sami Ukraińcy muszą sobie z tego zdawać sprawę. Na pewno wiedzą też, że nasz kraj jest dla nich jedynym liczącym się przyjacielem, ambasadorem ich interesów w UE. Wielce tu istotne jest to, jaki wypracują sobie stosunek do zbrodni wołyńskiej, z czym najwyraźniej nie dają sobie rady. Bowiem oni po prostu muszą całą swą przeszłość widzieć wyłącznie w jasnych barwach, idealizując tych, którzy się im przydarzyli. Pisałem o tym tu:
    http://wolnosc24.pl/2017/02/08/ukraincy-znowu-fantazjuja-odnosnie-swojej-historii-jak-dlugo-jeszcze-bedziemy-tolerowac-te-brednie-o-upa/#comment-9920
    Nie mają wielkiego wyboru! Natomiast my możemy się zastanowić, czy chcemy u swej wschodniej granicy mieć kolejnego wroga, czy też, kosztem pewnych wyrzeczeń — utrzymać z nimi stosunki na tyle dobre, na ile się da. Oni zaś musza pamiętać, że stoją pod naszymi bramami w pozycji petenta! Jeśli nie dojdzie do jakichś nieodwracalnych zadrażnień, to imigranci z za wschodniej granicy RP są chyba mniej dla nas niebezpieczni, niż mahometanie.
    I tu pojawia się ważny aspekt: czemuż to do unijnych rachunków, dotyczących relokacji imigrantów — mają być liczeni tylko ludzie z Afryki, czy innych, obcych nam kulturowo krajów? Jeśli przyjęliśmy circa półtora miliona uchodźców z Ukrainy, wszak obszaru, gdzie trwa konflikt zbrojny — to niech unijni liczydłowi uwzględnią to w owych kwotach (relokacyjnych)! I wtedy wyjdzie, że nie tylko nie jesteśmy czegoś winni, ale wręcz przeciwnie: cała ta Mumia Euro-pejs-ka powinna nam dopłacać za każdego przybysza „ponad normę”! — (jakby jej tam nie wyliczano). Choć rzucam to tylko jako straszak, bowiem takiemu „dofinansowaniu” jestem jednak przeciwny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here