Korwin-Mikke na Dzień Kobiet: Matematyka nierówności

Janusz Korwin-Mikke.

Być może tego nie widać – ale nie noszę biustonosza. Nie mam po prostu biustu. Jest to swoiste kalectwo – nie mogę bowiem karmić dzieci (chyba że na wzór pelikana…). Co prawda istnieją kobiety mające jeszcze mniejsze piersi ode mnie – ale generalnie przyjmuje się, że mężczyźni mają piersi znacznie mniejsze.

Ale przecież mężczyźni nie czują się z tego powodu jakoś pokrzywdzeni przez Pana Boga ani Naturę. Nikt też im tego nie wytyka. Jest to oczywiście jakiś defekt – ale trudno: Bozia nie dała – i tyle.

Dokładnie to samo jest z kobiecą inteligencją. To znaczy z inteligencją mniejszą niż męska. Przez tysiące lat kobiety się tym nie przejmowały, mężczyźni im tego nie wytykali – i, szczerze pisząc, woleli brać na żony kobiety mniej inteligentne. Jak wiadomo, dowcipy o blondynkach wymyślają brunetki; w długie, samotne wieczory…
Tym samym inteligencja jest dla kobiety raczej obciążeniem – podobnie jak dla mężczyzny obciążeniem byłoby posiadanie piersi. To znaczy: można by to niby do czegoś wykorzystać – ale…

W związku z tym kobiety inteligentne udawały mniej inteligentne, niż są – podobnie jak mężczyźni starają się raczej zamaskować zbyt obfite wzgórki w okolicy sutek. Jest to dla nich bardzo korzystne! Z dokładnie tych samych powodów podręczniki dla handlowców zalecają im udawać lekkich tępaków – dzięki czemu kontrahent często nieopatrznie odsłoni się z jakimś zamierzeniem. I kobiety z tego obficie korzystały, manipulując mężczyznami na zasadzie: „Mąż jest głową – a kobieta szyją, która tą głową kreci”.

Było to, powtarzam, bardzo wygodne. Również z tego względu, że jeśli kobieta zrobiła błąd, to po prostu mówiła: „Oj, ja głupiutka znów się pomyliłam!” – a mężczyzna kiwał głową ze słowami: „Długie włosy – krótki rozum” i naprawiał ten błąd bez narzekania.

Dlatego nikt dawniej nie wyzywał kobiet od „idiotek” – z dokładnie tych samych powodów, dla których nikt mężczyzn nie wyzywa od „bezpiersiastych”. Kobieta była ideałem, który się zdobywało – a jej zadaniem było mężczyznę oczarować swym wdziękiem.

A każdy zakochany powie, że nic tak nie niszczy romantycznego nastroju jak nieopatrzne użycie zimnej logiki! Jak było trzeba, to do wkładania tobołów na górne półki, do dźwigania ciężarów, do rozwiązywania problemów matematycznych – kobiety miały mężczyzn. A mężczyźni ochoczo się tym popisywali.

Niestety, Lewica w szlachetnym zapale burzenia „patriarchalnego społeczeństwa” po kolei niszczyła „stereotypy”. W nowoczesnej bajce wilk powinien być dobry! Otóż jest bardzo wiele powodów, dla których wygodnie jest posługiwać się stereotypem, że kobiety są mniej (tak naprawdę niewiele mniej – w różnych narodach to od 2 do 6 pkt IQ) inteligentne od mężczyzn. Tych powodów nie trzeba nawet znać – choć podejmuję się znaleźć ich więcej, niż wymieniłem powyżej. Po prostu: jeśli tak się uważało we wszystkich kulturach, to widocznie jest ku temu jakiś powód…

Niestety, Lewica na to miejsce wprowadziła odwrotny stereotyp: „Kobiety są takie same jak mężczyźni” – i spowodowała tym sporo nieszczęść. Jak wiadomo, pierwszymi ofiarami niewczesnych reform są najsłabsi. Kiedyś kobieta, jeśli ni w ząb nie rozumiała matematyki poza arytmetyką, zupełnie się tym nie przejmowała. Kobiety zresztą liczą bardzo sprawnie; mają kłopoty z matematyką, gdy przechodzi ona w sferę abstrakcji – gdy mówi się np. o „funkcjach”. Kobiety są bardzo praktyczne – a przecież nikt nie widział nigdzie żadnej „funkcji”…
W wyniku czego nieszczęsne dziewczęta męczą się w szkołach, udając przed nauczycielami, że coś rozumieją (to warunek wystawienia oceny…) – i co więcej, myślą, że „To tylko ja jestem taką idiotką – a wszystkie kobiety na pewno to rozumieją, bo przecież są równe mężczyznom…”

No i nazywane są „idiotkami”.

Jeśli podnoszę ten temat, to dlatego, że musimy dokonać w Polsce zasadniczej zmiany. A zmianą absolutnie niezbędną dla uzdrowienia Polski jest likwidacja koedukacji; wprowadzenie różnych programów: dla dziewcząt opartego na wykorzystaniu kobiecej pamięci – dla chłopców opartego na zimnej logice. Dopiero niedawno zresztą dowiedziałem się prawdy o koedukacji – bo zawsze sądziłem, że szkoły męskie mają poziom wysoki, natomiast żeńskie zapewne niższy niż koedukacyjne.

Tymczasem badania pokazały, że szkoły żeńskie też mają poziom wyższy niż koedukacyjne. Program mieszany nie pasuje do nikogo! Ani chłopcy, ani dziewczyny nie muszą rozwiązywać trudnych zadań, które by rozwiązali: dziewczęta dzięki pamięci, a chłopaki dzięki logice.

W dyskusji w programie „TAK czy NIE?” (Polsat News) p.Piotr Witwicki, prezenter, zakwestionował twierdzenie, że kobiety są mniej od mężczyzn inteligentne, mówiąc: „Przecież oprócz inteligencji operacyjnej istnieje inteligencja emocjonalna – a tu kobiety przewyższają mężczyzn”.

Znakomity pomysł. Równie dobrze można sprzeciwić się twierdzeniu, że na krzesłach wygodnie się siedzi, mówiąc: „Ale oprócz krzeseł domowych istnieją przecież np. krzesła elektryczne – a na nich wcale nie siedzi się wygodnie!”.
Trick polega na rozszerzeniu pojęcia – i wtedy można z nim zrobić już wszystko. Zastosował go np. śp. Jerzy Wilhelm Fryderyk Hegel do pojęcia „Wolność”. Było to, jak sama nazwa wskazuje, główne hasło liberałów. Wolnym się jest zawsze od czegoś – ale tu urodzony w Wirtembergii pruski filozof dodał słówko „do” – twierdząc, że można być „wolnym do” czegoś. Np. jestem wolny do otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych. Przy takim rozumieniu słowa „wolność” liberałami zaczęli nazywać się skrajni nawet socjaliści – i np. w USA liberal oznacza po prostu „socjaldemokratę”.

Możliwa jest też oczywiście „demokracja socjalistyczna” – a z drugiej strony śp. Mirosław Dzielski, geniusz polityczny, zaproponował w 1980 roku, by nazwać liberalizm gospodarczy „socjalizmem indywidualistycznym”. I kto wie, czy – gdyby nie lewacka ruchawka pod hasłami „Solidarności” – nie udałoby się tego zrobić na wzór chiński, a nawet znacznie lepiej?