Mateusz Morawiecki chce być prezydentem? Andrzej Duda jest naprawdę wściekły!

Mateusz Morawiecki/fot. PAP/Piotr Nowak
Mateusz Morawiecki/fot. PAP/Piotr Nowak

Mateusz Morawiecki jest ewidentnie głodny władzy. Najpierw prowadził największe ministerstwo w historii III RP, później został premierem, następnie do władzy premiera dokooptował sobie zawiadywanie niektórymi ministerstwami. Teraz Morawiecki wchodzi dodatkowo w kompetencje prezydenta. Andrzej Duda jest wściekły.

Na konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości Mateusz Morawiecki ogłosił, że wybory parlamentarne zostaną przeprowadzone 13 października. Komentatorzy polityczni oniemieli ponieważ ogłaszanie daty wyborów leży w gestii prezydenta, a nikt z Pałacu Prezydenckiego na razie się na ten temat nie wypowiadał.

„Rząd nie jedzie na wakacje. Od wczesnego rana do nocy pracujemy do 12 października, niech będzie 11, bo cisza wyborcza, w sobotę można odpocząć”– to te słowa Morawieckiego zaszokowały obserwatorów polskiej polityki.

Głowa państwa jest wściekła

Redakcja WP dotarła do informatora z Pałacu Prezydenckiego, który miał im zdradzić, że prezydent Andrzej Duda jest naprawdę wściekły na premiera.

„Powiem tak: prezydent nie ma wielu prerogatyw wynikających z konstytucji. Ta była jedną z nich. A tu, niby w formie żartu, niby niechcący, ale to premier ujawnił, że wybory mają być 13 października w niedzielę”– zdradza WP nieujawniony z imienia i nazwiska informator.

Kancelaria Premiera próbuje się jakoś wytłumaczyć

Osoby z otoczenia Mateusza Morawieckiego prawdopodobnie zrozumiały, że premier posunął się tym razem za daleko i próbują całą sytuację jakoś odkręcić.

„Byłem w czasie wystąpienia pana premiera na sali i słyszałem bardzo wyraźnie, że pan premier podawał to jako pierwszy możliwy termin, w którym mogą odbyć się wybory. Być może nawet się odbędą tego dnia , ale to jest decyzja pana prezydenta. Mamy cały miesiąc i kilka weekendów, w których te wybory mogą się odbyć”– powiedział dziennikarzom TVN24 szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.

Czy duma Prezydenta Andrzeja Dudy pomoże antysystemowcom?

Data 13 października może być zabójcza dla małych partii i tak zwanego „antysystemu”. PiS bojący się konkurencji ze strony ugrupowań prawicowych chce dać im jak najmniej czasu na zebranie podpisów – gdy jest się niewielkim podmiotem bez subwencji może się to okazać niemożliwe.

Niewykluczone, że partie naprawdę prawicowe zostaną uratowane dzięki dumie Prezydenta. Andrzej Duda obrażony i poniżony przez premiera może chcieć udowodnić polskiemu społeczeństwu swoją niezależność. Jeśli dzięki temu wybory zostaną ogłoszone na późniejszy termin to może to pomóc niewielkim stronnictwom.

Źródło: WP, TVN24