Zygmunt Bauman nie żyje. Stalinowiec i konfident dożył 91 lat

Reklama / Advertisement

Kolejny szemrany autorytet lewicy zakończył swoją ziemską egzystencje. Tym razem do parku sztywnych udał się Zygmunt Bauman występujący ostatnio pod legendą filozofa. Życie Zygmunta Bumana to w dużej części pasmo haniebnej przynależności do zbrodniczych totalitarnych organizacji. Bauman był funkcjonariuszem sowieckiej milicji, wojsk NKWD, oficerem politycznym ludowego Wojska Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego, tajnym współpracownikiem informacji wojskowej, działaczem PPR i PZPR. Formacji których celem było wymordowanie polskich patriotów i wprowadzenie komunistycznej tyrani.

Kiedy elity III RP honorowały Baumana protestowali przeciwko niemu nacjonaliści. W 2013 roku w związku z przeszłością Baumana ponad stu działaczy Narodowego Odrodzenia Polski i kibiców Śląska zakłóciło antykomunistycznymi okrzykami spotkanie z Zygmuntem Baumanem na Uniwersytecie Wrocławskim.

By uciszyć narodowców przybyły odziały prewencji policji. Policjanci prewencji wyposażeni byli w rozpylacze gazu i strzelby gładkolufowe. Towarzyszył im oddział antyterrorystów. By nie zostać rozstrzelanymi i zagazowanymi narodowcy zdecydowali się opuścić salę wykładową. Kilkunastu narodowców zostało zatrzymanych.

Jak informuje Wyborcza.pl policja starannie przygotowała się do wizyty Baumana. O szczególną aktywność policji zabiegał u Ministra Spraw Wewnętrznych Leszek Miller. Portal Gazety Wyborczej nieopatrznie stwierdził, że na sali była liczna grupa „policjantów w cywilu, którzy wmieszali się w tłum”. Co zabawniejsze w pacyfikowaniu narodowców wzięli policjanci wyposażeni w strzelby gładkolufowe pomimo, że jak można przeczytać na internetowych stronach Gazety Wyborczej „dzięki wywiadowcom wiedzieliśmy od początku, że narodowcy nie mają ze sobą niebezpiecznych przedmiotów, lecz jedynie gwizdki i dwie flagi – mówił nam jeden z policjantów”.

Przyczyny obecności szturmowych oddziałów policji w niezwykle zabawny sposób tłumaczyły władze uniwersytetu „to była zorganizowana grupa, mieli transparenty, grzechotki, gwizdki. Tego nie można było zbagatelizować”. Jak podają media za okrzyki, posiadanie gwizdków i grzechotek, grozi kara „aresztu, ograniczenia wolności lub grzywna do 5 tys. zł”.

Cztery lata temu na łamach portalu Super Express publicysta tygodnika Najwyższy Czas i popularyzator historii Polski Tadeusz Płużański w tekście „Bauman. Profesor, który był stalinowcem” stwierdził, że Bauman „to nie tylko ideolog zbrodniczego systemu. To także praktyk, pracownik aparatu czerwonego terroru. Karierę zaczynał w 1944 r. w… moskiewskiej milicji, potem był oficerem polityczno-wychowawczym LWP, czyli nie zwykłym żołnierzem, ale gościem, który żołnierzy indoktrynował w duchu stalinowskim. Gdy ci byli oporni, spotykały ich szykany.

Komunistyczny politruk Bauman przyjechał do Polski razem z Armią Czerwoną i NKWD, żeby instalować u nas nową władzę, czyli sowiecką okupację. Na tym jego kariera w zbrodniczym aparacie się nie skończyła. Jako funkcjonariusz okrytego wyjątkowo złą sławą Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego pacyfikował antykomunistyczne podziemie – żołnierzy wyklętych. Za walkę z „bandami” dostał medal. Jakby tej krwawej drogi było mało, to jeszcze jako agent „Semjon” przez lata współpracował ze stworzoną przez Sowietów jeszcze bardziej zbrodniczą Informacją Wojskową (kontrwywiad WP, późniejsze WSW, a następnie WSI)”.

Jan Bodakowski

Akcja pacyfikacji młodzieży patriotycznej protestującej przeciwko wykładowi Baumana

Stanisław Michalkiewicz o Bumaanie

Tadeusz Płużański o Bumanie

Leszek Żebrowski o Bumanie

Reklama / Advertisement