Polski Trump czy Amerykański Korwin? Czy JKM pójdzie śladem Trumpa?

Donuld Trump i Janusz Korwin-Mikke
Donuld Trump i Janusz Korwin-Mikke
Reklama / Advertisement

W wieku siedemdziesięciu lat odnosi wielki sukces w polityce. W społeczeństwie ma opinię kontrowersyjnego ekscentryka. Szowinista numer jeden, postrzegany również jako zacofany ksenofob i rasista. Znienawidzony przez feministki, choć przez niektóre kobiety hołubiony i uwielbiany. Ma na swoim koncie trzy małżeństwa i liczne potomstwo z różnych związków. Absolutnie niepoprawny politycznie.

W niewybrednych słowach potrafi krytykować oponentów: otwarcie mówi o wsadzaniu skorumpowanych polityków do więzień, nazywając ich bez ogródek przestępcami. Wypowiedział wojnę systemowi, mówi o zepsutych elitach politycznych i ogromnych powiązaniach finansowych kontrolujących władzę. Sympatyk polityki Putina, zwolennik rozpadu Unii Europejskiej, przeciwnik sprowadzania uchodźców. Nienawidzi płacenia podatków. Pojawiał się w filmach i serialach telewizyjnych, odtwarzając rolę samego siebie. O kim mowa? O Donaldzie Trumpie czy Januszu Korwin-Mikkem? Odpowiedź jest prosta, choć może być zaskakująca: o jednym i o drugim!

Paralela sylwetki Janusza Korwin-Mikkego z Donaldem Trumpem pokazuje, że człowiek o skomplikowanym i złożonym pokroju, odbiegającym od unioeuropejskiej „normalności”, oraz kontrowersyjnym wizerunku może sięgać po najwyższe stanowiska w państwie. Wcale nie musi być poza głównym nurtem polityki lub oscylować w granicach progu wyborczego i zbierać tylko ochłapy z politycznego stołu. Oczywiście obaj panowie nie są swoimi sobowtórami. Widać między nimi znaczące różnice – i to nie tylko w wyglądzie zewnętrznym lub w liczbie zer na koncie bankowym. Janusz Korwin-Mikke funkcjonuje w polityce od lat, natomiast Donald Trump trafił tam przebojem; w dodatku w przeciwieństwie do lidera partii Wolność, Trumpowi zarzuca się populizm i zmienność barw politycznych z republikańskich na demokratyczne i odwrotnie, podczas gdy jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech JKM jest właśnie wierność głoszonym od lat, niezmiennym poglądom. Niebezpieczna krzyżówka Liberalna lewica w Polsce ze strachem i obrzydzeniem przyjęła wybór Trumpa, nazywając go niebezpieczną krzyżówką Korwina z Kukizem. Dla pełniejszego obrazu można powiedzieć, że to taka mieszanka Korwina z Kukizem i Kubą Wojewódzkim, gdyż Trump to przede wszystkim telewizyjny celebryta. Poza byciem dyrektorem firmy organizującej wybory Miss America, ma własne reality show – „The Apprentice” („Praktykant”), gdzie spośród kandydatów wybiera tego, który najlepiej nadaje się do biznesu, oraz decyduje, kto kolejno ma odpaść. Jest znany szerokiej publiczności, gdyż gościł na szklanym ekranie w wielu popularnych serialach, sitcomach i programach rozrywkowych (zagrał nawet epizod w kultowym filmie „Kevin sam w Nowym Jorku”).

Półtora roku temu, dokładnie 19 czerwca 2015 roku, w amerykańskim programie telewizyjnym na HBO „Real timem with Bill Mahrer” Ann Coulter, prawicowa pisarka i publicystka, zapytana o to, kto jej zdaniem ma największe szanse na wygranie wyborów w Partii Republikańskiej, odpowiada: Donald Trump. Jej wypowiedź zostaje przyjęta gromkim śmiechem i reakcjami jak na najbardziej absurdalne stwierdzenie (trzeba zobaczyć na YouTube). Ciekawe, jak zareagowałaby publiczność, gdyby p.Coulter powiedziała, że Donald Trump ma największe szanse żeby zostać nie tylko kandydatem Republikanów, ale prezydentem USA. Pewnie zachowanie widowni nie mieściłoby się w granicach norm przyzwoitości. Podobnie gdy w Polsce pyta się tę bardziej „światłą” części społeczeństwa o JKM, a zwłaszcza gdy konfrontuje się jego osobę z najważniejszymi stanowiskami publicznymi, jak choćby fotel prezydenta, ludzie reagują w większości jak na postać kabaretową, błazna, wariata, niebezpiecznego człowieka, a nawet potwora, którego nie można traktować poważnie.

