„Kontrola jakości zarządzania majątkiem publicznym w Polsce ogranicza się głównie do mnożenia procedur biurokratycznych takich jak przetargi, zasady przyznawania dotacji, konieczność przestrzegania dyscypliny finansów publicznych itp.” – uważa Jacek Barcikowski na łamach portalu obywatelskithinktank.org. Zapraszamy do zapoznania się z tekstem:

O CZYM JEST TEKST

  • Kontrola jakości zarządzania majątkiem publicznym w Polsce ogranicza się głównie do mnożenia procedur biurokratycznych takich jak przetargi, zasady przyznawania dotacji, konieczność przestrzegania dyscypliny finansów publicznych itp.
  • Urzędnicy wszelkich szczebli w swoich działaniach koncentrują się na formalnym wypełnianiu procedur i przepisów prawa, a nie na celowości, gospodarności czy efektywności realizacji swoich zadań z punktu widzenia „dobra publicznego”. Administrują a nie zarządzają majątkiem publicznym.
  • Nie są ważne dla samorządowych decydentów zbyt wysokie wydatki, jeśli konieczność ich ograniczenia nie wynika z obowiązujących procedur prawnych. Przykładowo wybiorą w ramach prowadzonego przetargu niższą cenę, nawet jeśli w dłuższej perspektywie okaże się ona znacznie wyższa.
  • Urzędnicy z reguły nie są nagradzani/karani za osiągane przez siebie rezultaty swoich działań (społeczne czy gospodarcze), są tylko ewentualnie karani za brak formalnego przestrzegania przepisów.
  • Podmioty publiczne mogłyby osiągać znacznie lepsze efekty gdyby zmieniony został sposób zarządzania majątkiem publicznym (gdyby dysponenci tego majątku mieli jasno wyznaczane cele, których osiąganie byłoby realnie kontrolowane a oni sami byliby nagradzani lub karani za realne efekty swojej pracy, a przede wszystkim gdyby byli realnie odpowiedzialni za skutki podejmowanych przez siebie decyzji).

Czy państwo stać na lepsze zaspakajanie potrzeb swoich obywateli?

Często przy różnych okazjach spotykamy się z opiniami, że Polska jest krajem biednym, że państwa nie stać na obniżanie podatków czy na zwiększanie nakładów na podstawowe potrzeby społeczne. Brakuje pieniędzy na służbę zdrowia, edukację, pomoc społeczną, infrastrukturę, kulturę itd. Skąd je zatem wziąć? Najczęściej stosowane przez rządzących wszystkich opcji podnoszenie podatków jest najgorszym pomysłem. A to dlatego, że pozbawia ludzi ich pieniędzy i przez to może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Może zatrzymać rozwój gospodarczy, a tym samym zmniejszyć dochody państwa a zwiększyć bezrobocie. Dość oczywistym sposobem mogłoby być zwiększenie efektywności gospodarowania tym co się ma, a dokładniej mówiąc poszukiwanie możliwości osiągania „więcej za mniej”.

Wniosek niby oczywisty, ale czy wszyscy jesteśmy zwolennikami szukania rozwiązań, aby go urzeczywistnić? Osoby czekające przez długie miesiące do lekarzy specjalistów pewnie tak. Rodzice, którzy chcieliby wysyłać swoje dzieci do mniej przepełnionych szkół i o lepszym poziomie nauczania także. Kierowcy, którzy chcieliby jeździć po dobrych drogach, ludzie potrzebujący pomocy socjalnej, pracownicy sektora publicznego, którzy marzą o wzroście swoich wynagrodzeń – niewątpliwie również.

Czy są jednak tacy, którzy nie są przychylni poszukiwaniu możliwości osiągania „więcej za mniej”? Niestety takich osób jest całkiem sporo. To politycy i urzędnicy, którzy obawiają się, że gdyby wprowadzić do praktyki zarządzania państwem (czy samorządami) ocenę efektywności ich pracy, to mogliby stracić swoją pozycję a może i dotychczasowe źródło zarobkowania. W projekcie opracowanym w 1993 roku pod kierownictwem Ala Gore (byłego v-ce prezydenta USA) „Analiza efektywności państwa”, który podkreślał znaczenie, jakie ma dla instytucji publicznych koncentracja na „klientach” czyli mieszkańcach i obywatelach oraz mierzenie efektywności czytamy m.in.:

„Niewielu z otwartymi rękoma powita program mierzenia efektywności. Ludzie będą mieli problemy z opracowaniem mierników. Pracownicy sektora publicznego zwykle nie zwracają uwagi na wyniki swojej pracy. Z jednej strony są przyzwyczajeni do myślenia o procedurach. Z drugiej strony nie zawsze łatwo zidentyfikować im mierniki. W efekcie mierzą zakres swoich czynności, a nie ich efekty. Gdy ciężko pracują są przekonani, że robią wszystko, co w ich mocy. Sektor publiczny potrzebuje kilku lat (…) by opracować użyteczne mierniki i sprawozdania z wyników”.

Chęć poprawy efektywności działania instytucji publicznych, w tym gospodarowania ich majątkiem, w wielu krajach świata zrodziła nowe menedżerskie podejście do administracji publicznej (New Public Management). Pojawiło się ono w latach osiemdziesiątych XX wieku najpierw w Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii, a od początku lat dziewięćdziesiątych zyskało swe miejsce w Stanach Zjednoczonych. Do głównego przesłania tego nowego podejścia można zaliczyć m.in. następujące założenia:

  1. Administracja publiczna powinna być zorientowana przede wszystkim na osiąganie wyników a ocena jej działania powinna być dokonywana na podstawie mierzalnych (ilościowych i wartościowych) standardów lub wskaźników wykonania.
  2. Administracja publiczna winna zwrócić większą uwagę na sposób, w jaki robi użytek ze swoich ludzkich, rzeczowych i finansowych zasobów – chodzi o osiągnięcie lepszych rezultatów mniejszymi nakładami.

Stawiam tezę, że taki sposób myślenia nie może się upowszechnić w naszym kraju.

CZYTAJ DALEJ: Procedury zamiast efektów działania

1 KOMENTARZ

  1. Najpierw trzeba sobie zdać sprawę z różnic pomiędzy działaniem biurokratycznym a działaniem przedsiębiorczym. Działanie biurokratyczne to wypełnianie poleceń a działanie przedsiębiorcze to tworzenie zysku. Działanie biurokratyczne jest ograniczane przez procedury a działanie przedsiębiorcze jest ograniczane przez ponoszone indywidualnie straty. Są to różne działania przeznaczone do różnych zastosowań, wymagające od ludzi różnego sposobu motywowania.

    Szanowny Autor proponuje by biurokraci zaczęli działać jak przedsiębiorcy. Tylko że taki postulat implikuje motywację urzędnika jego własnym indywidualnym zyskiem. Uzyskanie takiego indywidualnego zysku przez urzędnika zarządzającego cudzymi środkami jest czymś innym niż korzyść społeczeństwa które mu te środki powierza. Na nic się nie zda uzależnianie biurokratycznego wynagrodzenia od efektów, gdyż działanie przedsiębiorcze cudzymi środkami zawsze będzie rodziło większe pokusy indywidualnych zysków.

    Także mimo dobrych chęci proponowane metody doprowadzą do rezultatów jeszcze gorszych niż obecne, gdyż domyślnie traktują urzędników nie jak zwykłych ludzi ale jako tytanów zdolnych oprzeć się pokusom osobistych korzyści i mimo to działać przedsiębiorczo na korzyść innych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here