W Izraelu trwają wybory. Zależy od nich, czy Netanjahu stanie przed sądem za korupcję

Beniamin Netanjahu. Foto: PAP, zdj. NEIL HALL / POOL
Beniamin Netanjahu. Foto: PAP, zdj.NEIL HALL / POOL

W Izraelu otwarto rano lokale wyborcze i rozpoczęło się głosowanie w przedterminowych wyborach parlamentarnych. Postrzegane są one jako „być albo nie być” dla premiera Benjamina Netanjahu ubiegającego się o piąty mandat szefa rządu.

Lokale otwarto o godz. 7 rano (6 w Polsce); głosowanie ma potrwać do godz. 22 (21 w Polsce). Pierwsze prognozy wyników spodziewane są po zakończeniu głosowania. Przedterminowe wybory odbywają się po raz pierwszy w historii Izraela.

Przedwyborcze sondaże nie dawały jednak pewności na utworzenie koalicji większościowej (61 na 120 mandatów) w Knesecie ani prawicowemu blokowi z Netanjahu na czele, ani centrolewicowemu blokowi Niebiesko-Białych, pod wodzą byłego szefa sztabu generalnego Benny’ego Gantza.

Do udziału w głosowaniu uprawnionych jest ok. 6,4 mln ludzi. Bezpieczeństwa blisko 11 tys. lokali wyborczych w całym kraju oraz na terytoriach okupowanych pilnuje ok. 18 tys. policjantów, ochroniarzy i wolontariuszy.

Głosowanie rozpisano z powodu impasu po poprzednich, kwietniowych wyborach – Netanjahu nie udało się po nich utworzyć koalicji większościowej i po upływie terminu na sformowanie rządu parlament został zmuszony do samorozwiązania. Powtórka sytuacji lub wygrana Gantza może oznaczać koniec kariery rządzącego od 13 lat Netanjahu, nad którym wisi groźba trzech procesów w sprawach korupcyjnych.

Kluczowe dla sytuacji powyborczej będą wyniki Likudu Netanjahu oraz Niebiesko-Białych, bo to od tego zależy, który z liderów otrzyma jako pierwszy misję stworzenia rządu i zawalczy o poparcie potencjalnych sojuszników. W sumie do walki o 120 mandatów ubiegają się politycy z 31 list.

Nad Netanjahu wisi groźba trzech procesów w sprawach korupcyjnych, nadużycia zaufania i malwersacji. Jak podkreślała agencja AP, „jedynie zdecydowane zwycięstwo we wtorkowym głosowaniu może wybawić go od sali sądowej”.

Natomiast powtórka impasu po kwietniowych wyborach lub wygrana Gantza może oznaczać koniec kariery Netanjahu, który rządził Izraelem przez 13 lat – podkreślała agencja.

W zeszłym tygodniu Netanjahu zapowiedział, że jeśli wygra wybory, ogłosi aneksję Doliny Jordanu, która jest częścią Zachodniego Brzegu Jordanu, czyli terenów palestyńskich administrowanych przez Izrael. Netanjahu powtórzył także obietnicę formalnego włączenia żydowskich osiedli na okupowanym Zachodnim Brzegu do terytorium Izraela, lecz tak samo jak w kampanii przed kwietniowymi wyborami, nie przedstawił żadnych terminów, kiedy miałoby to nastąpić.

Według ekspertów przekreśliłoby to wszelkie nadzieje na niepodległe państwo palestyńskie na terytorium, które Izrael zajął podczas wojny izraelsko-arabskiej w 1967 roku.

Źródło: PAP