Historyczny dzień

8 listopada 2016 roku przejdzie do historii, gdyż tego dnia Amerykanie zadecydowali, że właśnie jeden z takich nieokiełznanych szaleńców zamieszka w Białym Domu. Co następuje dalej? Fala protestów, tłumy ludzi z nienawiścią na twarzy niosących transparenty „Not my president”, wulgarne zachowania, dosadne wyzwiska. Czy jest jakiś polityk w Polsce, który wywołuje aż tak skrajne emocje? Negatywny elektorat to również cecha wspólna obu panów. Oczywiście w żaden sposób nie przeszkadza to w osiągnięciu politycznego sukcesu, gdyż w demokracji liczy się te 51%, które na Ciebie głosuje, a nie te 49%, które Cię szczerze nienawidzi. Oczywiście Korwin-Mikke w Polsce jak dotąd nie stanowi realnego zagrożenia dla ludzi centrowo-lewicowych, socjalistów, tęczowych, LGBT i feministek, dlatego traktują go z przymrużeniem oka. Ale gdyby tylko wysunął się nieco dalej, np. przebił dwucyfrową liczbę w sondażach i miał realne szanse na rządy, byłby już na ich celowniku.

JKM, podobnie jak Trump, „lubi” stwarzać sobie wrogów. Korwin-Mikke dla telewizji publicznej stał się persona non grata po spoliczkowaniu europosła Boniego, dodatkowo nazywając go gnidą. Pomimo zrozumiałych i honorowych pobudek, ogólnoeuropejska tendencja norm i zachowań politycznych sprawiła, że spalił za sobą część mostów, które łączyły go z mediami; zaprzestano wtedy zapraszania go choćby do niedzielnego programu Woronicza 17 w TVP Info.

Rzeczą niezwykle ciekawą jest, że spontaniczność, nieprzewidywalność i porywczość u obu panów powoduje, że mają bardzo wielu przeciwników również we własnym środowisku. Korwin często stąpa po niewygodnych i grząskich tematach, co wpędza go w kłopoty, a opinii publicznej daje pożywkę do natrząsania się z jego kolejnych kontrowersyjnych wypowiedzi. Zrozumiałe, że taka postawa nie podoba się części partii, więc niektórzy traktują go z jednej strony jak kurę znoszącą złote jaja, a z drugiej jak tykającą bombę, która nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Donald Trump również należy do osób, których członkowie sztabów wyborczych nie mogą spać spokojnie. Po jego tweeterowym szaleństwie w sprawie „Miss świnki Piggy” istniała realna groźba, że stateczni i rozsądni wyborcy mu tego nie darują, podobnie jak nagrań, w których w bardzo bezpośredni sposób wyraża się o kobietach. Na szczęście dla niego rozeszło się to po kościach. Co nie znaczy, że krytycy puszczają płazem wszystkie jego, ich zdaniem, szowinistyczne wypowiedzi.

Amerykański magazyn „Cosmopolitan” publikuje 28 przypadków, w których Trump totalnie obraża kobiety. W jednej z wypowiedzi sugeruje, że Hillary nie nadaje się na prezydenta właśnie ze względu na to, że jest kobietą. Bo przecież z jakiegoś powodu zawsze na to stanowisko był wybierany mężczyzna. „America has experienced 227 years of male presidents and zero years of female presidents”.

Tego rodzaju cytat z powodzeniem można by włożyć w usta JKM i nikt nawet by nie podejrzewał, że może nie pochodzić od niego. Bo któż jak nie on często powtarza o jednej kobiecie w pierwszej setce szachistów i ani jednej w pierwszej dwusetce brydżystów.

Mocny język wobec przeciwników politycznych, którym nie zjednuje sobie sympatii, zwłaszcza płci pięknej, to również jeden z atrybutów Donalda Trumpa. W końcu to Hillary Clinton w bezpośrednim starciu nazwał „nasty woman”, czyli „okropną

kobietą” lub „wstrętną babą”, w zależności od tłumaczenia. JKM kobietę, z którą ma najbardziej na pieńku – choć nie jest ona formalnie politykiem, a dziennikarką – nazwał idiotką.Mowa o Monice Olejnik, choć na pewno zasłużyła sobie na takie określenie nie tylko z jego strony, to jedynie on był w stanie wygłosić to, comyśli na jej temat, publicznie.

„Język nienawiści”

Ale kontrowersje wokół panów nie dotyczą tylko ich stosunku do kobiet. Obaj bulwersują „elitę” lewicy swoim „językiem nienawiści” w stosunku do różnych mniejszości, w tym narodowych. To, o czym w Europie poprawni politycznie politycy boją się myśleć, Trump podkreśla jasno i dobitnie: żadnych imigrantów! Mówi otwarcie o zamknięciu amerykańskich granic dla muzułmanów.

Dla Trumpa temat uchodźców to nie tylko Syria – dla Ameryki to przede wszystkim problem nielegalnych imigrantów z Ameryki Środkowej i Południowej. Nie wiadomo do końca, czy mur pomiędzy USA a Meksykiem, który Trump chce zbudować, to rzeczywista próba pobicia rekordu jednego z cudów świata w Chinach, a może tylko wielka metafora odgrodzenia się od obcej kultury.

