Zwolenniczki ruchów LGBTQWERTY znów się obnażyły. Im wcale nie chodzi o tolerancję

V Marsz Równości w Gdańsku/fot. PAP/Adam Warżawa
V Marsz Równości w Gdańsku/fot. PAP/Adam Warżawa

Zwolenniczki ruchów LGBTQWERTY po raz kolejny ukazały prawdziwe cele jakie przyświecają tym ruchom. Tolerancja dla homoseksualistów i innych osobników z dowolnie wybranym rodzajem płci to dla nich zdecydowanie za mało. Społeczeństwo musi ich zaakceptować. Aby do tego doszło trzeba oczywiście wyedukować obywateli za pieniądze z ich podatków.

Do aktu intelektualnego obnażenia doszło we wtorek na antenie promującej usilnie wiadome treści stacji TVN24.

Prowadząca program „Faktach po Faktach” Katarzyna Kolęda-Zalewska zaprosiła do studio dwie przedstawicielki ruchów promujących LGBTQWERTY.

Pierwszą z nich była edukatorka seksualna z Grupy Ponton, Patrycja Wonatowska, a drugą socjolog Aleksandra Dulas stojąca na czele fundacji Spunk (po angielsku sperma).

W toku dyskusji szybko okazało się, że tolerancja dla osób LGBTQWERTY to dla uczestniczek programu zdecydowanie za mało i chcą czegoś więcej.

Od tej tolerancji to nawet jeszcze za mało trochę, to jest w ogóle za małe słowo, ja bym powiedziała o akceptacji. Akceptacji do każdej różnicy – powiedziała pani Dulas.

Tu wtrąciła się jej w słowo prowadząca program Kolęda-Zalewska, widząc, że zmierza to w niebezpiecznym kierunku.

Bo to jest różnica, prawda? – zapytała.

Tak, tak – odpowiedziała szefowa fundacji Spunk – akceptacja to jest po prostu akceptuję ciebie takim jakim jesteś, jesteś ok taki jakim jesteś, jeśli nikogo nie krzywdzisz i tyle. – wyjaśniła.

Trzeba przyznać, że do tej pory starano się działać bardziej subtelnymi metodami i zmieniać znaczenie słowa tolerancja tak, by w praktyce znaczyło ono tyle co akceptacja. Najwyraźniej uznano, że nadszedł czas, w którym można już wprost żądać akceptacji dla środowisk LGBTQWERTY.

Druga z uczestniczek programu, Patrycja Wonatowska, najwyraźniej prezentowała w programie tę „starą” szkołę.

Wiedza jest podstawą tego, że czegoś nie tolerujemy właśnie, nie akceptujemy. I jakby tutaj można zamiennie zastosować te słowa – mówiła.

To w czym obie panie się zgadzały to fakt, iż trzeba prowadzić edukację, zarówno pośród młodzieży jak i nauczycieli, i że trzeba to robić za pieniądze, które fundacje podobne do tych które same reprezentują, muszą otrzymywać od rządu.

Podsumowując przedstawioną przez obie panie wizję: obywatele mają zacisnąć usta nawet jeśli coś im się nie podoba, rozluźnić mięśnie i jeszcze zapłacić za szerzenie homopropagandy. Dziękujemy za szczerość.

Źródło: TVN24