Minister Gliński boi się pytań autora „Najwyższego Czasu!”. Kto ma monopol na interpretowanie „przejawów antysemityzmu”?

PAP/Jakub Kamiński

Podczas wizyty rządowej w Izraelu premier Szydło zadeklarowała „walkę z wszelkimi przejawami antysemityzmu”, którą to deklarację powściągnęła jednak przytomnie stwierdzeniem, że wzajemne stosunki polsko-żydowskie powinny „opierać się na prawdzie”. Pozostała jednak kwestia otwarta: kto będzie interpretował, co jest, a co nie jest „przejawem antysemityzmu”? W praktyce rządowej to kwestia kluczowa.

Odpowiedzi na to pytanie nie trzeba było długo oczekiwać. Udzielili jej niemal równocześnie: łódzka wkładka „Gazety Wyborczej”, piórem niejakiej Estery Fliger, i wicepremier, minister kultury, a zarazem poseł łódzki, Piotr Gliński, wraz z dyrektorem swego Biura Poselskiego, Włodzimierzem Domagalskim. Ale po kolei… We wrześniu ub. roku zasłużona łódzka Księgarnia im. gen. Stefana Grota-Roweckiego, szeroko znana z pozakomercyjnej działalności kulturowej i mocno wpisana w łódzki pejzaż kulturalny, objęta została (z mojej inicjatywy) patronatem biura poselskiego posła łódzkiego Piotra Glińskiego. Patronat wiązał się m.in. ze wsparciem finansowym dla jej pozakomercyjnej działalności (cotygodniowe spotkania autorskie, dyskusje, wymiana poglądów, dialog). Księgarnia współpracuje ze Stowarzyszeniem Robotników Chrześcijańskich w Łodzi.

Już po trzech miesiącach – w grudniu ub. roku – poseł Gliński cofnął swój patronat w następstwie donosu złożonego na tę zasłużoną księgarnię na łamach łódzkiej „GW”. Donos ten sugerował, że księgarnia „przejawiła antysemityzm”, a to w tej postaci, że zorganizowała ze mną spotkanie jako z autorem książki „Żydowskie lobby polityczne w Polsce. Geneza – historia – współczesność”. Dowodem na antysemityzm mój („moich poglądów” – jak napisano w donosie) było używanie w książce terminu „przedsiębiorstwo holokaust” (wprowadzonego do literatury politologicznej przez prof. Normana Finkelsteina, pochodzenia żydowskiego), moja uwaga o kreowaniu Kapuścińskiego przez „GW” i roli lobby żydowskiego w kreowaniu KOD – poczynione podczas spotkania autorskiego – oraz kilka rażąco kłamliwych zdań, nieudolnych i prymitywnie zmanipulowanych przez autorkę donosu, wziętych ni to z mojego spotkania, ni z własnego brudnego palca.

Taki to „przejaw antysemityzmu” skłonił posła-ministra kultury polskiej Piotra Glińskiego do wycofania swego patronatu nad zasłużoną dla Łodzi księgarnią. No dobrze, ale gdzie ta „prawda”, o której wspominała premier Beata Szydło?

Mijały dni… Wobec tej zaskakującej decyzji opartej na donosie, która wywołała w Łodzi dość powszechne oburzenie, w innych, poważniejszych mediach niż łódzka wkładka „GW” opisano sprawę rzetelnie: w „Warszawskiej Gazecie”, na portalach internetowych Kongresu Nowej Prawicy, na portalu internetowym Księgarni im. Stefana Grota-Roweckiego; ja też opisałem ją na swojej stronie internetowej.

„Przejaw antysemityzmu” został więc skonfrontowany z „prawdą”, o której wspominała premier Szydło. I co wynikło z tej konfrontacji? Podczas wizyty w Łodzi wicepremiera, ministra kultury i posła łódzkiego, Piotra Glińskiego, 16 stycznia br. (opłatkowe spotkanie z wyborcami) postanowiłem zapytać go wprost, czy wobec rzetelnego naświetlenia sprawy zmieni teraz swą decyzję o cofnięciu patronatu, czy go przywróci. Nie było to łatwe! Przerażony dyrektor biura poselskiego krążył wokół mnie i błagał, abym nie pytał o nic ministra Glińskiego, a najwyraźniej ostrzeżony przez dyrektora ochroniarz wicepremiera odpychał mnie i własnym ciałem zasłaniał mi dostęp do Glińskiego! Trwało to z pół godziny! Sytuacja stawała się operetkowo-groteskowa: przez pół godziny poseł Gliński udawał, że mnie nie widzi, chociaż przepychanie się z ochroniarzem i dyrektorem Domagalskim działo się pół metra od niego… Wreszcie, unikając wyborcy, który chciał z nim porozmawiać, uciekł przede mną na drugi koniec sali. Podczas tej półgodzinnej, iście gombrowiczowskiej sceny zapytałem ochroniarza: „Panie, chcę zamienić z posłem dwa słowa, pod samym pańskim nosem, czemu mnie pan odpycha?” – na co, ku mojemu zaskoczeniu, odparł: „Panie Marianie, ja wiem, kim pan jest, czytam pana, ale nie mogę”…
Widziałem go po raz pierwszy w życiu.

