„Polskie obozy”. Polityczna gra z Holokaustem w tle

Prof. Marek Jan Chodakiewicz, fot. PAP/Paweł Kula
Prof. Marek Jan Chodakiewicz, fot. PAP/Paweł Kula
Reklama / Advertisement

Poproszono mnie niedawno o opinię na temat propagandowej kliszy rozplenionej na Zachodzie – dotyczącej tzw. polskich obozów koncentracyjnych. Mówiłem i pisałem o tym wielokrotnie. Ale teraz następują pewne zmiany. Ludzie zaczynają się oddolnie ruszać, a i władze państwowe nie są już sympatycznie czy nawet obojętnie nastawione do tej potwarzy.

Pytanie 1: Czy słyszał Pan o zorganizowanej przez polskich internautów akcji „GermanDeathCamps”? Chodzi o przeprosiny niemieckiej telewizji ZDF za użycie sformułowania „polskie obozy”. Przeprosiny skierowane są do byłego więźnia Auschwitz, Karola Tendery, który wywalczył je w sądzie. Niemiecki nadawca publiczny opublikował je jednak w mało widocznym miejscu. Internauci zamieszczali na stronach ZDF wpisy z hasztagami „GermanDeathCamps”. Niemiecka telewizja nazwała takie posty „spamem”, a ich autorom groziła blokadą.

MJC: Tak, słyszałem. Świetnie, że pospolite ruszenie działa. Wygląda na to, że niektórych jego przedstawicieli znam – gościli mnie w Wielkiej Brytanii, gdzie miewam wykłady. Teraz warto sprofesjonalizować to: podać do sądu, zrobić pikiety, wyprodukować filmiki dla YouTube (miniprasówki i kreskówki) oraz poważne dokumenty na temat źródła uprzedzeń wyrażających się w określeniu „polskie obozy”. A jak to nie pomoże, to jest przecież możliwość pikiety, bojkotu, a nawet cyberuderzenia przeciwko szkalowaniu. Jestem pewien, że wśród pospolitego ruszenia są też i hakerzy. Najlepiej w takich jurysdykcjach, które nie deportują za cyberataki do krajów poszkodowanych. Proszę pamiętać o tzw. public diplomacy, czyli metodzie przemawiania ponad głowami rządu wprost do obywateli, oraz o tzw. people diplomacy, czyli o możliwości zaapelowania przez aktywistów oddolnej inicjatywy wprost do obywateli państwa, w którym te bezeceństwa bezkarnie się dzieją. Nawet do Niemców.

W obecnej chwili w RFN powrócił popularny stereotyp Lügenpresse, czyli łże-prasy. Wielu Niemców jest przekonanych, że media kłamią. Szczególnie widoczne było to po serii gwałtów i molestowań seksualnych w noc sylwestrową 2015/2016 w Kolonii. Media nabrały wody w usta; władze zresztą też. Trzeba Niemcom dostarczyć dowodów, że media niemieckie kłamią również o Polsce. Nie będzie to tak popularne jak kłamstwa o muzułmańskich imigrantach, ale polska narracja ma szanse wpisania się do wzorca narracji o niemieckiej łże-prasie, a więc coś tam się przebije. Naturalnie inną narrację trzeba stosować w każdym z krajów docelowych – czy to w Danii, czy Wielkiej Brytanii, czy Holandii bądź Francji, nie mówiąc już o USA. Stąd powinni to robić tamtejsi Polacy, a rodacy znad Wisły powinni przyłączyć się do takich akcji jak zagon Lisowszczyków! Po prostu bić w ten sam bęben wytyczony w każdej z docelowych jurysdykcji. Dostosowywać narrację do okoliczności i wymagań – i wspólnie po oczach. Można naturalnie wszystko dozować: na przykład najpierw krótkie i kulturalne listy oraz apele z prośbą o sprostowanie. A jak nie zadziała, to totalna ofensywa wielopoziomowa.

Czytaj dalej (kliknij)

Reklama / Advertisement