Odtajnione akta IPN nie przyniosą żadnych sensacji. Prawda o naszej historii najnowszej pozostanie w cieniu

Archiwa IPN. Foto: Adrian Grycak
Reklama / Advertisement

Potwierdzają się nasze przypuszczenia – otwarcie archiwów IPN póki co nie wywołało trzęsienia ziemi i zdaje się już nie wywoła.

Zbyt długo te akta zbioru zastrzeżonego były utajnione przez co różne służby miały przez lata do nich dostęp. Przecież nawet teraz przed ich otwarciem dokonywały one weryfikacji, niektóre dokumenty nadal utajniając.

Czytaj więcej: Będzie polityczne trzęsienie ziemi? IPN opublikował wykaz dokumentów wyłączonych ze zbioru zastrzeżonego. Sprawdź listę nazwisk

Trudno więc oczekiwać, że bardzo zweryfikujemy naszą wiedzę na temat PRL, przemian na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych czy najnowszej naszej historii.

Prawdziwe tajemnice, naprawdę tajne akcje i najbardziej cenni agenci nie figurują w żadnych archiwach. Nie pozostał żaden pisany ślad. Albo nigdy tych spraw nie rejestrowano i działano ,,na gębę” albo te dokumenty już dawno zostały zniszczone przez służby PRL.

Inne cenne akta dzisiaj są w Moskwie a pewnie i w Waszyngtonie.

Teczki Wałęsy, które wdowa po Kiszczaku przekazała do IPN to najprawdopodobniej wierzchołek góry lodowej. Skoro Kiszczak trzymał u siebie dokumenty Wałęsy to równie dobrze mógł trzymać teczki Michnika czy Mazowieckiego.

A przecież inni oficerowie PRL-owskich nie byli gorsi. Oni także gdzieś w regałach albo w skrytkach na działkach trzymali teczki swoich pupilów. Pewnie przepadną tam na wieki.

A ile tajnych dokumentów mogło zostać sprzedanych obcym wywiadom?

Co ciekawe, otwieranie archiwów PRL-owskich od początku napotykało opór służb III RP.

Gdy powstawał IPN i wszystkie archiwa miały trafić do tej instytucji, służby specjalne zastrzegły sobie stworzenie wyodrębnionego tajnego zbioru. Jak uzasadniano miały tam trafiać dokumenty, których ujawnienie miało zagrażać bezpieczeństwu państwa. A o tym decydowały służby.

Okazało się, że tak stworzony zbiór jest ogromny.

Pytanie – czy rzeczywiście wszystkie te dokumenty zawierały treści, które miały by zagrozić bezpieczeństwu RP?

Już dziś możemy stwierdzić, że utajnianie tych akt przez wszystkie te lata z powodu rzekomego zagrożenia dla państwa było tylko zasłoną dymną.

Bo w jaki sposób temu bezpieczeństwu miało by zagrozić ujawnienie dokumentów związanych z inwigilacją przez służby PRL amerykańskiej agentki, która była oficerem kontaktowym Kuklińskiego? A takim odkryciem w odtajnionych archiwach pochwalił się wczoraj wiceszef Kolegium IPN Sławomir Cenckiewicz.

Czy tajne powinny być dokumenty pokazujące gry operacyjne służb PRL?  Albo dotyczące rozpracowywania przez nie zagranicznych dziennikarzy? Lub jakim sprzętem się posługiwali? Albo jakich agentów miały zagranicą? Takie tajne informacje, wiemy to dziś, zawierają akta.

Profesor Antoni Dudek twierdzi, że znając wiele dokumentów, które udało się mu wyciągnąć ze zbioru zastrzeżonego IPN, że żaden z nich nie zagrażał bezpieczeństwu państwa.

– To była nadgorliwość służb specjalnych, które z sobie jedynie znanych powodów nie chciały, by różne dokumenty zostały ujawnione. – twierdzi profesor.

A to oznacza, że służby specjalne działają dalece autonomicznie, poza kontrolą władz. I to musi budzić poważny niepokój.

Prawdy o PRL, czasach przemian czy najnowszej naszej historii żaden odtajniony zasób  nie ujawni. Co najwyżej jakieś poszlaki, cienie, niedomówienia. Niestety.

 

Reklama / Advertisement