Janusz Korwin-Mikke: Ciężko żyć w kraju, w którym fundacje zajmują się zarabianiem pieniędzy, firmy zaś działalnością charytatywną – Nasz felieton

Idą święta. Tak, idą już mocno ponad miesiąc. Producentom i handlowcom zależy, by ludzie kupili jak najwięcej – więc zaczynają stawiać choinki i puszczać kolędy, dodawać do tego świętych Mikołajów – nieraz całkiem atrakcyjnych płci żeńskiej… Bo jak człowiek kupi w paź- dzierniku, to może potem dokupi jeszcze jakiś prezent w grudniu? W interesie Człowieków Pracy (kapitalistów, robotników, handlowców – a więc także tych, co pobierają od nich podatki!) jest, by ludzie wydali jak najwięcej pienię- dzy. W interesie gospodarki – i to nas różni od np. Nowoczesnej – jednak leży, by ludzie wydawali pieniądze na rzeczy potrzebne. Otrzymujemy bardzo wiele prezentów sprawiających nam radość – ale też zapewne około ćwierci jest takich, że dziękujemy za nie z uśmiechem sztucznym. To nie czyjaś zła wola – po prostu ten drugi (w klasyfikacji Friedmana) sposób wydawania pieniędzy jest gorszy niż pierwszy (każdy kupuje sobie za swoje pieniądze). Pomysł, by zakazać tej propagandy, jest chyba rozsądniejszy niż zakaz handlu w niedzielę. Wysokie grzywny za wzmiankę o Świętach przed 6 grudnia, potem świętowany przyjazd św. Mikołaja – ale zakaz używania kolęd do reklamy do pierwszej gwiazdki w dniu Wigilii. Chrystus rozpoczął karierę polityczną od wyrzucenia przekupniów ze świątyni. Przecież nie był przeciwko handlowi – przeciwnie, domagał się pomnażania pienię- dzy, pochwalał nawet lichwę. Natomiast wszystko powinno odbywać się we właściwym czasie i miejscu – i z wykorzystaniem właściwych środków. Ciężko o tym pisać w kraju, w którym fundacje zajmują się zarabianiem pieniędzy, firmy zajmują się działalnością charytatywną, Kościoły zajmują się bezcłowym importem, rządy tworzeniem praw, a parlament przeszkadzaniem ludziom w pracy – ale byłoby dobrze, by wszystko wróciło na swoje miejsce.

Czytaj też: Stanisław Michalkiewicz – postkomunistyczni wojskowi i esbecy oraz ich spadkobiercy chwycą za broń i zapewnią „osłonę siłową konfidentom zorganizowanym w KOD-dzie”

Od bodaj dziesięciu lat nie byłem w żadnej placówce Poczty Polskiej – od tego są e-maile, w ostateczności InPost. Jednak na parę dni przed Świętami musiałem szybko wrzucić do skrzynki pocztowej dwa listy – przedtem oklejając je markami pocztowymi. Wszedłem więc na położony obok czerwonej skrzynki Urząd (tak: URZĄD) Pocztowy – i zdębiałem. W lokalu tym mogłem kupić w średnim wyborze zabawki dziecinne, sprzęt komputerowy, napoje orzeźwiające i pobudzające, ubrania, buty i kupę innych pożytecznych rzeczy. Za szybami – tam, gdzie kiedyś widniały głównie znaczki pocztowe – były reklamy tych wszystkich produktów. A w tym wszystkim tłoczyła się kolejka ludzi pragnących odebrać albo nadać list. Urzędniczko-ekspedientki najwyraźniej jednak nie miały zbyt wiele czasu na te drobną, poboczną działalność. Dużo słyszymy o naśladowaniu Chrystusa. W urzę- dach pocztowych naśladowcy mieliby znakomite pole do popisu.

Przy okazji zajrzałem do Sieci. Wyszło, że prywatny InPost zatrudnia 12 (dwanaście) razy mniej pracowników. w przeliczeniu na list niż poczta państwowa. Nic więc dziwnego, że „Rząd” ujął się za swoją przecież agendą (nota bene właśnie dlatego państwo nie powinno prowadzić żadnej działalności gospodarczej!) i unieważnił przetarg na obsługę sądów (który wygrał InPost). Po czym spreparował inny, który reżymówka już musiała wygrać. Powtarza się historia z 1949 roku: komuniści „wygrali bitwę o handel” z prywaciarzami. Skutki były takie, że po pięciu latach trzeba było okraść ludzi z pieniędzy, a po dalszych dwóch wynieśli się z podkulonymi ogonami, oddając władzę socjalistom.

Cały felieton w tygodniku „Najwyższy Czas!”. Szukaj w kioskach lub kup e-wydanie