Ziemkiewicz: PiS jest daleko mniej sprawny w budowaniu układów

Rafał Ziemkiewicz. Źródło: nczas.com

O polityce z Rafałem Ziemkiewiczem rozmawia Rafał Pazio.

Kibicujesz PiS-owi czy patrzysz z niedowierzaniem?

W niektórych sprawach kibicuję. W największym stopniu tam, gdzie stara się wyczyścić Polskę z okrągłostołowej patologii, wyczyścić wymiar sprawiedliwości, przewietrzyć „nadzwyczajną kastę ludzi” – jak to sama o sobie na swoim zjeździe powiedziała. Leczyć rozmaite paraliżujące Polskę układy. To jest ważne. Jeżeli w ciągu roku bez żadnej reformy podatkowej i jakiegoś wzrostu gospodarczego dochody z VAT-u zwiększają się o 40 procent, widać, jaka była skala wyłudzeń. W takich sprawach uważam, że PiS odgrywa rolę pożytecznego tarana.

Na co patrzysz z niedowierzaniem?

Ponieważ PiS nie rozumie do końca tych mechanizmów; nie rozumie, w czym jest zło – działa podobnymi metodami. Kieruje się pragmatyką wojny: jak chcesz wygrać z czołgami, musisz mieć swoje czołgi; jak chcesz wygrać z gangsterami, musisz stosować gangsterskie metody. Tu pojawia się duże niebezpieczeństwo, że PiS, zniszczywszy jedne układy, zacznie budować drugie, swoje własne. To często obserwujemy. PiS jest jednak daleko mniej sprawny w budowaniu takich układów i znajduje się pod dużo większym ostrzałem mediów, co pokazuje sprawa Misiewicza. Jeśli gdzieś zaczyna lęgnąć się pisowski układ, od razu jest wywlekany na światło dzienne i kompromitowany, a nie chroniony, jak było za poprzedniej władzy. Niemniej to jest realne niebezpieczeństwo.

Jedyne?

Teraz widzimy, że realnym niebezpieczeństwem jest sanacyjne myślenie o polityce międzynarodowej, zadawanie sobie pytania, czy polityka jest kwestią słuszności, gdzie trzeba prezentować postawę słuszną. Polityka jest taką grą, w której liczą się tylko dwa pytania: co nam możesz dać?; co nam możesz zrobić? Jest taką grą, w której samemu trzeba sobie zadać pytanie: a co Polska będzie z tego miała? Ładujemy się w przeróżne idiotyczne rzeczy, gdzie inni może będą mogli coś z tego, ale Polska przeważnie nie ma nic – poza zupełnie próżną dumą, że im pokazaliśmy i słuszność jest po naszej stronie.

Czy bardzo rząd się skompromitował przed Europą podczas nieudanej blokady Tuska?

Warto przypomnieć, że Donald Tusk nie skończył swojej kadencji, która trwa pięć lat. Po dwóch i pół roku, jeśli państwa nie byłyby zadowolone z jego rządów, można by go zmienić. Wnioskiem PiS-u była dyskusja o skróceniu kadencji, przerwaniu jej. Na to się nie zgodziły inne państwa. To samo w sobie wielką wtopą nie było.

Większą jest zacietrzewienie, które kazało pani premier wykonywać jakieś puste i źle odbierane w Europie gesty. Chodzi o nieprzyjęcie szczytu do wiadomości, niepodpisanie się pod konkluzjami, podważanie legalności. Wskutek takiej postawy może się okazać, że polska premier używa słów, które nic nie znaczą. Bo inaczej trzeba by być konsekwentnym i zacząć bojkotować posiedzenia Rady Europejskiej, mówiąc, że skoro jej przewodniczący jest wybrany na nielegalnym szczycie, to jest nielegalny, Rada nie ma przewodniczącego, więc nie będziemy w tym gremium uczestniczyć. Właściwie w ogóle nie uczestniczyć w pracach Unii Europejskiej, póki nie przyzna, że szczyt marcowy w Brukseli był nielegalny.

Ale to jest oczywisty idiotyzm i chyba w coś takiego nikt nie zabrnie.