Foto: PAP

Dzisiaj prezydent Andrzej Duda powinien ostatecznie ustosunkować się do rządowych propozycji reformy oświaty. Konkretnie chodzi o popisanie lub nie ustaw wprowadzających reformy. To, co zwraca uwagę opinii publicznej to zamiar zlikwidowania gimnazjów i wprowadzenie modelu: 8 lat szkoły podstawowej, 4-letnie liceum ogólnokształcące, 5-letnie technikum, dwustopniowe szkoły branżowe oraz 2-letnie szkoły policealne. Zupełnie w cieniu jest za to szkolnictwo domowe. Propozycje nowych ustaw mówią o nauczaniu domowym, tyle, że rozwiązania tam proponowane nie podobają się rodzicom, którzy kształcą dzieci w domu.

Co się im nie podoba? Po pierwsze to, że takie nauczanie podlegać będzie rejonizacji. Dziecko kształcone w tym systemie nie dość, że musi być zarejestrowane w jednej ze szkół, to jeszcze szkoła ta musi się znajdować w regionie, gdzie dziecko to mieszka. Rodzice uważają, że to ograniczy wybór szkoły. Poza tym uniemożliwia to kształcenie w tym systemie dzieci mieszkające poza granicami Polski i nie są tu zameldowane.

Inną biurokratyczną przeszkodą jest konieczność dołączania przez rodziców do wniosku o zgodę na taki sposób nauczania opinii wydanej przez publiczną poradnię psychologiczno-pedagogiczną, nie można będzie korzystać z poradni niepublicznych. Rodzice mają obawy, że w związku z dużym obłożeniem tych poradni trzeba będzie czekać w kolejkach wiele miesięcy.

Rodzice związani z ideą nauczania domowego, z dr Andrzejem Mazanem z Fundacji Maxymilianum (wspiera nauczanie domowe w duchu katolickim i narodowym) wielokrotnie prowadzili rozmowy z MEN by uniknąć niekorzystnych rozwiązań. Jak widać – na nic.

Nie załamują się jednak, nadal będą propagować nauczanie domowe, prezentując jego zalety – realny wpływ rodziców na nauczanie i wychowanie swoich dzieci zgodnie ze swoim systemem wartości, choćby poprzez dobór lektur.

A niechęć MEN do nauczania domowego nie dziwi. Przecież jego ideałem jest szkolnictwo ujednolicone, centralnie zarządzane, z odgórnie narzucanym programem nauczania i wychowania. I tak jest, gdy ministerstwem rządzi lewica, czy prawica. Tyle, że jedni narzucają swoje a gdy do władzy dojdą ci drudzy, swoje. A takie nauczanie domowe jest poza ich zasięgiem. No to mają się nim zachwycać?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here