Ścigali złodziei, pozabijali się nawzajem. Kompromitująca wpadka ukraińskich specsłużb

Fot. MSW Ukrainy
Reklama / Advertisement

Sześciu funkcjonariuszy zginęło w wyniku strzelaniny pomiędzy dwiema ukraińskimi służbami specjalnymi. Obie służby organizowały akcję przeciwko szajce włamywaczy. Zrobiły ją tak nieudolnie, że przestępcy uciekli, a agenci pozabijali się nawzajem.

Funkcjonariusze Korpusu Błyskawicznego Reagowania Operacyjnego urządzili we wsi Kniażyce pod Kijowem zasadzkę na groźną bandę, która od dłuższego czasu dokonywała grabieży i rozbojów w stolicy i w okolicach. Policja uzyskała wcześniej informację, że tej nocy szajka planuje napad na jeden z domów we wsi. Tam planowali zatrzymać szajkę.

Jednak nagle w pobliskim domu włączył się alarm, co ściągnęło na miejsce dwa oznakowane radiowozy z sześcioma funkcjonariuszami Państwowej Służby Ochrony. Dostrzegli oni dwóch zaczajonych wywiadowców policyjnych w cywilu i uznali ich za przestępców, więc błyskawicznie ich obezwładnili i zatrzymali. Natychmiast do akcji wkroczyli funkcjonariusze Korpusu. Agenci obu służb zaczęli strzelać do siebie.

Zanim sprawa się wyjaśniła, zginęło pięciu funkcjonariuszy obu służb. Wkrótce potem, w szpitalu zmarł szósty, ciężko ranny oficer. Jak na ironie, do strzelaniny doszło wtedy, gdy bandyci zbliżali się do miejsca akcji. Zorientowali się, co się dzieje i natychmiast zawrócili. Zatrzymano ich przypadkowo kilka godzin później. Odpowiedzą tylko za nielegalne posiadanie broni.

Bratobójcza strzelanina wywołała na Ukrainie szok. Podniosły się głosy nawołujące do ustąpienia ze stanowiska Arsena Awakowa – ministra spraw wewnętrznych, któremu podlegają służby specjalne.

Czytaj: Rosjanie chcą niepodległej Ukrainy. Zaskakujący sondaż

Reklama / Advertisement