Chrześcijańska Myśl Ekonomiczna. Kościół wsparciem w walce o wolny rynek?

Chrześcijańska szkoła myśli ekonomicznej oparta jest głównie na stwierdzeniu, że Przykazania Dekalogu: „Nie pożądaj żadnej rzeczy należącej do bliźniego” i „Nie kradnij”, oprócz ich znaczenia religijnego i jako podstawowych nakazów moralnych, stanowią też imperatywy ekonomiczne, których nieprzestrzeganie, szczególnie przez prawa stanowione i władze państwowe w stosunku do obywateli, powoduje niepożądane i często katastrofalne skutki gospodarcze.

Inaczej mówiąc: im powszechniejsze jest zjawisko kradzieży w jej różnych postaciach, zwłaszcza w przypadku zalegalizowanej grabieży dokonywanej przez państwo, a więc w „majestacie prawa”, tym dotkliwiej cierpi na tym gospodarka i szybciej następuje ubożenie ludności. Stwierdzenie to powinno szczególnie przemawiać do chrześcijan, dla których Dekalog, jako pochodzący od Boga, stanowi jeden z filarów wiary, a fakt, iż Stwórca zakazuje bezpośrednio aż dwoma Przykazaniami pozbawiania własności naszych bliźnich, wskazuje na wielkie znaczenie, jakie nadał On nietykalności cudzej własności prywatnej.

Pomimo tego, państwo i jego urzędnicy spokojnie pozbawiają obywateli ich własności. Czynią to na różne sposoby, takie jak:

1. praktykowanie socjalizmu poprzez bezpośrednią konfiskatę własności prywatnej na rzecz państwa i jego różnych instytucji;
2. drukowanie papierowych pieniędzy bez pokrycia we wzroście bogactwa narodowego, co powoduje inflację i obniżanie wartości tych pieniędzy, które obywatele już posiadają;
3. zaciąganie pożyczek państwowych bez wiedzy i zgody obywateli, którzy wraz z następnym pokoleniem będą musieli je spłacać;
4. szerzenie i praktykowanie korupcji poprzez tworzenie korupcjogennych urzędów dla „swoich” i ochrona ich działań, co powoduje duże koszty ponoszone przez całe społeczeństwo;
5. tworzenie w instytucjach państwowych stanowisk bezproduktywnej i pasożytniczej pracy, będącej przykrywką dla dystrybucji pieniędzy z kieszeni podatnika;
6. przyznawanie przez rząd różnych licencji, koncesji, monopoli i innych przywilejów wybranym jednostkom lub grupom, kosztem wszystkich pozostałych obywateli;
7. zalecane przez Marksa opodatkowanie wybiórcze (progresywne) ludzi zamożniejszych, które jest sprzecznie z zasadą równości wszystkich obywateli wobec prawa, a tym samym karanie bogatszych za to, że w gospodarce rynkowej stali się takimi dzięki swej pracowitości, zaradności, uczciwości, wyrzeczeniom, oszczędzaniu i zaspokajaniu potrzeb innych ludzi owocami swej działalności;
8. łamanie prawa podaży i popytu przez narzucanie cen minimalnych lub maksymalnych za jakieś dobra, tj. okradanie właściciela z prawa do swobodnego dysponowania swą własnością;
9. opodatkowanie na cele, które nie służą dobru całego społeczeństwa, lecz tylko niektórym jego grupom…

…i tak dalej.

W świetle powyższego oczywistą rzeczą jest, dlaczego rządy w państwach socjalistycznych i „opiekuńczych”, oparte na ograniczaniu prawa do własności prywatnej, jej „uszczuplaniu” i konfiskacie, prowadzą kraje do bankructwa, a rodziny i społeczeństwo do rozkładu. Chrześcijanie winni pozostać czujni, szczególnie jeśli chodzi o rozumienie często występujących haseł o potrzebie realizacji zasad sprawiedliwości społecznej (co, między innymi, ujmuje artykuł 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej), gdyż te hasła pośrednio wzywają do łamania Dziesiątego Przykazania („Nie pożądaj żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego”) i do przymusowego wyrównywania nierówności majątkowych i społecznych.

Są one inspirowane przez różnych zwolenników marksizmu, który, jak wiadomo, za jeden z podstawowych dogmatów uznaje konieczność likwidacji własności prywatnej (za wszelką cenę). Chrześcijańska myśl ekonomiczna służyć może jako narzędzie intelektualne w zwalczaniu marksizmu. Ponadto zachęca patriotów pragnących jak największego dobrobytu dla swego kraju, aby nie pozwalali rządzącym na ustanawianie i egzekwowanie praw okradania obywateli przez państwo, lecz przeciwnie – czynili wszystko, by doprowadzać takie już istniejące, niemoralne prawa do likwidacji.