Leszek Żebrowski za krytykę ruskiej agentury pomawiany o współprace z SB

Wypowiedzi znanego popularyzatora historii Leszka Żebrowskiego na temat środowisk pro rosyjskich wywołały w tym środowisku histeryczne ataki na Żebrowskiego. Ostatnio jest on pomawiany o współprace z SB. Do nagonki i pomówień Żebrowski odniósł się na swoim Facebooku.

W najnowszym wpisie na Facebooku Leszek Żebrowski stwierdził, że:

„W związku z zaśmiecaniem (kopiowaniem i wklejaniem wielokrotnie tych samych rzeczy w ramach rzekomo „dyskusji”) na mojej fp przez wyznawców tzw. Jabłonow-szczyzny, oraz stosowaniem wulgarnych inwektyw zamiast jakichkolwiek argumentów, zmuszony jestem ograniczyć ich radosną tfu-rczość przez blokowanie kont (w tym bardzo licznych fejków). Wielokrotnie wzywałem do zachowań kulturalnych i oczywistej dyscypliny, czyli trzymania się tematu dyskusji.

Aby nie być posądzonym o niecne praktyki „ukrywania” przeze mnie rzekomych dowodów współpracy z SB, odsyłam do adresu niejakiego Macieja Gawlikowskiego z Krakowa
(https://www.facebook.com/maciej.gawlikowski?fref=ts).

Zamieścił on wyłącznie bardzo selektywne materiały na mój temat (przezornie opuszczając m.in. te, które mają inną wymowę, niż pożądaną przez niego) i są nadal radośnie powielane w internecie, głównie przez anonimowe środowiska lewackie a ostatnio również przez jabłonomitów.

Tu przy okazji wyjaśniam postawę M. Gawlikowskiego. Otóż w książce „Paszkwil Wyborczej” zamieściłem wzmianki o peerelowskiej twórczości „historycznej” Leszka Moczulskiego z lat 60-tych, gloryfikującego tzw. Gwardię Ludową (późniejszego wodza KPN, którego Gawlikowski jest do dziś bezkrytycznym wielbicielem). Z tego powodu w 2010 r. zostałem określony przez Gawlikowskiego jako „funkcjonariusz partyjny”. Wtedy jednak, gdy moi znajomi zaczęli go dopytywać o źródło takiej wiedzy, wycofał się rakiem, wpisy skasował a do mnie zadzwonił z przeprosinami.

Jest jeszcze jeden samozwańczy lustrator, posługujący się kryptonimem „lustratorpolski”. To niejaki Marek Mądrzak. Nie wiem, dlaczego przybrał taki kryptonim (niezgodny z polską pisownią). Ale mogę się domyślać… Na szczęście nie chodzi (jeszcze) po mieście w mundurku. Ten, zamiast fotografować lub skanować, cierpliwie przepisuje co popadnie (ale też nie wszystko) – wzorem średniowiecznych kopistów, choć mamy epokę natychmiastowych zapisów cyfrowych. Robi to być może dlatego, że w ten sposób można treścią przytaczanych przez niego pism odpowiednio manipulować i to w sposób szczególnie rażący, np. „myląc” daty…

Zajął się też moim ś.p. Ojcem. Nic mu z jego lustracji nie wyszło, ale przytaczając ubecko-esbeckie ustalenia pokazał bezwiednie, że nawet na elementarnym poziomie, w zakresie danych osobowych i elementów życiorysu ubecy po prostu pisali, co chcieli a prawda była daleko, bardzo daleko.

Moją sprawą zajmuje się obecnie sąd. Nie wiem, ile to potrwa, zmuszony jestem czekać na finał, ale jestem cierpliwy i spokojny. W przeciwieństwie do tych osób, które cierpią na biegunkę umysłową”.

Jan Bodakowski

O działalności Leszka Żebrowskiego pisaliśmy w
Po publikacji w „Najwyższym Czasie!” Leszek Żebrowski nękany pogróżkami przez środowiska prorosyjskie