Foto: PAP
Reklama / Advertisement

Wypadek kolumny wiozącej premier Beatę Szydło rodzi wiele pytań, tym bardziej, że to kolejne podobne zdarzenie z udziałem BOR – przypomnijmy wypadki prezydenta Andrzeja Dudy i ministra Antoniego Macierewicza. Pojawiają się też informacje i opinie, które w zupełnie innym świetle pokazują wypadek, niż robią to przedstawiciele BOR. 

Jedna z takich informacji, to taka, że kolumna jechała bez kogutów.

Jeden ze świadków powiedział mi, że te samochody jechały z włączonymi światłami, ale bez włączonego sygnału – mówi o wypadku z udziałem premier Beatą Szydło, redaktor naczelny portalu „Fakty Oświęcim” w rozmowie z Wirtualną Polską.

Paweł Wodniak powiedział, że po przybyciu na miejsce zdarzenia udało mu się porozmawiać z osobą, która widziała, jak doszło do zderzenia samochodu Seicento z limuzyną premier Szydło.

– To jest osoba, która wyjrzała przez okno ponieważ usłyszała huk – tłumaczy, dodał też, że zdaniem tego świadka, samochody z kolumny premier Szydło nie miały włączonego sygnału dźwiękowego.

Te informacje stoją w sprzeczności z wypowiedzią rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie Sebastiana Golenia, że kolumna pojazdów rządowych używała świateł oraz sygnałów dźwiękowych podczas przemieszczanie się ulicami Oświęcimia. Podobnie wypowiada się BOR.

To kolejna niepokojąca informacja dotycząca okoliczności wypadku z udziałem premier Beaty Szydło. Mnożą się pytania.

Dlaczego kolumna wybrała drogę przez dość duże miasto? Wiadomo, że w mieście prawdopodobieństwo wypadku jest większe.

Czy samochód, którym przemieszcza się tak ważna osoba był przystosowany do swojej roli? Nawet wstępne oględziny samochodu rozbitego na drzewie sugerują, że nie różnił się on specjalnie od seryjnych samochodów tej marki. Gdyby był przystosowany, zniszczenia były by znacznie mniejsze a pani premier bardziej cała. A małe Seicento zostałoby zmiecione z drogi.

Czy premier Szydło miała zapięte pasy? Prawdopodobnie nie, bo inaczej nie odniosła by obrażeń.

Docierają też opnie, że kierowca wiozący naszą premier był mało doświadczony, choć przedstawiciele BOR twierdzą co innego.

Tymczasem z kręgu oficerów BOR dochodzą opinie, że wypadek był skutkiem nieprzestrzegania procedur i ogólnie bałaganu. 

Jak twierdzą, feralnego dnia z grafiku wypadło dwóch najbardziej doświadczonych kierowców.
Jeden był na zwolnieniu a drugi przekroczył limit 160 godzin jazdy w miesiącu. I to poważnie, bo wyjeździł 200 godzin. Zapadła decyzja, że pancerne audi A8 będzie prowadził funkcjonariusz, który zwykle nie jeździ z premier, ale w jednym z dwóch samochodów ochronnych. Nie ma on odpowiednich szkoleń. Panuje opinia, że w grupie ochronnej pani premier jest za mało doświadczonych kierowców i są oni za bardzo obciążeni pracą.

Po Smoleńsku politycy się nie nauczyli, że trzeba szanować procedury dotyczące bezpieczeństwa – twierdzą oficerowie. Dotyczy to zarówno poprzedniego, jak i tego rządu.

Przykład? BOR-owcy pracują od rana, a wieczorem VIP nagle oświadcza, że chce jechać do domu kilkaset kilometrów od Warszawy. Wtedy muszą sobie załatwić zamianę. Jeden woli jednak udowodnić ochranianemu, że jest zdolny do pracy po godzinach, bo liczy na pomoc w staraniach o awans. Inny chce pokazać, że jest hardy, nie chce wieczorem ściągać kolegi i woli sami jechać. Może znowu się uda.

 Czytaj więcej: Kontrowersyjna wypowiedź b. szefa BOR. Gen. Janicki o wypadku premier Szydło. Zawinił kierowca samochodu ochronnego

Może się znowu uda 

Jeden wypadek – choćby z udziałem prezydenta, gdy w samochodzie pękła opona (okazało się, że była już dość zużyta i nigdy nie powinna była być zainstalowana w jakimkolwiek samochodzie a cóż dopiero w takim) – już powinien spowodować reakcję wykluczającą podobne zdarzenia w przyszłości. A tymczasem mamy dwa kolejne wypadki i to w krótkim odstępie czasu – ten z Macierewiczem i teraz ten w Oświęcimiu. To nie jest już kwestia przypadku. Tu coś mocno nie gra. Zdaje się, mamy do czynienia z dużym bałaganem i niekompetencją. Tak działa BOR, który powinien być dla innych wzorem. A jak to wygląda gdzie indziej?

Jeśli tak funkcjonuje elitarna służba, to mamy prawo sądzić, że nasze wojsko funkcjonuje nie lepiej. A może nawet gorzej, bo jednak BOR jest bardziej widoczny – choćby dzięki takim skandalom jak dzisiaj. A jak jest w armii? Nikt nie wie nic, ale przypuszczenia mogą być jak najgorsze. Wierzchołkiem góry lodowej była katastrofa lotnicza w Mierosławcu w 2008 r., w której zginęli wysocy oficerowie wojska lotniczych, wracający z ważnej konferencji. Jakiej? Na temat bezpieczeństwa lotów.

Wypadki te uprawdopodobniają też tezę, że katastrofa w Smoleńsku była skutkiem bałaganu, nie przestrzegania procedur i jakże polskiego ,,może się znowu uda”. 

Czytaj więcej: Premier Szydło doleciała do szpitala w Warszawie. Błaszczak zwołał pilną naradę z BOR

Czytaj więcej: Dariusz Loranty. Kolizja samochodu, którym jechała premier nie ma drugiego dna [WYWIAD]

Reklama / Advertisement