Chodakiewicz: „W ambasadzie RP w Waszyngtonie są albo Ubecy, albo ich dzieci”. Historyk mocno o polskich ambasadorach i pracownikach MSZ

„Żartujemy tutaj, że w ambasadzie RP w Waszyngtonie – oprócz ambasadora i jeszcze jednej osoby – są albo Ubecy, albo ich dzieci, wnuki, bądź prowadzeni przez nich donosiciele.

Korporacja prof. Geremka to po prostu jedna ze skorup w MSZ. Sprawy idą dużo głębiej…” mówi Jan Marek Chodakiewicz. Amerykański historyk polskiego pochodzenia w wywiadzie dla pch24.pl nie pozostawia suchej nitki na pracownikach MSZ.

Według profesora Chodakiewicza jednym ze sposobów wyczyszczenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych z pracowników Urzędu Bezpieczeństwa i innych organów PRL jest całkowite usunięcie 90 procent pracujących tam osób.

Na ich miejsce mieliby przyjść nowi, jak to określi „małolaci z Polski”, którzy całkowicie zmieniliby język komunikacji.

Zobacz także: Rosyjskie MSZ grozi Polsce konsekwencjami za ustawę o zakazie propagowania komunizmu. „Polskie władze ciężko obraziły rosyjski naród”

„W dobie internetu stosunki osobiste są ważne, ale percepcje odbiorcy zagranicznego kształtują przede wszystkim media społeczne, internet, etc. Znajomości prywatne są fajne, ale nie przesadzajmy: Radek Sikorski znał tylu ludzi w DC i jak pomogło to w jego pracy w MSZ?” – podkreślił Chodakiewicz.

Według naukowca, obecnie prowadzona polityka zagraniczna jest kontynuacją nieudolnych działań za rządów Radosława Sikorskiego.

Obecnie w Warszawie i podległych jej placówkach nie ma żadnego planu strategicznego i planu komunikacji, nie mówiąc już o lobbingu na rzecz Polski. Od lat nic się nie zmienia i sprawa Polska, chociażby w Waszyngtonie, nie jest podejmowana, bo „nikt nie lobbuje za naszym krajem”.

źródło: pch24.pl / Wolność24.pl