Zdaniem Michalkiewicza Stare Kiejkuty odpowiadają za wypadki posła Wójcikowskiego i ministra Macierewicza

Stanisław Michalkiewicz fot Jan Bodakowski
Reklama / Advertisement

Najlepszy polski felietonista Stanisław Michalkiewicz w swoim najnowszym artykule „Wypadki chodzą po ludziach” opublikowanej na stronie autorskiej michalkiewicz.pl stwierdził, że za wypadki posła Wójcikowskiego i ministra Macierewicza odpowiadają odpowiadają Stare Kiejkuty czyli mafia powstała z byłych funkcjonariuszy WSI.

Według Michalkiewicza „jeszcze nie uleżała się ziemia na grobie posła Rafała Wójcikowskiego, co to zginął w wypadku drogowym, a tu o mało co w podobnym wypadku drogowym o mało co nie zginął znienawidzony minister Antoni Macierewicz”, który „nie tylko unieważnił przetarg na francuskie helikoptery „Carracal”, ale w dodatku ostatnio zaczął się odgrażać, że wprawdzie będzie kupował helikoptery i inne samoloty też – ale tylko amerykańskie?”

Według Michalkiewicza „poseł Rafał Wojciechowski aż takich interesów nie prowadził, ale podobno tuż przed wypadkiem odwiedzili go smutni panowie (– z jakiej „służby” – tego pewnie nieprędko się dowiemy, o ile w ogóle, bo przecież i pierwszorzędni fachowcy z policji i specjaliści z niezależnej prokuratury, a w najgorszym razie, gdyby już wszystkie inne bezpieczniki zawiodły – to jeszcze agenci poprzebierani w „śmieszne średniowieczne łachy” w niezawisłych sądach, przecież wiedzą, że wykrycie takich nieznanych sprawców maja surowo zakazane) którzy podobno mieli mu doradzić, by nie inwestował w pewną spółkę.

Ponieważ poseł Rafał Wójcikowski w dodatku wcześniej gmerał przy ustawie hazardowej, to wypadek, którego padł ofiarą, staje się nie tylko bardziej zrozumiały, ale i uzasadniony. Rzecz w tym, że – jak przecież chyba pamiętamy – ustawa hazardowa, której przedtem nie można było uzgodnić przez ponad dwa lata – po wybuchu „afery hazardowej”, której – jak się potem okazało – wcale „nie było” – została uchwalona w ekspresowym tempie w dwa tygodnie, a uważna lektura przekonuje, że skonfundowany ustawodawca oddał branżę hazardową Starym Kiejkutom, którzy nie pogardzą żadnym groszem – z prostytucji i hazardu też. (…)

Opisując działalność WSI Michalkiewicz przypomniał też o tym, że o wpływach WSI świadczy to że „pani Małgorzata Wassermann nie wpisała na listę świadków, których właśnie przesłuchuje sejmowa komisja badająca aferę Amber Gold, ani jednego generała, ani nawet jednego pułkownika. Nic zatem dziwnego, że musi kontentować się zeznaniami przebierańców, którzy na większość pytań odpowiadają: „nie wiem, nie pamiętam”, albo w ostateczności: – „ja, ludzie kochani, jestem niewinny!” Ostatnio wystąpił tam nawet pan Koziński, o którym myślałem, że już dawno umarł, a tymczasem – nie tylko żyje, ale nadal nadzoruje finanse, jak gdyby nigdy nic. Oczywiście on też „nie wie i nie pamięta” – w każdym razie – oficjalnie. Gdzież by tam ośmielił się coś wiedzieć, zwłaszcza „oficjalnie” Już tam ktoś starszy i mądrzejszy zaraz by mu przypomniał, skąd wyrastają mu nogi”!

Zdaniem Michalkiewicz wypadek „w którym uczestniczył znienawidzony minister Antoni Macierewicz” był bardzo prawdopodobny bo „jak bowiem pamiętamy, francuskie śmigłowce „Carracal” były kupowane wcześniej przez inne państwa – ale za cenę o połowę niższą, niż ta, której wymowni Francuzi zażądali od naszego nieszczęśliwego kraju. Podobno spowodowane było to dodatkowym wyposażeniem w postaci wodotrysków i innych atrakcji – w każdym razie w taki mniej więcej sposób próbowali wyjaśniać ten fenomen Zasrancen w rodzaju Wielce Czcigodnego Posła, a byłego ministra obrony, pana Tomasza Siemoniaka, z którego Stare Kiejkuty w sobie tylko wiadomym celu zrobiły człowieka.

Oczywiście nie ma najmniejszego powodu, by przejmować się tym, co mówi Wielce Czcigodny Poseł Tomasz Siemoniak, a nawet nie ma żadnego powodu, by tego słuchać, bo kto słucha, co mówi Wielce Czcigodny Pan Poseł Siemoniak, ten sam sobie szkodzi – bo prawdziwy problem polega na tym, że jeśli już wymowni Francuzi utracą nadzieję na profity z kontraktu na śmigłowce, to albo zaczną chlapać, kto ile pod stołem wziął i gdzie schował, albo może być jeszcze gorzej. Dlatego – jak przypuszczam – Najstarszy Kiejkut III RP, ryzykując dekonspirację, 16 grudnia ub. roku zjawił się pod Sejmem – bo czyż nie lepiej byłoby doprowadzić do zmiany rządu, niż oddawać łapówki?

Oddanie łapówek jest wszak już nie możliwe, bo szmalec został przepuszczony – kto wie, czy nie w Paryżu, gdzie żony, a nawet metresy mogłyby się obsprawić co najmniej podobnie, jak pan Waldemar Pawlak („panie Waldku, Pan się nie boi!”), kiedy po „nocnej zmianie” w 1992 roku nakupił sobie kaleson, skarpetek i podkoszulków, słowem – sprawił sobie fond de toilette. No, ale moment zaskoczenia został zaprzepaszczony i na zmianę rządu, a co za tym idzie – na jakieś rozliczenie z Francuzami liczyć nie można, więc w tej sytuacji nie było innego wyjścia, jak zorganizować wypadek drogowy z udziałem znienawidzonego ministra Macierewicza. W tej sytuacji do wyjaśnienia pozostaje tylko jedno – kto z ochrony pana ministra był wtajemniczony w szczegóły operacji i jakie miał zadania”.

Jan Bodakowski

O opiniach Michalkiewicza pisaliśmy w
Michalkiewicz: Owsiaka nadymają służby

Reklama / Advertisement