W odmętach lewackiego szaleństwa. W Google trwa wielka batalia o używanie słowa „rodzina”

Źródło: thefederalistpapers.org
Źródło: thefederalistpapers.org

Od dawna wiadomo, że w największe firmy internetowe stosują cenzurę i chcą narzucać lewacką politpoprawną wersję świata. Google wchodzi jednak na jeszcze wyższy poziom szaleństwa i pod naciskiem pracowników chce wyeliminować słowo „rodzina”, bo jest homofobiczne.

W Google wybuchła wielka awantura po tym jak jedna z pracownic zaprotestowała przeciwko używaniu słowa „rodzina”. Jak wynika z wewnętrznych raportów i korespondencji w firmie do, których dotarł Daily Caller pracownica w histerii miała wybiec z zebrania, na którym prezentowano produkty dla dzieci. Przy ich opisie użyto własnie m.in słowa „rodzina”.

Wściekła pracownica rozesłała wewnętrzną poczta list, który wywołał tak duże poruszenie wśród pracowników Googla, że interwencję podjęła wiceprezes firmy Pavni Diwanji, która jest tam politrukiem i pilnuje politycznej poprawności.

Obłąkana pracownica napisała: „To obraźliwy sposób mówienia. Używanie zwrotu „przyjazne dla rodziny” w znaczeniu „przyjazne dla dzieci” dla mnie oznacza, że ty i twoi bliscy nie jesteście rodziną o ile nie macie dzieci”. Używanie słowa „rodzina” jako synonimu dla „z dziećmi” ma głębokie związki z homofobicznymi organizacjami. Nawet używanie zwrotu „odpowiedni dla całej rodziny” jest całkowicie niedopuszczalne. Ten zwrot ma zastosowanie tylko wtedy kiedy za rodzinę uznajemy dwoje dorosłych przeciwnej płci w romantycznym/seksualnym związku z co najmniej dwójką dzieci. Jeśli uważacie to za synonim zwrotu „odpowiednie dla wszystkich”, to przestańcie to robić, bo to co mówicie oznacza, że jest to „odpowiedni (produkt – przyp. red) tylko dla tych, którzy żyją w rodzinach.

Słowa „rodzina” używajcie do określania grupy kochających się ludzi, którzy żyją, bądź nie życ razem i mogą być w rożnym wieku, bądź nie.  Przestańcie więc mówić o dzieciach (w kontekście rodziny – przyp. red). To obraźliwe, niewłaściwe, homofobiczne i złe”

Ten bełkotliwy list spotkała się z całą masą odpowiedzi i wielkim wsparciem pozostałych pracowników Googla. Jeden z nich napisał, że jego rodzina „składa się ze mnie i kilku zmiennopłciowców, z którymi nawet się spotykam i nawet rozważamy, by razem zamieszkać. Tylko dlatego, że nie jesteśmy heteroseksualną parą z 2,5 dzieci i psem nie oznacza, że nie jesteśmy rodziną”.

W podobnym stylu były kolejne listy, w których pracownica zwierzali się, że ich rodziny to psy i koty, z którymi mieszkają. Wszyscy oni poczuli się wykluczeni używaniem słowa „rodzina” w kontekście para z dzieckiem.

Sprawa stała się na tyle poważna, że postanowiła zainterweniować nawet firmowa politruk, wiceprezes Googla, która napisała własny list do pracowników: „Witam wszystkich. Rozumiem, że mówiąc o rodzinie użyliśmy zwrotu, który może was niepokoić. Są rodziny bez dzieci, więc musimy być bardziej świadomi, że różny może być charakter rodziców i rodzin. Prosimy więc pomóżcie nam używać lepszych określeń. Nauczcie nas jak mówić w sposób taki, aby wszyscy czuli się uwzględnieni”.

Cała sytuacja jest groteskowa, ale tylko z pozoru śmieszna. W rzeczywistości jest przerażająca. Google to najpotężniejsza internetowa firma świat, która decyduje o tym jakie informacje mogą pojawić się w sieci w jaki sposób z niej korzystamy, co możemy robić a co nie. Kogo i co ocenzurować, kogo i co promować, a kogo i co blokować. Tymczasem zarządzają nią i pracują w niej ludzie obłąkani i pogrążeni w politpoprawnym lewackim szaleństwie.

6 KOMENTARZE

    • wynika z tego, że trzeba tworzyć własne normalne portale i (jak to mówił komunista meller) olać te wszystkie fej-zbuki, tłitery, czy gugle, choć to nie jest proste ale z pewnością możliwe.

  1. Ja to widze tak, postepowa mniejszosc przeciwko zacofanej (czyt. konserwatywnej) wiekszosci (tolerancja represywna). Normalnie marksizm anykulturowy w najczystszej postaci.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here