Dramatyczne relacje dzieci z obozu w Suszku. Łódzcy harcerze wrócili już do domów [VIDEO]

Zniszczony las w Suszku fot. PAP autor: Dominik Kulaszewicz

Do Łodzi powróciła w sobotę późnym wieczorem grupa harcerzy przebywających na obozie w Suszku (Pomorskie), który został zniszczony przez nawałnicę. Zginęły dwie nastoletnie harcerki, 37 osób zostało poszkodowanych.

W Łodzi na młodzież czekali m.in. rodzice, dziadkowie, koledzy.

Na przyjazd swoich koleżanek i kolegów czekała też jedna z łódzkich harcerek. Jak powiedziała, wiadomość o tym, co się dzieje na obozie, otrzymała w środku nocy. Przyznała, że była to dla niej wielka trauma i niedowierzanie. „Nikt nie spodziewał się, że jakakolwiek burza, która przechodzi przez obóz, skończy się tak tragicznie” – mówiła.

Sama jeździ na obozy od ponad 10 lat. Przeżyła wiele burz, ale nigdy nie było tak dramatycznej sytuacji. Nie znała osobiście harcerek, które zginęły, ale – jak zaznaczyła – w harcerstwie wszyscy są siostrami i braćmi, i dlatego są one bliskie jej sercu.

Rozmowy z uczestnikami obozu przeprowadzili też dziennikarze TVN24. „Nagle zerwał się bardzo silny wiatr” – mówił jeden z uczestników obozu. „Konar spadł przed nasz namiot. Jeden z kolegów został uderzony gałęzią w głowę”.

„Biegliśmy, aż dobiegliśmy do miejsca, gdzie mogliśmy się schować” – opowiadał chłopiec. „Dopiero tam kolega zaczął narzekać, że boli go głowa, że nic nie pamięta, aż stracił przytomność. Tam go obudzili medycy”

„Jako pierwsze zostały powalone drzewa przy zejściu do jeziora, gdzie było zagłębienie w terenie” – mówił inny harcerz. „Tam schowaliśmy się pod tymi konarami, co dało nam ochronę przed następnymi. Potem wszystkich ewakuowano do młodego lasu, do szkółki. Byli też tam ratownicy”. Jak powiedział chłopiec, strażacy i ratownicy medyczni ze szpitala dotarli dopiero około 5 rano, po sześciu godzinach od wezwania pomocy. Powodem były całkowicie zablokowane przez padające drzewa drogi.

Czytaj też: To był najsilniejszy huragan od 38 lat! Zobacz, z jaką prędkością nadeszła śmiercionośna nawałnica [VIDEO]

„Byłem bardzo przerażony, że coś może mnie przygnieść i uciekałem jak najdalej od tamtych drzew” – mówił harcerz. Jego koledzy znajdują się w szpitalu. Jeden nie pamięta, co się działo. Inny z harcerzy był operowany po tym, jak konar uderzył go w potylicę. Nie pamięta nic z pobytu na obozie.

„Padały na nas drzewa i trzeba było wyciągać ludzi spod tych drzew. Potem ktoś zadzwonił po pomoc. Chyba tylko jedna osoba miała telefon” – mówił innych chłopiec. On też opowiadał, że dzieci i ich opiekunowie skryli się w młodym lesie, gdzie drzewa są niskie i jest najbezpieczniej. „Byliśmy pomiędzy młodymi sosenkami i przytulaliśmy się, żeby nam było cieplej” – mówił.

Czytaj też: Burza komentarzy po tragedii na obozie harcerskim. Czy można było uniknąć ofiar śmiertelnych?

W sobotę późnym wieczorem z dziennikarzami spotkał się wojewoda łódzki Zbigniew Rau, który był na miejscu zdarzenia. Jak poinformował, w czterech szpitalach pozostało jeszcze 12 dzieci. „Większość harcerzy wróciła w ciągu dnia z rodzicami. Ostatnia grupa – ponad 20 osób – przyjechała autokarem” – wyjaśnił. Dodał, że w podróży towarzyszyły im panie psycholożki.

Podziękował służbom wojewody pomorskiego, także samorządom w powiecie chojnickim za opiekę nad harcerzami.

Czytaj też: Po tragedii na obozie harcerskim ZHR pyta: „Czy mogliśmy uczynić coś jeszcze, aby tego uniknąć?” Tak! Mogliście! Tysiące ludzi to uczyniło

Z kolei rzecznik łódzkiego okręgu ZHR Grzegorz Bielawski zapewnił, że na miejscu obozu trwa akcja zbierania wszystkich rzeczy, które zostały pozostawione przez uczestników.

Na trzytygodniowym obozie w Suszku przebywało 130 harcerzy z łódzkiego okręgu ZHR. Opiekę nad nimi sprawowało, zgodnie z obowiązującymi przepisami ośmiu wychowawców. Obóz został zatwierdzony w Kuratorium Oświaty zgodnie ze wszystkimi obowiązującymi przepisami.

Harcerze mieli wrócić do Łodzi wrócić 16 sierpnia. W nocy z piątku na sobotę – w wyniku gwałtownych burz i wiatrów, jakie przeszły nad Pomorzem – obóz został zniszczony i odcięty od świata przez tarasujące drogi drzewa. W wyniku nawałnicy zginęły dwie dziewczynki. 37 osób zostało poszkodowanych.

W niedzielę o godzinie 20.15 w klasztorze o.o. Dominikanów w Łodzi odbędzie się czuwanie zakończone mszą św. w intencji zmarłych harcerek i wszystkich poszkodowanych, wraz z ich rodzinami. Także w niedzielę w łódzkiej archikatedrze o godz. 19.00 odbędzie się wieczorna msza św. w tej intencji.

W Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej została zarządzona żałoba. (PAP)

1 KOMENTARZ

  1. To był dramat. Współczuję tym dzieciakom, które musiały de facto widzieć, jak ich koleżanki umierają. Nikt tego nie chciałby przeżyć. Przyznam się szczerze, że jak jestem twardy, to w ten dzień, co się to stało, to po prostu łzy miałem w oczach. Cholera…to mogły być wiekowo moje córki! Dlatego to mnie tak mocno zabolało! W dodatku córki najbliższej kuzynki po stronie matki są harcerkami i w ten czas były na obozie! Młodsza dobiegała 18 lat. Tym mocniejsze to dla mnie było przeżycie, że dopóki nie usłyszałem dokładnie gdzie i w jakim wieku dziewczyny zginęły, to śmiertelnie się bałem, że chodzi o Agę. Dzięki Bogu to nie Aga…Nie oznacza to, że w tej sytuacji potrafię się tylko cieszyć Agnieszką. Żal mi Olgi, żal mi Joasi, żal mi siostry bliźniaczki od Olgi, Mai. To są po prostu takie momenty, w których jeśli choć na chwilę nie zapłaczesz, nie zatrzymasz się, nie wyciszysz, to po prostu nie potrafisz się zachować po ludzku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here