Ziemkiewicz ma przeprosić dziennikarkę. „Sąd Apelacyjny w Warszawie postanowił mnie złupić na rzecz koncernu Ringer Axel Springer”

fot. PAP

Rafał A. Ziemkiewicz zamieścił w 2016 roku tweeta po tym, jak Anna Dryjańska zorganizowała proaborcyjną manifestację przed domem prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego.

Publicysta w tweecie napisał: Właśnie widziałem w tvp Annę Dryjańską. To wyjątkowa czelność, że pyskuje pod domem Jaro, sama jest zdeformowana, a jednak ją mama urodziła.

Dziennikarka domagała się publicznych przeprosin i wpłacenia na cel społeczny 100 tys. zł. W czerwcu warszawski sąd okręgowy oddalił powództwo i nakazał Dryjańskiej opłacenie adwokata Ziemkiewicza. 11 września sąd apelacyjny zmienił wyrok i nakazał publicyście zamieszczenie przeprosin.

W związku z decyzją sądu, na Facebooku Rafała Ziemkiewicza czytamy:

„Sąd Apelacyjny w Warszawie postanowił mnie właśnie zrujnować na rzecz koncernu Ringer Axel Springer. Pretekstem do tej decyzji jest sprawa z roku 2016, kiedy to komentując telewizyjną wypowiedź p. Anny Dryjańskiej o „zmuszaniu kobiet do rodzenia zdeformowanych płodów” napisałem na twitterze, że „sama jest zdeformowana, a mimo to matka ją urodziła”.

Pani Dryjańska ze wsparciem innych feministek urządziła wówczas przeciwko mnie hucpę „męski szowinista mnie obraził, bo mam nadwagę”. Sąd Okręgowy (co być może ma znaczenie: sądziła kobieta) odrzucił jej roszczenia w całości na pierwszej rozprawie.

Dziś Sąd Apelacyjny (tym razem męski) całkowicie zmienił ten wyrok. W ustnym uzasadnieniu sąd zupełnie zignorował opisane w zebranym przez Sąd Okręgowy materiale dowodowym okoliczności mojej wypowiedzi, stwierdzając, że nie miała ona nic wspólnego ze sporem o prawo do życia ani w ogóle sprawami publicznymi i traktując, zgodnie z życzeniem p. Dryjańskiej, mój twitt jako niczym nie sprowokowany, „uwłaczający jej czci” komentarz dotyczący tuszy powódki.

Że sąd chce mnie zmusić do przepraszania, gdy nie ma powodu i zwracania powódce tzw. kosztów – machnąłbym ręką, taki jest fach dziennikarza, raz się wygrywa, raz się przegrywa, czytelnik i tak wie swoje.

Sąd jednak nakazał mi wykupienie upokarzających mnie jako dziennikarza przeprosin na stronie głównej portalu onet.pl – w żaden sposób się w sprawie nie pojawiającego – w formie i wielkości oznaczającej wydatek na rzecz koncernu RASP rzędu kilkudziesięciu, jeśli nie stu kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Ten horrendalny wyrok wpisuje się w cały ciąg orzeczeń, jakie w ostatnich miesiącach wydał warszawski Sąd Apelacyjny przeciwko dziennikarzom kojarzonym z obozem rządzącym, będących, w sposób oczywisty dla każdego, kto oceni to bezstronnie, wyrokami politycznymi, mającymi „ukarać” ich za popieranie przeciwnej strony sporu o reformę sądownictwa.

Nie chcę tego komentować. Pragnę tylko poinformować o tym łamiącym elementarne zasady przyzwoitości wyroku szeroką publiczność i zapowiedzieć ze swej strony dalszą walkę.

Za komentarz niech wystarczy cytat pewnego znajomego prawnika, który rzekł, że odkąd zaczęła się walka o „wolne sądy”, najbliższy sąd, w którym „pisowiec” może liczyć na sprawiedliwy wyrok, znajduje się w Budapeszcie.”

Źródło: facebook.com/rziemkiewicz