Czarzasty bajdurzy o pensji minimalnej. Chce zapewnić dobrobyt ustawą – 1000 euro dla każdego!

Od lewej: Adrian Zandberg, Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń - główne twarzy projektu Lewicy / Fot. Facebook/partiarazem
Od lewej: Adrian Zandberg, Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń - główne twarzy projektu Lewicy / Fot. Facebook/partiarazem
Reklama / Advertisement

Podczas konwencji programowej Lewicy, przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że jeśli jego blok wygra wybory, to wprowadzi pensję minimalną na poziomie 1000 euro.

Zwrócimy prawa nabyte służbom mundurowym, zapewnimy godne wynagrodzenie w sektorze publicznym w wysokości 3,5 tys. złotych, będziemy także dążyli do tego, aby minimalna pensja w pewnej perspektywie czasowej wynosiła, tak, jak w Europie, na poziomie tysiąca euro – zadeklarował Czarzasty.

Ten niespełna rozumu postulat doprowadziłby do katastrofy. Przede wszystkim, aby komuś dać wyższą płacę, trzeba znaleźć kogoś, kto będzie gotów za nią więcej zapłacić.

Pracodawca miałby dwa wyjścia: albo sprostać wymaganiom i podnieść pracownikowi pensję, bo w przeciwnym razie zostanie ukarany, albo zwolnić go z pracy. Tak właśnie powstaje bezrobocie.

Lewicowy postulat uderzyłby w najmniej zarabiających pracowników, których praca nie byłaby warta wspomnianych 1000 euro. A właściwie więcej, bo pracodawca musiałby jeszcze opłacić podatki, ubezpieczenia, fundusze i inne haracze, czyli to co robi teraz, ale proporcjonalnie do wzrostu pensji minimalnej więcej.

Pracodawcy, tnąc koszty zaczęliby po prostu pracowników zwalniać, a część zamknęłaby interes. Wyższa płaca minimalna doprowadziłaby też do zwiększenia szarej strefy, bo wiele firm decydowałoby się na płacenie pracownikom „pod stołem”.

Reakcja rynku

Podwyżka płacy minimalnej na pewno doprowadzi do podniesienia kosztów produkcji. Oczywistym następstwem jest, że wyroby oraz usługi staną się droższe. Wszyscy będą musieli podnieść ceny, by zachować rentowność. Bo bez rentowności nie ma pieniędzy na maszyny, remonty, badania i inne inwestycje, bez których firma nie może się utrzymać na rynku. Mówiąc krótko – nie ma pieniędzy na rozwój.

Wysokie płace wiążą się z wysokimi cenami, co z kolei zmniejszy konkurencyjność na rynku międzynarodowym. Zdecydowanie ciężej będzie produkty sprzedać.

Każdy wolny pracodawca powinien płacić ludziom tyle, ile zapłacić może albo musi. Jeśli będzie płacił za mało, pracownicy przejdą do konkurencji. Jeśli nie dostosuje się do wymagań rynku, straci.

Przymus płacy minimalnej rodzi wyłącznie negatywne konsekwencje. Jak na ironię losu najwięcej stracą ci, którym teoretycznie ustawa ma pomóc – ludziom najmniej zarabiającym. Stracą również pracodawcy, bo będę musieli więcej zapłacić (także w podatkach). Straci społeczeństwo, bo będzie kupować drożej, a do tego dojdą na utrzymanie bezrobotni.

Oby Czarzastemu nie było dane swojego postulatu wprowadzić w życie. Jeśli jednak jakimś cudem by do tego doszło, mamy bardzo ważne pytanie: Panie Włodku, a dlaczego nie 7 tysięcy euro pensji minimalnej? Albo 18 tys.?

Reklama / Advertisement