Kobieta przeżyła szok po operacji. Chirurdzy zaszyli jej coś dużego w brzuchu

Narzędzia chirurgiczne/fot. ilustracyjne/fot. Pixabay
Narzędzia chirurgiczne/fot. ilustracyjne/fot. Pixabay

Dwa lat temu pani Angelika miała wypadek samochodowy. Przeszła operację usunięcia śledziony. Wtedy prawdopodobnie chirurg zaszył w jej ciele metal o długości kilkunastu centymetrów. 

Po operacji kobieta regularnie odczuwała ostry ból, a wyniki jej badań kontrolnych były bardzo złe. Lekarze podejrzewali torbiel na nerce.

Byłam w ciąży, mając to coś w środku. Miałam złe wyniki badań kontrolnych, czułam też ból przy badaniach – opowiada poszkodowana.

Aby potwierdzić diagnozę, lekarze zdecydowali o badaniu tomografem.

Nefrolog skierowała mnie na tomograf. Chciała wiedzieć, czy za moimi dolegliwościami stoi zwykła torbiel, czy krwiak – opowiada Kobieta.

Badaniu poddano ją 9 sierpnia. W jego trakcie technicy mieli jednak problem, gdyż w urządzeniu nieustannie włączał się alarm. Byli przekonani, że pacjentka położyła się na jakimś metalowym przedmiocie.

W końcu ustalono, że sygnał alarmowy wywoływany jest przez coś, co znajduje się w ciele pacjentki. Technicy zaczęli dopytywać, czy miała ona jakieś operacje. Kobieta opowiedziała o operacji śledziony. Zasugerowała, że może to tytanowy klips, który założono jej podczas tamtego zabiegu. Lekarze podejrzewali jednak, że musi być to jakiś znacznie większy przedmiot.

Sprawa wyjaśniła się po prześwietleniu rentgenem. Lekarze początkowo nie zdradzili, co pokazuje zdjęcie, oznajmili tylko, że znaleźli w ciele „spory metal”. Pani Angelika zażądała płyty i opisu badania RTG. To, co zobaczyła na zdjęciu, zmroziło jej krew w żyłach – miała zaszyty w ciele mierzący kilkanaście centymetrów zacisk chirurgiczny, sięgający aż od miednicy do trzeciego żebra.

Mój syn urodził się z rozszczepieniem górnej wargi i niewykształconym uchem. Akurat od tej strony, gdzie miałam zaszyte to narzędzie. Nie wiem, na ile te fakty są związane. Pewne jest to, że dwójka moich dzieci wcześniej urodziła się zdrowa – opowiada kobieta.

Dyrektor szpitala w Piotrkowie Trybunalskim przyznał, że nie wie, jak mogło dojść do takiego błędu medycznego.

Jestem zaskoczony. Chciałbym przeprosić pacjentkę i zapewnić ją, że może liczyć na naszą pomoc. Będziemy wyjaśniać, jak doszło do zdarzenia i wyciągniemy konsekwencje – obiecuje dyrektor.

Źródło: tvn24.pl