Obaj panowie nie użalają nad biednymi ofiarami wojny lub ciężkich warunków bytowych, czym mogliby sobie zyskać polityczny poklask; co do uchodźców i nielegalnych imigrantów nie mają złudzeń. Trump: „Przywożą ze sobą narkotyki. Są przestępcami, gwałcą. Choć niektórzy, jak zakładam, są jednak dobrymi ludźmi”. No właśnie na tym polega istota problemu, który od jego początku podkreśla partia Korwin-Mikkego: pomiędzy Bogu ducha winnymi ludźmi, kobietami i dziećmi umieszcza się terrorystów. Nie wiadomo więc, jak oddzielić tych, którzy potrzebują pomocy, od tych, którzy chcą wywołać w Europie zamęt.

W związku z tym dystansowanie się od polityki otwarcia granic na uchodźców jest raczej wskazane. Obaj mówią o przełomowych czasach, o przebudzeniu lub upadku Europy. Trump ostrzega, że jeśli UE nie wprowadzi restrykcyjnych przepisów imigracyjnych, „za 10 lat będzie nie do poznania”. Wpisuje się to w wizje od wielu lat głoszone przez JKM o zalaniu kultury chrześcijańskiej islamem, co się już rozpoczęło na naszych oczach.

Donald Trump to nie tylko unijny sceptyk, choćby ze względu na niezwykle rozbudowaną biurokrację,ale podobnie jak JKM, wieszczy również rychły koniec Unii, który zapoczątkowała

Wielka Brytania. „Ludzie przemówili. Uważam, że UE się rozpadnie (…). Jestem przekonany, że gdyby nie kwestia imigracji, UE by to nie groziło. Ludzie mają dość. Sami się przekonacie, że inne kraje pójdą śladem (Wielkiej Brytanii)”. „Na naszą wielką cywilizację tu, w Ameryce, i w całym cywilizowanym świecie przyszedł czas rozliczenia, widzieliśmy to w Wielkiej Brytanii, która zagłosowała, by uwolnić się od globalnego rządu, globalnych umów handlowych i globalnych umów imigracyjnych, które zniszczyły jej suwerenność i zniszczyły wiele krajów”. Nic dodać, nic ująć.

Kropkę nad „i” stawia JKM swoim nieodłącznym stwierdzeniem kończącym każde przemówienie w Europarlamencie: „Poza tym uważam, że Unia Europejska powinna zostać zniszczona”. Jeśli zarzucić już temat Unii, pozostaje kwestia Rosji, której politykę zarówno Trump, jak i Korwin-Mikke generalnie popierają i chwalą jej przywódcę. Trump o Putinie: „Jest dużo lepszym liderem niż nasz prezydent. Myślę, że będę umiał się z nim dogadać”. Janusz Korwin-Mikke również nie raz wypowiadał się o Putinie w superlatywach, sugerując nawet, że byłby on świetnym prezydentem Polski.

Odchodząc od globalnej polityki i zahaczając na koniec o rodzime podwórko, trudno nie wspomnieć o sztandarowym haśle działalności JKM, czyli podatkach, które koreluje z wyborczymi hasłami Trumpa. Nie giganci i potentaci finansowi, ale drobni i średni przedsiębiorcy ożywiają gospodarkę, a ich przedsiębiorczość dławi bezsensowny podatek dochodowy. Nie innym tokiem rozumowania porusza się Trump, który ogłosił, że obniży podatki dochodowe od wszystkich obywateli i korporacji oraz uprości system, zmniejszając liczbę progów podatkowych z siedmiu do trzech. Zapowiedział radykalną obniżkę podatków od korporacji – z 35 do 15 procent. Najwyższa stopa podatkowa dla osób indywidualnych ma zostać obniżona z 39 do 33 procent. Wracając do różnic między Trumpem a Korwin-Mikkem, podstawowa polega na tym, że dwie tak wielkie osobowości i bardzo podobne postawy zupełnie inaczej spełniają się w politycznej rzeczywistości w swoich społeczeństwach. Jeden dostał się na szczyt, drugi, jak na razie – nielicząc krótkiego pobytu w Sejmie (1991-1993) oraz sukcesu europarlamentarnego (2014) – nadal odgrywa rolę politycznego outsidera. Społeczeństwo Amerykańskie, umęczone uciskiem establishmentu, przeszło swoistą mentalną rewolucję. Czy społeczeństwo Polskie jeszcze do niej nie dorosło? Wielu uważa, że Bruksela dla JKM to tylko polityczna emerytura, zwieńczenie jego wieloletniej działalności, nagroda za wytrwałość i znoszenie porażek w polityce, a swoje pięć minut ma on już dawno za sobą. A może przykład 70-letniego debiutanta, prezydenta Trumpa, pokazuje, że te pięć minut dla Korwin-Mikkego dopiero nadchodzi?

Maria Kruszelnicka

Reklama / Advertisement