Morawiecki szykuje bombę z opóźnionym zapłonem! Katastrofa cenowa czeka nas zaraz po wyborach. Eksperci biją na alarm

fot. archiwum nczas.com
fot. archiwum nczas.com
Reklama / Advertisement

Ceny prądu zostały zamrożone, ale rynku nie da się oszukać. Z początkiem 2020 roku czekają nas drastyczne podwyżki cen energii elektrycznej. 

Eksperci biją na alarm, że gwałtownie rosnące ceny prądu przełożą się na wzrost cen towarów i usług.

Ceny energii dla odbiorców indywidualnych do końca 2019 roku zamroziła tzw. ustawa prądowa, a dwu milionom małych i mikro przedsiębiorców oraz m.in. szpitalom i instytucjom samorządowym dała możliwość złożenia oświadczenia, dzięki któremu zapłacą tyle, ile prąd kosztował 30 czerwca 2018 roku. Różnicę pomiędzy realną ceną energii a płaconą przez tych odbiorców ma rekompensować spółka dostarczająca prąd, a pieniądze na rekompensaty pochodzić mają z budżetu państwa. Problem w tym, że ceny energii rosną w zawrotnym tempie i przewidziane przez państwo rekompensaty są niewystarczające.

– Według szacunków, w skali całego kraju zabraknie na dopłaty około dwóch miliardów złotych. Wysokość rekompensat jest więc źródłem obaw dla spółek, bo jeśli różnica okaże się duża, może to spowodować dla nich spore kłopoty – wylicza Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

W jego ocenie, rząd wpędza nas wszystkich w miks energetyczny oparty w głównej mierze na węglu.

– Unijne regulacje nakładają na wytwórców energii elektrycznej obowiązek uiszczania opłat za emisję CO2, która wzrosła z 5 do 28 euro za każdą tonę. Dopóki będziemy wytwarzali prąd ze znaczącym udziałem węgla, skazani będziemy na spore dopłaty – tłumaczy Roszkowski.

Zamrożenie cen energii to działania doraźne. Nasza gospodarka opiera się bowiem na prądzie, nietrudno więc przewidzieć efekt. Eksperci biją na alarm, że już z początkiem 2020 roku czekają nas drastyczne podwyżki prądu. O ile bowiem w 2018 roku (na którym zatrzymały się nasze ceny za energię) koszt wytworzenia 1 MWh wynosił dla dużego odbiorcy około 69 euro, to w 2023 roku będzie to już 78 euro. Rosnące ceny prądu przełożą się na wzrost kosztów transportu, a w konsekwencji na wzrost cen towarów i usług.

Ugrupowanie rządzące robi wszystko, aby inflacja nie była odczuwalna przez Polaków przed wyborami. Wolnego rynku nie da się jednak oszukać i podwyżki dotkliwe uderzą po kieszeni zwykłego Kowalskiego. Rząd przyszykował nam bombę z opóźnionym zapłonem…

Źródło: crowdmedia.pl / businessinsider.com.pl

Reklama / Advertisement