Lawrence W. Reed: Unijne dotacje są narzędziem kontroli przez Brukselę

Lawrence W. Reed, prezes amerykańskiej Fundacji Edukacji Ekonomicznej (Foundation for Economic Education), mówi w rozmowie z „Najwyższym CZASEM!”, że unijne dotacje są narzędziem kontroli przez Brukselę i jeśli nie jest się przygotowanym na ograniczenie własnej suwerenności, nie powinno się brać tych pieniędzy.

Czy Unia Europejska jest tworem bardziej prowolnościowym, czy antywolnościowym?

Myślę, że Unia Europejska staje się coraz mniej wolnościowa, a coraz bardziej propaństwowa. Niestety to tendencja, którą przewidziała Margaret Thatcher. Mamy do czynienia ze wzrastającą koncentracją władzy i biurokracji Brukseli i jak sądzę, rosnąca liczba państw członkowskich odczuwa, że Bruksela wywiera na nie (lokalnych ustawodawców) coraz większy nacisk. Zgadzam się z tym poglądem. Obawiam się, że Unia Europejska, która zaczynała z pewnymi szlachetnymi intencjami – łączenie ludzi, wolność przemieszczania się ludzi i towarów itd. – staje się rodzajem superpaństwa i długoterminowo uważam, że może być większym zagrożeniem dla wolności, niż jej założyciele mogli kiedykolwiek się spodziewać.

To jaka będzie przyszłość Unii Europejskiej?

Przypuszczam, że jej dni są policzone. Może jestem w zdecydowanej mniejszości, ale uważam, że nieuchronnie dojdzie do jakiegoś rodzaju upadku i prawdopodobnie do zupełnej renegocjacji podstaw [traktatów unijnych – przyp. T.C.]. Może dojdzie do załamania się wszystkich powiązań. Wystarczy, że jeden czy dwa duże kraje członkowskie, takie jak Francja, wyjdą, a wszystko się zawali. Francuskie wybory [prezydenckie – przyp. T.C.] w 2017 roku mogą być decydujące dla Unii Europejskiej. Jeśli Francja będzie chciała wystąpić na wzór „Brexitu”, nie widzę możliwości, żeby Unia Europejska przetrwała. Nie sądzę, żeby Unia istniała za 10-20 lat.

Nie uważa Pan, że unijne dotacje to rodzaj centralnego planowania?

Tak. To pokazuje, w jaki sposób Unia Europejska myśli i działa, przynajmniej na poziomie Brukseli. To jest skłonność do centralnego planowania w imię uniformizacji ponad granicami, ale centralne planowanie jest nawet trudniejsze, jeśli robi się je ponad międzynarodowymi granicami, kiedy mamy do czynienia z różnymi zwyczajami, ludźmi. To znacznie trudniejsze niż gdyby się to robiło w ramach jednego homogenicznego państwa. Dlatego uważam, że jeśli projekt będzie kontynuował skupianie się na planowaniu europejskiej gospodarki z jednego miejsca, z Brukseli, to zostanie skazany na problemy i prawdopodobnie upadnie.

Czyli upadek Unii Europejskiej jest raczej nieuchronny…

Tak, uważam, że tak może się stać. Najpierw może dojść do różnego rodzaju kryzysów, takich jak kryzys walutowy, czy w dużych państwach może dojść do sytuacji podobnych do „Brexitu”.

Co w takiej sytuacji powinni robić wolnościowcy?

Uważam, że wolnościowcy powinni myśleć do przodu, bo ludzie wtedy będą zadawali pytanie: OK i co teraz? Jeśli nie Unia Europejska, to co? Jak utrzymać pokój i stosunkowo wolną gospodarkę? Wolnościowcy już teraz powinni siać ziarno pod wolną Europę. Nie chodzi o unię polityczną, a o unię gospodarczą. W kierunku takiej przyszłości wolnościowcy powinni pracować. Można to robić poprzez edukację, poprzez spowodowanie, by ludzie rozumieli, że mniejszy rząd, mniej regulacji, większa wolność przemieszczania się ludzi i towarów jest właściwą drogą. Jeśli wystarczająca liczba ludzi to zrozumie, to kiedy Unia Europejska upadnie, może zostanie utworzone choć jedno państwo bez polityki protekcjonistycznej.

Jaki jest sens unijnych dotacji w sytuacji, kiedy żeby dostać pieniądze, najpierw trzeba je wpłacić do unijnego budżetu? Problem polega na tym, że kiedy bierze się pieniądze z dotacji, trzeba do nich dodatkowo dopłacać.

Zawsze są dodatkowe zobowiązania, kiedy przyjmuje się pieniądze z jakiegoś źródła. Ceną jest większa kontrola, większe opodatkowanie, więc jeśli jakieś państwo chce być od tego niezależne, musi powiedzieć, że nie chce tych pieniędzy [unijnych dotacji – przyp. T.C.]. Rozumiem dylemat [że niezależnie od (nie)brania dotacji, trzeba płacić składkę unijną – przyp. T.C.], ale dotacje i świadczenia są zwykle narzędziem kontroli przez Brukselę. To trudna sprawa i każdy kraj powinien podjąć własną decyzję [czy brać dotacje – przyp. T.C.], ale dopóki nie jest przygotowany na dopuszczenie do ograniczenia własnej suwerenności, nie powinno się brać tych pieniędzy.

Dziękuję za rozmowę.