Michalkiewicz: Seks i Polityka. Snobizm na aborcję. Nieustający dzień judaizmu

Sensacja goni sensację. Jeszcze nie ucichły echa koncertu „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy”, wzorowanej na niemieckiej akcji „Winterhilfswerk”, czyli „Pomoc Zimowa”, o której wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler mówił, że „poprzez tak widoczne demonstracje poruszamy sumienie naszego narodu i za każdym razem uświadamiamy wam, że należy uważać się za człowieka społeczności i nie unikać poświęceń”, jeszcze nie zostały powystawiane stosowne faktury, jeszcze trwa sztorcowanie niepokornych, którzy albo nie objawili odpowiedniego entuzjazmu dla „Jurka Owsiaka”, albo nawet odważyli się go skrytykować – a tu już internetowe portale lansują nowy styl, informując o gwieździe filmowej, która przeszczepiła sobie na usta wargi sromowe.

Dotychczas gwiazdy też próbowały upodobnić usta do dzikiej róży poprzez rozmaite botoksy, ale to jednak nie to samo, tym bardziej że rozmaici partacze fuszerowali robotę i ze stołu operacyjnego schodziły prawdziwe monstra, na widok których nawet najbardziej wyposzczeni panowie spiesznie się oddalali. Tymczasem nowy styl nie wymaga już żadnego uzupełniania botoksami, bo wszystko jest na widoku i każdy będzie mógł sobie wybierać wedle uznania. „Jeden malinę, drugi cytrynę uważa – niedzielny klient” – powiada poeta. Jestem pewien, że tylko patrzeć, jak w Salonie wytworzy się kolejny snobizm. Kolejny, bo – jak pamiętamy – najpierw był snobizm na molestowanie, najlepiej przez księdza – i dama, która nie była w dzieciństwie molestowana ani przez księdza, ani choćby przez wujka, nie miała po co pokazywać się w dobrym towarzystwie.

Ale molestowanie to jednak tylko molestowanie, więc wkrótce zapanował snobizm na gwałt. Któraż ze sławnych pań nie była zgwałcona, przynajmniej raz w życiu? Nie mówię o rekordzistkach, które gwałcono wielokrotnie i zbiorowo, niczym Bonżę ze słynnego poematu Janusza Szpotańskiego „Bania w Paryżu” – jak wiadomo Bonżę, która tak naprawdę nazywała się Zosia, trzystukrotnie zgwałciła w młodości sotnia Kozaków, od czego odczuwała ona nieustanny głód seksualny, z którego wyzwolił ją dopiero sierżant Służby Bezpieczeństwa Tadeusz Suwała, dzięki czemu udaremniony został zbrodniczy festiwal „Cichego Donu” we Francji, którą Sowieci pragnęli w ten sposób politycznie zdestabilizować.

Już choćby na tym przykładzie widać, jak wielka polityka splata się z seksem. Ale seks, jak wiadomo, często pozostawia po sobie niepożądane następstwa, toteż wkrótce narodził się snobizm na aborcje. Ambitne damy, jedna przez drugą, przechwalały się, ile to aborcji sobie zrobiły – oczywiście nie same, tylko angażując pierwszorzędnych fachowców – być może nawet tych samych, którzy wcześniej zapładniali je za pomocą szklanki – bo i z takim snobizmem zetknęliśmy się w naszym nieszczęśliwym kraju: „Mój syn urodził się z plemnika Rodryga Podkowy z pierwszej wyprawy krzyżowej, a z czego twój, ty pudernico, pozłacana kobielo żebracza?”. No a teraz te wargi – jeśli również z zarostem, to tylko patrzeć, jak pojawią się panie z zawadiacko podkręconymi wąsami, niczym u słynnego „stylisty”, pana Jacykowa, co to wraz z panią Horodyńską w stacji telewizyjnej TVN, którą podejrzewam o niebezpiecznie związki z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, uczy wytworne damy, jak mają się ubierać, no i oczywiście rozbierać.

W ten sposób rzeczywistość wyjdzie naprzeciw ideologii gender, według której różnice płci mają charakter umowny, a porzekadło „gdyby babcia miała wąsy…” całkowicie utraci swój dotychczasowy sens.

Czytaj dalej (kliknij)