W minionym tygodniu informowaliśmy o tym, że rumuński parlament przegłosował ustawę likwidującą ponad 100 stawek podatkowych od różnych głupot (m.in. od posiadania psa). W antypodatkową inicjatywę włączyli się nawet rumuńscy socjaliści, którzy, co stanowi paradoks na skalę historyczną, opowiadają się już oficjalnie przeciwko nadmiernemu opodatkowaniu i już od wiosny podejmują rozmaite inicjatywy na rzecz ulżenia doli podatników.

Od 26 marca, gdy rumuński parlament obniżył stawkę VAT o 4% (więcej nie mógł, bo sprzeciwiała się Bruksela!), zanotowano natychmiastowy wzrost poziomu konsumpcji. Obniżka VAT-u spowodowała szybki spadek cen, co przełożyło się na większą dostępność towarów, a więc Rumuni ruszyli do sklepów. Ku uciesze ich właścicieli. Równolegle rumuński parlament, znowu przy aktywnym wsparciu socjalistów, zaczął upraszczać przepisy podatkowe, likwidując wiele niepotrzebnych. Wisienką na torcie okazało się zmniejszenie podatku dochodowego do 3% dla mikroprzedsiębiorców i obniżanie go w przypadku zatrudnienia dodatkowego pracownika do 2% i do 1% w przypadku zatrudniania dwóch. Zmniejszono też do 5% podatek od dywidend. Dodatkowo ułatwia to życie przedsiębiorcom, co z kolei zwiększa efektywność ich pracy. Z pożytkiem dla gospodarki.

Rumuńscy socjaliści okazali się być więc bardziej prorynkowi niż – rzekomo prawicowy – rząd Beaty Szydło. Ich działania wpisują się w postulaty wszystkich zwolenników wolnego rynku. Efekty okazały się być widoczne gołym okiem. Prognozowany wzrost gospodarczy w Rumunii w 2017 roku ma przekroczyć barierę 4 procent.  Czy trzeba czegoś więcej, by pokazać jak prawicowe rozumienie ekonomii szybko poprawia poziom życia ludzi?