Wokół ludzie na sali dzielili się opłatkiem, rozmawiali ze sobą, składali sobie życzenia…

Nie chciałem jednak łatwo rezygnować z poszukiwania odpowiedzi na pytanie, kto ma decydować, co jest teraz „przejawem antysemityzmu”, i czy „prawda” p.premier Szydło w ogóle liczy się w tej kwestii… Udałem się tedy za p.posłem Glińskim w drugi koniec sali, gdzie uciekł przede mną i kontynuował długą rozmowę z szefem Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Łodzi. Spokojnie czekałem z tyłu na zakończenie rozmowy. Kto czeka – się doczeka! Gdy wicepremier wstał z krzesła i żegnał się ze swym rozmówcą, a ochroniarz na chwilę spojrzał w inną stronę – hyc, hyc, podszedłem szybko do wicepremiera-ministra-posła, dość zdecydowanie, i głośno poprosiłem o chwilę rozmowy. Zdaje się, że miał wielką ochotę czmychnąć, gdzie pieprz rośnie – ten strach w jego małych, chytrych oczkach… – ale było mu niezręcznie: przed nim zastawiał mu drogę ów interlokutor, z boku ochroniarz, ja podszedłem z tyłu… Musiałby uciekać ku scenie, gdzie było pusto – wszyscy widzieliby, jak wieje… Operetka jak u Gombrowicza!

Więc zapytałem od razu, czy zamierza zmienić swą decyzję teraz, gdy wyszła na jaw prawda – czy poprzestanie na donosie żydowskim z „GW”. Odpowiedział (cytuję): „Nie wchodzimy w politykę”. Zrozumiałem: kiedy na podstawie żydowskiego donosu, pomówienia o „antysemityzm” cofnął dotacje dla księgarni – to nie było „wchodzenie w politykę”. Teraz, gdy znając prawdę, miałby przywrócić patronat – byłoby to „wchodzenie w politykę”! Zdążyłem zadać mu jeszcze jedno pytanie: na jakiej podstawie uznał moje poglądy za „antysemickie”, jeśli ani nie czytał mojej książki – co przyznał – ani nie był na moim spotkaniu autorskim? Odparł (cytuję): „Pana książka ma tytuł z tezą”!

Zrozumiałem: wedle Glińskiego, tytuł „Żydowskie lobby polityczne. Geneza – historia – współczesność” zawiera w sobie „antysemicką tezę” , że… istnieje w Polsce żydowskie lobby polityczne! Dlatego spotkanie ze mną zorganizowane przez Księgarnię im. Stefana Grota-Roweckiego w Łodzi też było przejawem antysemityzmu i dlatego wicepremier-minister kultury, poseł łódzki Gliński cofnął swój patronat dla tej zasłużonej łódzkiej placówki kultury po donosie Esterki Fliger z łódzkiej wkładki „Gazety Wyborczej”…

Teraz już wiemy, jak w praktyce poselsko-ministerialnej Glińskiego mają się do siebie „prawda” premier Szydło i „przejawy antysemityzmu”, kto ma monopol na interpretowanie „przejawów antysemityzmu” – słowem: jak w resorcie kultury pod Glińskim traktowana będzie „prawda”, a jak pomówienia donosicieli z „Gazety Wyborczej”. I jedna jeszcze ważna sprawa: niech Pan Wicepremier, serdecznie proszę, nie wyciąga konsekwencji wobec swego ochroniarza za to, że „mnie czyta”, przynajmniej zanim gazeta żydowska nie zmusi Pana…

Gliński… Mały człowieczek o przerośniętych ambicjach?