Letnie szaleństwo Morawieckiego! Polacy na urlopach, a on szykuje aż TRZY NIEKORZYSTNE ZMIANY W PODATKACH. I to nie koniec…

Mateusz Morawiecki fot. PAP

Wakacje to dla wicepremiera Mateusza Morawieckiego doskonały czas, aby po cichu dobrać się do kieszeni Polaków. Na nowych pomysłach „oberpoborcy podatkowego” stracą niemal wszyscy przedsiębiorcy oraz wielu właścicieli mieszkań, domów i lokali pod wynajem. A to nie koniec fiskalnych pomysłów wicepremiera i ministra finansów.

Najemcy lokali mogą dostać po kieszeni najbardziej. Dotąd bowiem przychody z najmu mogli rozliczać zryczałtowanym podatkiem w wysokości 8,5 procent. Ale w ramach „uszczelniania systemu” wicepremier Morawiecki chce zostawić taką możliwość tylko tym, których przychód z tego tytułu nie przekracza 100 tys. zł rocznie. Ci którzy zarabiają na wynajmie więcej, będą musieli zapłacić podatek według stawek ogólnych: 18 lub 32 procent. Oznacza to wzrost opodatkowania takich osób o 200 a nawet 400 procent!

O ile pierwsza planowana przez Morawieckiego zmiana dotknie stosunkowo nieliczną grupę osób – około 11 tysięcy – to druga może mieć już wpływ na dochody, a nawet fizyczną egzystencję setek tysięcy. Nawet eksperci nazywają ten pomysł „siekierą podatkową”. Chodzi o kolejne ograniczenia kosztów uzyskania przychodów w postaci tzw. umów niematerialnych, czyli wydatków firm związanych z doradztwem, rekrutacją, przetwarzaniem danych, księgowością i reklamą.

Wicepremier Morawiecki jako rasowy podatkowy bolszewik widzi w umowach niematerialnych przede wszystkim spisek i oszustwo. Dlatego chce mocno ograniczyć możliwość zaliczania ich do kosztów uzyskania przychodu. Nie bierze przy tym pod uwagę, że młode firmy, zanim jeszcze osiągną planowany zysk, muszą się promować przez lata i korzystać ze wsparcia m.in. konsultantów i doradców. Ograniczenie tej możliwości spowoduje, że rozpoczynanie działalności gospodarczej w Polsce stanie się o wiele trudniejsze i mniej opłacalne.

Czytaj też: Morawiecki blefował. Żadnej nadwyżki nie było. Jest za to gigantyczna dziura w budżecie

Takie zmiany mogą uderzyć nie tylko w młode firmy, ale też w wiele już istniejących. Grożą upadkiem agencji reklamowych, biur księgowych, firm ubezpieczeniowych a nawet mediów komercyjnych, do których wpływało by o wiele mniej przychodów z reklam od firm. Z kolei dla setek tysięcy przedsiębiorców ograniczenie tych kosztów oznacza po prostu mniejsze inwestycje i wyższe podatki.

Kolejna planowana zmiana może uderzyć m.in. w właścicieli stoisk w galeriach handlowych. Morawiecki myśli bowiem o wprowadzeniu minimalnego podatku od od powierzchni handlowej i biurowej. Ten tzw. podatek galeryjny nie byłby więc związany z rzeczywistą wielkością miejsca, w którym prowadzona jest działalność gospodarcza, a ustaloną odgórnie przez rząd powierzchnią. Podobnie jak z ZUS-em: nieważne, ile naprawdę zarabiasz, składkę płacisz i tak o średniej krajowej.

To jednak nie koniec fiskalnych pomysłów wicepremiera. Od stycznia 2018 roku Morawiecki chce też wycofać kasy fiskalne z paragonami papierowymi. Tu również wietrzy spisek i oszustwo. Docelowo istnieć mają tylko kasy on-line. Oznacza to konieczność wymiany w krótkim czasie ok. 2 milionów kas fiskalnych. Koszty poniosą oczywiście przedsiębiorcy.

Czytaj też: W końcu! Projekt ustawy Kukiz’15 o dostępie do broni zatwierdzony. „Wyborcza” w swoim stylu histeryzuje