Matka-morderczyni z Kramska zostawiła dramatyczny list. „Skrywała tragiczną tajemnicę”

Krew na rękach / fot. Pixabay
Krew na rękach / fot. Pixabay

Anna M. z Kramska w woj. wielkopolskim pchnęła nożem Miłosza, potem Patryka, a następnie targnęła się na własne życie. 9-latek zmarł na miejscu, matkę wraz z niemowlęciem odwieziono w stanie ciężkim do szpitala.

37-letnia Anna M. z pozoru była spokojną i uśmiechniętą matką. Poświęcała się wychowaniu 9-letniego Miłosza i prawie 6-miesięcznego Patryka. W głębi duszy skrywała jednak głębokie cierpienie.

Przed atakiem na synów, a potem na siebie, kobieta zostawiła dramatyczny list. Pisała, że nie radzi sobie z chorobami dzieci, ze swoim życiem. Tłumiła ból w sobie, aż w końcu coś w niej pękło.

W poranek 6 czerwca, gdy jej mąż był w pracy, matka sięgnęła po nóż i kolejno zadawała ciosy dzieciom, a potem ugodziła nożem siebie. Następnie zadzwoniła do siostry i powiedziała, że wbiła sobie nóż w serce, zaś jej dzieci potrzebują opieki medycznej.

Obaj chłopcy mieli po jednej ranie klatki piersiowej. Matka dwie rany klatki i poważniejszą jamy brzusznej. Starszy chłopiec mimo długiej reanimacji zmarł – wyjaśnia prok. Marek Kasprzak z Konina.

Po telefonie Anny przerażona siostra ruszyła na ratunek. Niestety na miejsce przybyła za późno. Miłosza nie udało się uratować, malutkie dziecko i matka trafili w stanie ciężkim do szpitala.

Różne są wersje dotyczące motywów postępowania 37-latki. Sąsiedzi mówią o depresji poporodowej. Bierze się jednak też pod uwagę tzw. samobójstwo rozszerzone, w którym matka usiłuje zabić swoje dzieci, a potem samą siebie. W tym przypadku lekarze doszukują się nie tylko motywów w sferze psychicznej. Z listu zostawionego przez Annę M. wynika, że obciążeniem były dla niej zarówno jej własne kłopoty zdrowotne, jak i choroby dzieci. Z młodszym synkiem często jeździła po szpitalach i specjalistach. Prawdopodobnie z tego powodu rodzina odwołała jego chrzciny. W dodatku niedawno zmarła jej matka, z czym Anna M. nie mogła się pogodzić.

Kobieta nie mogła sobie poradzić z problemami i nikt tego nie zauważył. A według lekarzy jest to sytuacja kryzysowa. Osoba, której ona dotyczy, wymaga szybkiej pomocy, gdyż jest zdolna do zrobienia sobie krzywdy i skrzywdzenia bliskich. W Polsce działa system Ośrodków Interwencji Kryzysowej, ale sytuację kryzysową trzeba do takiego ośrodka zgłosić. Jeśli nikt jej nie dostrzeże, tragedia wisi w powietrzu…

Źródło: fakt.pl / PAP