Sommer: PiS życzył i życzy Trumpowi klęski. Bo wprowadzenie w życie choćby części jego programu to dla polskiej partii władzy śmiertelne zagrożenie

Plan Trumpa na pierwsze 100 dni.
Reklama / Advertisement

Gdy przed amerykańskimi wyborami pytano polityków PiS-u który z kandydatów jest lepszy – nieodmiennie padała odpowiedź, że mimo wszystko Hillary Clinton. Taka deklaracja nie dziwiła w ustach Kazimierza Ujazdowskiego, którego największym marzeniem było zawsze członkostwo w Unii Wolności, czy ministra Witolda Waszczykowskiego, przyjaciela słynnego byłego ambasadora Ryszarda Schnepfa, jednak była, dla niektórych, nieco szokująca, gdy słychać ją było z ust PiS-owców bardziej prawicujących. Jednak taki szok to oczywiście wynik naiwności. Bo ci PiS-owcy czuli podskórnie, że tak naprawdę dużo bliżej im do Hillary Clinton, gdyż tak naprawdę żyją w takim samym korupcyjnym układzie politycznym jak ona, a Trump przecież głosi, że chce ten układ zniszczyć. A inne różnice? Aborcja, wiara, lewackie ideolo? To mniej ważne, przecież najważniejsze żeby kasa się zgadzała…

Powyżej plan przyszłego prezydenta USA na pierwsze 100 dni prezydentury. Kluczowe punkty to: ograniczenie kadencji w parlamencie, zastopowanie przyrostu zatrudnienia w administracji, dopuszczenie możliwości wprowadzenia nowej legislacji tylko w przypadku jednoczesnego zlikwidowania dwóch innych przepisów, zakaz zagranicznego lobbingu. Czyli likwidacja tego wszystkiego na czym oparta jest kariera partii o nazwie Prawo i Sprawiedliwość.

Czy Trumpowi uda się to wszystko choć częściowo wprowadzić? Można oczywiście w to wątpić. Ale pewne jest jedno: duch jego programu stoi w radykalnej sprzeczności z planami i praktyką naszej „prawicy”. Dlatego decydenci z PiS-u są niemal w takim samym stanie mentalnym po zwycięstwie miliardera jak Jolanta Pieńkowska. I szczerze mu życzą, by jego programu nie udało się zrealizować. Bo wtedy będą mieli alibi. Jeśli bowiem coś z tych planów wyjdzie, to okaże się, że stoją w jednym rzędzie z Hillary Clinton.

Reklama / Advertisement