Szokujące kulisy śmierci policjanta w Wiszni Małej. „Przeciwko kałachowi użyli paralizatora”. Czy minister i szef policji kłamią?

Wygląda na to, że oficjalna wersja przyczyn śmierci antyterrorysty w Wiszni Małej koło Wrocławia może lec w gruzach. Do nowych, wstrząsających faktów dotarł portal GazetaWroclawska.pl.

Z relacji informatora, do którego dotarli dziennikarze gazety wynika, że podczas sobotniej strzelaniny przed bandytą uzbrojonym w kałasznikowa policjanci bronili się zwykłym paralizatorem elektrycznym.

Przypomnijmy: w nocy z soboty na niedzielę trzech bandytów próbowało okraść bankomat w Wiszni Małej przy drodze z Wrocławia do Trzebnicy. Policja wiedziała o planowanym skoku i chciała zatrzymać złodziei na gorącym uczynku. Na miejsce wysłano 12 antyterrorystów. Jednego z bandytów dopadli oni w metalowym baraku w którym znajduje się bankomat.

„Kiedy grupa szturmowa pododdziału antyterrorystycznego podchodziła do tego baraku, złodziej był w środku” – mówił informator portalu. „Jeden z policjantów otworzył drzwi do baraku. Złodziej stał z kałasznikowem gotowym do strzału. Jego kolega, czekający w samochodzie, musiał go wcześniej ostrzec, że na miejscu jest policja”.

Zdaniem informatora antyterroryści nie wiedzieli, że złodziej jest uzbrojony, ale szli osłonięci „tarczą balistyczną”. Niósł ją pierwszy funkcjonariusz zespołu uderzeniowego, za nim szli gęsiego kolejni.

„Seria z kałasznikowa poszła na tarczę. Ona to wytrzymała. Policjant się zachwiał? Nic z tych rzeczy” – mówi informator. „Tarcza spełniła swoje zadanie. To trzydzieści kilogramów. Nie da się jej przewrócić serią z kałasznikowa. Rzecz w tym, że ze strony zespołu uderzeniowego nie było natychmiastowej odpowiedzi ogniem”.

Według jego relacji, po pierwszych strzałach jeden ze szturmowców wyjął paralizator elektryczny i strzelił w stronę bandyty. Jednak prąd oszołomił go tylko na chwilę. Gdy przestępca przyklęknął, policjant trzymający tarczę usunął się na bok, być może, żeby zrobić kolegom miejsce do kolejnego strzału z paralizatora lub broni palnej. Strzały jednak nie padły.

Tymczasem bandyta w ciągu kilku sekund doszedł do siebie i posłał serię w stronę szturmowców, zabijając jednego i ranią trzech funkcjonariuszy. Dopiero wtedy policjant który użył paralizatora odrzucił go, wyciągnął pistolet i zastrzelił napastnika.

Wersja podana przez informatora portalu różni się znacznie od tej, którą podał szef policji i minister Błaszczak.

Zobacz też: Wielka Brytania bezbronna wobec pocisków Kima. „Nie mamy systemu, który mógłby je zatrzymać”

Czytaj też: Uczeń szkoły dla rabinów skazany za wandalizm w obozie Auschwitz-Birkenau. Nawet sędzia był zdumiony

Czytaj też: „Masa” oferuje pracę Kijowskiemu. „Może być u mnie gosposią”. Ale eks-gangster ma też specjalne wymagania

Czytaj też: Tego jeszcze nie było! Dania oskarża Polaków, że nie chcą przyjeżdżać do pracy. „To zagraża gospodarce”

Czytaj też: Niebywałe! Gazeta Wyborcza wydała już wyrok na Hannę Gronkiewicz- Waltz. „Oddaj miliony, przeproś i znikaj z życia publicznego”

4 KOMENTARZE

    • Wcale nie: Po ostatniej nagonce gliniarze panicznie się boją uzyc odpowiednich srodków. Gdyby sie okazało, ze żaden policjant nie został ranny, a postrzelony byłby bandyta, to przy obecnych cyrkuśnikach rządzących policja. Poleciałby gliniarz, dowodzący, akcją, naczelnik, komendant posterunku, powiatowy i wojewódzki… łatwiej poświęcic szeregowego gliniarza niz stracić dupochron!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here