Kanclerz Niemiec przybywa do Warszawy. Kaczyński i Merkel – małżeństwo z rozsądku z Unią w tle

Kanclerz Angela Merkel i Kaczyński. / Foto: PAP
Reklama / Advertisement

 Będę musiał powiedzieć pani kanclerz, że Niemcy powinni się zdecydować co do charakteru stosunków z Polską, bo nie można naraz Polski atakować, od czci i wiary odsądzać, i jednocześnie liczyć na to, że te stosunki będą dobre – mówił całkiem niedawno Jarosław Kaczyński.

No i zdaje się kanclerz Angela Merkel wybrała. Przybywa jutro do Warszawy, by zabiegać o dobre stosunki z Warszawą by ratować upadajacą Unię Europejską. Tak, to kanclerz Niemiec będzie zabiegać o życzliwość strony polskie, bo jej sytuacja jest trudna i robi się coraz trudniejsza. Na polu polityki zagranicznej Unia Europejska, której motorem napędowym i głównym beneficjentem były Niemcy przechodzi najpoważniejszy kryzys od momentu powstania. Wielka Brytania wypięła się na Unię. We Francji Maryna Le Pen zapowiada, że gdy zostanie prezydentem, wycofa Francję ze strefy euro, stawiać będzie na wartości narodowe, doprowadzi do wystąpienia Francji z NATO i szukać będzie zbliżenia z Rosją. A Unia Europejska bez Francji nie ma sensu. Tylko jako nieco drobniejsze zagrożenia należy traktować pojawiają się głosy domagające się wystąpienia ze strefy euro Włoch czy rosnąca popularność w Holandii Geerta Wildersa, który uprawia ostrą antyislamską i antyunijną retorykę.

Nie brakuje jej powodów do zmartwień także z powodu polityki wewnętrznej.

Czytaj więcej: Wzrost poparcia dla partii Martina Shultza. Angelę Merkel musiała rozboleć głowa 

Kanclerz spotka się z premier Beatą Szydło, weźmie udział w kilku, tak oczywistych przy takich okazjach mniej czy bardziej ceremonialnych wydarzeniach. Ale najważniejsze będzie spotkanie z ,,nadpremierem” (jak go określa jedna z niemieckich gazet) Jarosławem Kaczyńskim.

Ale i Jarosławowi Kaczyńskiemu to spotkanie jest bardzo potrzebne. Wykaże ono, że nie ma mowy o izolacji Polski i  jego osobiście. Poza tym. Kaczyński, który bywa mocno krytyczny wobec Unii musi się bać panicznie jej rozpadu.

Lider PiS mocno wierzy, że Rosja zagraża Polsce a tymczasem nie wiadomo jaką politykę wobec odradzającego się mocarstwa będzie prowadził Donald Trump. Na dodatek prezydent USA zapowiada, że zrewiduje relacje USA – NATO i będzie oczekiwał, że kraje paktu więcej się będą przykładać do zapewnienia samym sobie bezpieczeństwa, począwszy od zwiększenia nakładów na armię. Co prawda z Waszyngtonu płyną też zapewnienia, że Europa nie zostanie sama ale to mogą być tylko słowa.

Wali się też tak wymarzona jeszcze przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego koncepcja Polski jako regionalnego lidera, grupującego wokół siebie państwa naszego regionu. Miałby ten blok stanowić zaporę wobec zakusów Rosji i jednocześnie być siłą w Europie, z którą musiały by się liczyć choćby Niemcy. Tę koncepcję przejął Jarosław Kaczyński.

Ale po pierwsze – nie mamy armat. Dosłownie. Polska jest słaba militarnie. Nie jest też potęgą gospodarczą.

Po drugie – nikt nie jest zainteresowany by nasz kraj był dla niego liderem. Oceniają, że Polska nie im nic do zaoferowania. Wolą orientować się choćby na Niemcy. Albo i na Rosję.

No właśnie. Osią owej koncepcji miała być relacje Warszawa – Budapeszt. Tymczasem Orban stawia na dobre relacje z Moskwą. No bo co może uzyskać od Warszawy? Kilka miłych słów o tradycyjnej przyjaźni? Od Putina może dostać choćby elektrownię atomową. Dla Kaczyńskiego jest to sytuacja nie do przyjęcia.

Należy też spodziewać się pogorszenia się relacji z Ukrainą. Wyborcy PiS coraz częściej protestowali mniej czy bardziej głośno przeciwko temu, że sam Kaczyński czy przedstawiciele rządu hołubią Ukrainę a tymczasem odradza się tam, usankcjonowany przez władze centralne kult Bandery i UPA. Kaczyński musiał wreszcie zareagować – oświadczył niedawno, że Ukraina z Banderą do Europy nie wejdzie. Oznacza to, że Polska przestaje być adwokatem naszego wschodniego sąsiada. Zresztą z Ukrainy i tak nie byłby żaden poważny sojusznik.

Nie ma co wiele pisać, że takie Czechy nie traktują Polski poważnie a nawet mała Litwa gra na nosie władzom w Warszawie, od lat nie realizując należnych praw mniejszości polskiej.

Kaczyński nie ma wyboru. Merkel spada mu jak z nieba. Oczywiście fakt rozmów z kanclerz Niemiec propaganda pisowska i okołopisowska odpowiednio nagłośni a lider PiS zostanie okrzyknięty europejskim mężem stanu. A przez następne lata Niemcy będą dla Polski najważniejszym, żeby nie powiedzieć jedynym, poważnym partnerem.

Merkel też to wykorzysta, bo bardzo jest jej potrzebny sukces. Kandyduje po raz kolejny w wyborach a wynik jest bardzo niepewny. Mocnym argumentem ze strony Merkel było by pokazanie Niemcom, że kryzys w UE został zażegnany albo przynajmniej nie pogłębia się. A do tego okazuje się jest potrzebna Polska.

W ten sposób rzekomo antyunijny Kaczyński i poobijana Merkel stanowić będą potrzebną sobie parę, choć z daleka widać, że to małżeństwo z rozsądku, nie z wielkiej miłości.

 

Reklama / Advertisement