Kiedyś wydawało się, że po wejściu do Sejmu Samoobrony już gorzej być nie może… A jednak!

Reklama / Advertisement

Jak wiadomo, różnica między pesymistą a optymistą polega na tym, że pesymista powiada: już gorzej być nie może! – podczas gdy optymista mu odpowiada: może, może! Kiedy do Sejmu weszli gromadą Umiłowani Przywódcy z Samoobrony, wydawało się, że już gorzej być nie może.

Okazało się jednak, że był to pogląd nadmiernie pesymistyczny, bo oto dzisiaj mamy w Sejmie posłów Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, a i sporą grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Umiłowani Przywódcy z Samoobrony, wśród których, oprócz oczywiście tak zwanych knurów, co to molestowali ozdobę rodzaju ludzkiego w osobie pani Anety Krawczykowej, byli jednak wpływowi mężowie stanu, w rodzaju mojego faworyta posła Filipka, który zasiadał nawet w Parlamencie Europejskim, i wyrobione politycznie damy, co to znały nawet samego „pana Onana Kofana”, podtrzymywali rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego – oczywiście do czasu. Konkretnie: do momentu, w którym premier Kaczyński zrozumiał, że kontynuowanie koalicji z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin wzmacnia polityczne te ugrupowania, które w przyszłości mogą zagrozić dominacji PiS-u.

Toteż taktownie ustąpił miejsca Platformie Obywatelskiej, przy której tak się napracował pan generał Gromosław Czempiński, odbywając liczne rozmowy i bliskie spotkania III stopnia. Pan mecenas Roman Giertych do dziś nie może mu tego wybaczyć i jestem przekonany, że w dążeniu do przejścia na jasną stronę Mocy i uzyskania akceptacji Salonu gotów jest nawet na drobną operację chirurgiczną, której szczęśliwie nie musi ryzykować książę-małżonek, bo wkupił się w łaski starych kiejkutów skwapliwą gotowością do „dorżnięcia watahy”, a w łaski Naszej Złotej Pani – złożeniem „hołdu pruskiego”. Ale on też zawzięty jest na prezesa Kaczyńskiego, chociaż jeszcze bardziej na złowrogiego Antoniego Macierewicza. „Coś ty Atenom zrobił Sokratesie!” – chciałoby się zawołać na widok takiej zapamiętałości księcia-małżonka.

Ludzie mówią, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, których rzeczywiście przy dostawach dla wojska sporo gdzieś się zapodziewa, co znalazło nawet wyraz w literaturze. Jak wiadomo, Stanisław Wokulski z „Lalki” dorobił się właśnie na dostawach dla wojska, a konkretnie: na dostawach mąki, która podobnież była tak dobra, że przed żołnierzami, którzy choćby tylko skosztowali chleba z mąki dostarczonej przez Wokulskiego, każdy wróg pierzchał, gdzie pieprz rośnie. Ale kto by tam słuchał, co ludzie mówią; wiadomo, że gadają, co im ślina na język przyniesie, a poza tym nie o to chodzi, by rozdrapywać tu stare rany.

Wprawdzie książę-małżonek – jak powiadają złośliwcy – wylądował na emeryturze w waszyngtońskim Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, jednak związków z naszym nieszczęśliwym krajem nie zerwał, bo nie ma dnia, żeby nie chłostał na Twitterze błędów i wypaczeń prezesa Kaczyńskiego oraz rozmaitych jego kolaborantów i wyznawców. Gdyby tak oceniać ten cały waszyngtoński think tank po działalności księcia-małżonka, to można by dojść do wniosku, że Ameryka nie ma w Europie większych zmartwień niż prezes Kaczyński, a nawet niż jakaś pani Paczuska z rządowej telewizji.

Jeśli książę-małżonek właśnie w taki sposób „wzbogaca” wiedzę waszyngtońskiego instytutu „o Europie”, to lepiej rozumiemy przyczyny, dla których w europejskiej polityce Stanów Zjednoczonych dzieje się tyle zdumiewających rzeczy. Warto dodać, że książę-małżonek jest namiętnym kolekcjonerem odznaczeń i z tego powodu – bo chyba niestety tylko z tego – można go porównać do generała Raula Salana, który był nazywany le plus décoré de tous les généraux en France. Bo poza tym generał Salan… – no, mniejsza z tym.

Czytaj dalej (kliknij)

Reklama / Advertisement