Horrendalne podwyżki ZUS w 2020 roku. Firmy słono zapłacą za pomysły socjalne rządu. „Przedsiębiorcy będą wyć, gdy te zmiany wejdą w życie”

Mateusz Morawiecki i pieniądze (kolaż). / foto: PAP
Mateusz Morawiecki i pieniądze (kolaż). / foto: PAP

Nowe propozycje rządu spowodują, że składki na ZUS drastycznie pójdą w górę. Osoby prowadzące działalność gospodarczą będą płacić od nowego roku nawet o 120 zł więcej – bije na alarm Konfederacja Lewiatan.

Uzależnienie składki na ZUS od dochodu oznacza w praktyce, że lepiej zarabiający przedsiębiorcy mogą stracić nawet jedną trzecią dochodu.

Wyższe składki na ZUS przyczynią się także do wzrostu kosztów pracy i to nie tylko – jak podkreślają ekonomiści – wśród dużych firm. Stanowią one ogromny problem dla małych przedsiębiorców, szczególnie zajmujących się handlem. Podwyżki ZUS-u spowodują, że tysiące właścicieli zamknie swoje małe sklepy – ostrzegają eksperci.

To nie koniec niebezpieczeństw związanych z pomysłami rządu. Przedsiębiorcy opłacają dziś składki od zadeklarowanej kwoty, która nie może być niższa niż 60 proc. średniego wynagrodzenia. W 2020 r. będzie to 3136,20 zł. Propozycja uzależnienia składek na ZUS od dochodu obejmie głównie drobne firmy. Aby spełnić te założenia, w przyszłym roku przedsiębiorcy będą musieli płacić na ZUS:

  • 612,19 zł zamiast 558,08 zł na ubezpieczenie emerytalne (wzrost o 54,11 zł);
  • 250,90 zł zamiast 228,72 zł na ubezpieczenie rentowe (wzrost o 22,18 zł);
  • 76,84 zł zamiast 70,05 zł na ubezpieczenie chorobowe (wzrost o 6,79 zł);
  • 76,84 zł zamiast 70,05 zł na Fundusz Pracy (wzrost o 6,79 zł);
  • 52,37 zł zamiast 47,75 zł na ubezpieczenie wypadkowe (wzrost o 4,62 zł).

Dochodzi do tego składka zdrowotna, której wysokość znana będzie w styczniu 2020 r., gdyż ustalana jest na podstawie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w IV kwartale roku poprzedniego. Jak wylicza dr Łukasz Wacławik, specjalista od ubezpieczeń społecznych, składka zdrowotna zwiększy się o około 7 proc., co oznacza podwyżkę z 342,32 zł do 366,28 zł (o 23,96 zł).

Rząd wpisał do przyszłorocznego budżetu jeszcze jeden pomysł – likwidacji tzw. limitu składek ZUS. Dziś składki emerytalne płaci się do limitu 142.950 zł (30-krotność średniej płacy). Po jego zniesieniu, podatnicy będą opłacać składki od całości dochodów. Dotknie to osób, które zarabiają 8 tys. zł na rękę i więcej. Z ich kieszeni rząd wyciągnie 5,1 mld zł rocznie, co pozwoli sfinansować część programów socjalnych z długiej listy przedwyborczych zapowiedzi PiS.

Uspakajać próbuje minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz.

O przyszłość właśnie tych najmniejszych firm, najbardziej narażonych na ryzyko bankructwa, obawiają się organizacje przedsiębiorców.

To jest coś niewyobrażalnego. Przedsiębiorcy będą po prostu wyć, gdy te zmiany wejdą w życie – alarmuje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Źródło: money.pl