Smarzowski został milionerem na nienawiści do Kościoła! Zobacz ile zgarnął za „Kler”

Janusz Gajos w najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego
Janusz Gajos w najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego "Kler". Foto: PAP/Paweł Supernak

Reżyser Wojciech Smarzowski nieźle obłowił się na nienawiści do Kościoła. Jego film „Kler” zarobił blisko 106 milionów złotych. To znaczy, że reżyser został milionerem.

Ile dokładnie zarobił Smarzowski na filmie, w którym udowadnia, że księża zajmują się głównie przekrętami finansowymi, piciem alkoholu na wulgarnych imprezach a to wszystko w przerwach między pedofilskimi ekscesami? To zależy od tego jaką miał umowę z producentem.

– Film „Kler” kosztował 10,5 miliona złotych, z tego 3,5 miliona to dotacja z PISF, a reszta wkład głównego producenta oraz tzw. executive producers, czyli udziałowców produkcji – tłumaczy dla nczas.com specjalista z branży filmowej. – Co najmniej połowę z przychodu zgarnia dystrybutor, a reszta dzielona jest zgodnie z umowami produkcyjnymi. Zasady tu są rozmaite – PISF często partycypuje proporcjonalnie do wkładu, z kolei executive producers często mają 50 proc. zwrot z wkładu. Jeśli tak jest w tym przypadku, to znaczy, że zysk z filmu to 52 miliony złotych. Po odjęciu kosztów produkcji i VAT-u zostaje poniżej 40 milionów i te pieniądze są do podziału między producentów – dodaje.

Jak podzielono 40 milionów?

– Jeśli umowa z PISF jest proporcjonalna, to prawie 30 proc. weźmie PISF i to będzie najlepszy zarobek w jego historii. Reszta, w przybliżeniu 28 milionów, trafi bezpośrednio do producentów. Oczywiście umowa jaką ma z nimi Smarzowski to ich tajemnica biznesowa, można jednak założyć, że umówił się na jakiś procent od zysku. Jeśli to jest 10 proc. to znaczy, że zgarnął 2,8 miliona. Do tego dochodzą jeszcze sumy jakie zgarnął na etapie produkcji. To od kilkuset do nawet miliona złotych. Tak więc zapewne jest już milionerem, chociaż prawdopodobnie pluje sobie w brodę, że przeszły mu obok nosa naprawdę wielkie pieniądze – kończy.

Kler został bowiem dofinansowany przez poprzednie, skrajnie lewackie władze Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Gdyby nie to, producenci „Kleru” zarobili by jeszcze więcej. Co ciekawe antyklerykalny film poparł Krzysztof Zanussi, uchodzący za twórcę „katolickiego”.

W składzie komisji oceniającej projekty aplikujące o dofinansowanie byli: Andrzej Jakimowski, Dorota Kędzierzawska, Mirosław Krzyszkowski, Jerzy Łukaszewicz, Rafał Wieczyński, Krzysztof Zanussi i Janusz Zaorski. Rafał Wieczyński poinformował Katolicką Agencję Informacyjną, że zarówno on, jak i Mirosław Krzyszkowski głosowali przeciwko dofinansowaniu „Kleru”.

Zapowiedzią długometrażowego „Kleru” był krótkometrażowy, 19-minutowy obraz „Ksiądz” w reżyserii Smarzowskiego. W wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” Krzysztof Zanussi tłumaczył, że optował za przyznaniem na niego państwowych funduszy, gdyż reżyser to jego zdaniem bardzo wybitny twórca, a tacy twórcy „mają większe prawo głosu niż niewybitni”.

– Zagłosowałem na ten film nie ze względu na to, że jestem liberałem i że w sztuce wszystko wolno. Zrobiłem to, bo wierzę, że spowodowany nim wstrząs może Kościołowi wyjść na zdrowie – stwierdził ponoć reżyser.

5 KOMENTARZE

  1. Film to ficja, a dobrze zrobiony. I jakoś nie żałuje kleru wyższego. Szkoda mi trochę parafialnego, ale nie grubasków w episkopacie. Sami do tego doprowadzili. Poparli wejście do UE i stamtąd antykatolicki (wcale nie antyklerykalny ) prąd idzie.

  2. Nie tyle Kler co Polaka znów pokazuje jako oszusta, pedofila ,pijaka, degenerata , kryminalistę tudzież prostaka (Wesele). jeśli ktoś z za granicy chciałby sobie wyrobić opinię na nasz temat po obejrzeniu jego „twórczości” to jak myślicie? Jakie będą wnioski…..?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here