W mediach głównego nurtu wciąż panuje zmowa milczenia ws. oskarżonego o pedofilię Krzysztofa Sadowskiego

Krzysztof Sadowski (z prawej) odbiera medal
Krzysztof Sadowski (z prawej) odbiera medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" / fot. PAP

Choć od upublicznienia przez dziennikarza Mariusza Zielke informacji o pedofilskiej działalności muzyka jazzowego Krzysztofa Sadowskiego minęło kilka dni, to media głównego nurtu wciąż nie chcą podjąć sprawy. A skrzywdzonych mogło zostać blisko 100 dzieci!

Jak to możliwe, że w show-biznesie przez kilkadziesiąt lat funkcjonował wpływowy, zorganizowany, przebiegły, wyrachowany i brutalny pedofil? Jak to możliwe, że przez 40 lat nikt nie postawił go przed sądem? Na te i inne pytania wciąż szukamy odpowiedzi.

W poszukiwaniach nie pomagają media głównego nurtu, które swoimi zasięgami mogłyby wywrzeć społeczny nacisk. Te jednak nie chcą poważnie zająć się tematem. Co innego gdyby chodziło o księdza, wówczas mielibyśmy już dziesiątki, jeśli nie setki publikacji osądzających od czci i wiary.

Na przykład taka „Gazeta Wyborcza”, jak zauważa Tomasz Sommer, mając świeży i gorący temat na tacy, serwuje czytelnikom odgrzewany kotlet w postaci entej już publikacji o ks. Henryku Jankowskim. To prawdopodobnie nigdy im się nie znudzi, temat nigdy nie zostanie uznany za wyczerpany. To zawsze będzie modne i na czasie. Środowiska szeroko określanego jako artystyczne ruszać jednak nie można.

W podobne tony uderza dziennikarz „TVN” Konrad Piasecki. – Jeśli okaże się że w show biznesie funkcjonował system ukrywania przestępstw, przestępców co najwyżej przenoszono do innego programu, a przy tym dużo prawiono o moralności i nauczano innych jak żyć – będę pisał wyłącznie o pedofili w show biznesie – oświadczył. Na razie jednak woli trzymać się kościoła.

Ryzykowna deklaracja. Pan Sadowski po doniesieniu od 10 letniej dziewczynki przeniósł się z TVP do Polsatu, nauczał dzieci wiele lat moralności, jest podobno bardzo moralny, zabrania zaglądać w swoje prywatne sprawy gwałcenia i molestowania dzieci bo przedawnione – odpowiedział mu Zielke, który upublicznił całą aferę.

Nie chodzi tylko o samego Sadowskiego, ale po prostu o cały proceder bicia jak w bęben w osoby, w które bić „wygodnie” i jednocześnie jedynie traktowanie „po łepkach” świat artystyczny. W tym miejscu można choćby przypomnieć sprawę reżysera Romana Polańskiego, świętego lewicy, którego broniono na wszelkie możliwe sposoby i pilnowano, by włos mu z głowy nie spadł.

A co ze sprawą Sadowskiego? – Przez ponad rok próbowałem zainteresować tym tematem dziennikarzy i wydawców. Niestety z kolejnych wydawnictw odchodziłem z kwitkiem. Wszyscy radzili mi, żebym sobie odpuścił, żebym nie wkładał kija w mrowisko, bo sobie zaszkodzę. Nikt mi nie chciał pomóc – oświadczył za pośrednictwem salon24.pl Zielke. I wygląda na to, że choć dowody są podane na tacy, a sprawą zajęła się już prokuratura, to w mediach głównego nurtu zmowa milczenia panuje w najlepsze.