Historia banku Pekao to jeden z większych skandali tzw. okresu transformacji. I najlepszy dowód mentalności antykapitalistycznej albo po prostu złodziejskiej, jaka gości w głowach naszych dygnitarzy. Jej zasada jest prosta: majątek państwowy musi być jak największy, bo zawsze można sobie coś z niego wykroić. Zakusy na Pekao mieli już postkomuniści, którzy jeszcze w 1989 roku postanowili przemienić go z banku obsługującego rozmaite transakcje zagraniczne i walutowe w bank uniwersalny. Jednak prawdziwe szacher-macher zaczęło się wraz z przejęciem kontroli nad nim przez środowisko KLD. To ci ludzie odpowiadają za to, że po połączeniu z kilkoma innymi bankami Pekao zostało sprzedane w 1999 roku włosko-niemieckiemu konsorcjum UniCredito Italiano S.p.A. i Allianz AG, które objęło pakiet 52,09% akcji banku.

UCI zapłaciło za bank niecałe 4 miliardy złotych. Włosi zrobili niezły biznes – szacuje się, że przez ponad 15 lat zebrali 11,7 mld zł z dywidend od dochodów Pekao. Dodatkowo dzięki sprzedaży małych pakietów akcji wyciągnęli jeszcze kilka miliardów złotych. A nad wszystkim czuwał długoletni prezes banku, były premier z KLD – Jan Krzysztof Bielecki, który na tej działalności dorobił się bajecznego majątku.

Tak wielkie zarobki banku były oczywiście możliwe tylko dzięki małej konkurencyjności polskiego sektora bankowego. Po prostu w Polsce wprowadzono takie zasady działalności bankowej, które praktycznie uniemożliwiają założenie banku od zera, z małą ilością kapitału. To dlatego w Polsce od zera powstało tak mało instytucji bankowych. A te, które istniały, miały nieustanne żniwa. Gdy do władzy doszedł rząd PiS, zaczął głosić potrzebę repolonizacji banków. I właśnie to się dokonuje.

Za pieniądze PZU, pochodzące z przymusowych składek milionów Polaków, oraz po prostu z majątku państwowego, czyli z podatków, bank odkupiono od Włochów za trzykrotność wartości sprzedaży. Sprzedaliśmy więc za drobne, a odkupujemy za grube. Co będzie dalej? Mogę się założyć, że za jakiś czas u władzy znów pojawią się jacyś „liberałowie”, którzy wpadną na pomysł „prywatyzacji” banku poprzez odsprzedanie go jakimś Włochom i pełnienie w nim funkcji zarządczych. A potem znów przyjdą jacyś „patrioci”, którzy dokonają kolejnej repolonizacji. I tak żerowanie na podatniku będzie trwało w nieskończoność. A co trzeba zrobić z bankami, by działały one uczciwie i nie były żerem dla politycznych klik? Trzeba umożliwić każdemu zakładanie banków, trzeba umożliwić im bankrutowanie oraz oczywiście stopniowo ograniczyć im możliwość kreowania „pieniądza kredytowego”. Ale teraz niestety mam wrażenie, iż fala mentalności antykapitalistycznej tak bardzo wezbrała, że podobne propozycje brzmią jak herezja.

Tym bardziej ważna jest misja „Najwyższego CZASU!” i całego środowiska wolnościowego, by tej fali się przeciwstawić.