Filozoficzne „mądrości” wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja. Przyrównuje LGTB do Kościoła

Michał Cessanis i Paweł Rabiej w programie
Michał Cessanis i Paweł Rabiej w programie "Skandaliści"/fot. YouTube/Portal SATinfo24.pl

Wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej odnotował wcześniej znaną „wpadkę” z historią o „etapowaniu” społeczeństwa w narzucaniu postulatów seksualnych mniejszości. Ostatnia kampania „postępowych” polityków skierowana przeciw Kościołowi, która miała zapewne przy okazji przyspieszyć te zmiany, znalazła jednak umiarkowany rezonans konserwatywnego społeczeństwa.

„Postępowa” opozycja zmienia narrację. Nagle ucichł temat pedofilii w Kościele i bezpośrednich ataków na tą instytucję. Od nieudanej próby rewolucji, powrócono do „pozytywistycznego” podgryzania wartości społecznych, m.in. przez oswajanie z „fajną twarzą” lobby LGTB.

Odstawiony do kąta wiceprezydent Rabiej powrócił, ale już z nowym przekazem: „Nie każdy musi chodzić na parady równości, ale każdy musi szanować mniejszości. Nie każdy z nas musi chodzić do kościoła, ale musimy szanować tradycje. To sedno wartości;”.

Głupszej tezy już postawić nie można. Już samo zestawienie chodzenia na „parady równości” z chodzeniem do Kościoła ociera się o aberrację. Do tego dochodzi znalezienie wspólnego mianownika – tolerancji jako wartości nadrzędnej.

Okazuje się, że odmieńcy seksualni łaskawie będą teraz „szanować tradycje”. W zamian „każdy musi szanować mniejszości”. Tolerancja jest elementem szantażu większości przez mniejszość i dlatego się ją absolutyzuje jako rzekome „sedno wartości”. W dodatku egzystencjalne sprawy wiary („chodzenie do Kościoła”) sprowadza się u Rabieja tylko do „tradycji”.

Nowa taktyka opozycji, w niezbyt mądrej wersji Rabieja, pokazuje jednak, o co im chodzi naprawdę.